TurystykaInspiracjePięćdziesiątką Moto Guzzi przez Afrykę – niezwykły wyczyn włoskiego dziennikarza

Pięćdziesiątką Moto Guzzi przez Afrykę – niezwykły wyczyn włoskiego dziennikarza

-

Mając przed sobą podróż liczącą siedem i pół tysiąca kilometrów, większość z nas sięgnęłaby po dużego, wygodnego i pakownego adventura. 1 000, 1 200, albo i więcej centymetrów sześciennych. Na pewno jednak nie zdecydowalibyśmy się przejechać takiego dystansu, w tak trudnych warunkach, dosiadając pięćdziesiątki.

Moto Guzzi – sto lat włoskiej legendy – historia motocyklowej marki z Mandello del Lario

Więcej zapału, fantazji, a może po prostu mniej pieniędzy miał Roberto Patrignani sięgając po małego Moto Guzzi Dingo Cross. To na nim właśnie odbył podróż swojego życia, przemierzając z południa na północ kontynent afrykański.

Liczna rodzina Dingo

Motorowery tej serii produkowane były w Mandello del Lario w latach 1963 – 1976. Model Cross zaczął opuszczać bramy fabryki Moto Guzzi w 1966 roku i pozostawał w produkcji do 1975 roku. W tym czasie dokonano zmian w budowie ramy, zmieniono silnik. Był to lekki motorower, przeznaczony do poruszania się w trudnym terenie.

Pięćdziesiątką Moto Guzzi przez Afrykę – niezwykły wyczyn włoskiego dziennikarza

Napędzany był jednocylindrowym, dwusuwowym silnikiem o pojemności 48,9 centymetrów sześciennych, rozwijającym moc 1,4 KM, przy 4 800 obrotach na minutę, połączonym ze skrzynią biegów o trzech przełożeniach. Rodzina Dingo obejmowała również modele dedykowane turystyce (Gran Turismo), a także do dynamiczniejszej jazdy (Sport, Super, Super Sport).

Podróż życia

Patrignani wyruszył na wyprawę w 1966 roku. Jej początek był w Kapsztadzie, stolicy Republiki Południowej Afryki. Były to czasy, gdy telefon komórkowy, nawigacja GPS były co najwyżej pobożnym życzeniem, niemożliwym do zrealizowania przy ówczesnym poziomie technologii. Trasa wiodła przez RPA, Mozambik, Zambię, Tanzanię, Kenię i Etiopię. Patrignani musiał ominąć Sudan, ponieważ wówczas podróż jednośladem przez ten kraj była zabroniona. Na trasie przyszło mu się zmierzyć, nie tylko z dobrymi drogami, ale zdecydowanie częściej z pofałdowanymi drogami gruntowymi, rozjeżdżanymi przez ciężarówki. Również sieć stacji benzynowych była nikła, a pomiędzy poszczególnymi obiektami przyszło mu przemierzyć nawet kilkaset kilometrów. Dlatego też prócz zwykłego bagażu musiał przewozić paliwo i oczywiście olej do dwusuwowego silnika. Wyzwaniem było także znalezienie miejsca na nocleg. Czy było warto? Co otrzymał w zamian? Mijał piękne krajobrazy, napotykał na swojej drodze dzikie zwierzęta. To było nagroda za trudy i niedostatki. Patrignani zakończył wyprawę w Asmarze, stolicy Erytrei, po przebyciu blisko 7 500 kilometrów.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się nim!
Krzysztof Brysiak
Krzysztof Brysiak
Pasją motocyklową zarażony od dziecka, kiedy to wyobraźnię rozpalała Cezet 350 sąsiada. Zwolennik spokojnej jazdy, lubiący zachwycać się mijanymi widokami. Miłośnik prostych, klasycznych maszyn, potrafiący zachwycić się również nowoczesnym designem, w szczególności włoskim. Lubi przede wszystkim wyprawy w małym, kilkuosobowym gronie oraz samotne ucieczki od cywilizacji, hałasu i zgiełku. Dlatego też chętnie odkrywa wschodnie tereny Polski. W podróży nie rozstaje się z aparatem, bo fotografia to jego drugie hobby.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

POLECAMY

ZOBACZ RÓWNIEŻ