Coś kosztem czegoś
Po przejechaniu nieco ponad 200 km w warunkach pozamiejskich, przy niesprzyjających warunkach atmosferycznych (przelotne opady i mokra nawierzchnia) muszę wspomnieć o mało wydajnych błotnikach. Okazuje się, że pasażerka zmoczona od pasa w dół wcale nie jest skora do dalszej współpracy z kierowcą. Natomiast wygląd wspomnianych błotników zasługuje na pochwałę jak najbardziej. Innymi słowy: coś, kosztem czegoś, w tym przypadku, wygląd i prezencja kosztem użyteczności.
Pozostając przy pozycji za sterem tej eleganckiej żaglóweczki, muszę pochwalić bardzo dobrą ergonomię. Oko kapitana – używając żeglarskiej nomenklatury, cieszą dwa, okrągłe, proste w swojej formie i zarazem bardzo czytelne zegary. Z lewej strony prędkościomierz, w który wkomponowany jest niewielki (acz wystarczający) ekran LCD, natomiast po stronie prawej obrotomierz, wraz z kontrolkami dla kierowcy. Znajduje się tam kontrolka wtrysku, kontrolki kierunkowskazów, świateł drogowych i luzu. Jest także lampka przypominająca o tym, że wszystko płynie, nie wyłączając paliwa,które sukcesywnie należy uzupełniać. Na wspomnianym wyświetlaczu LCD mogę skontrolować przebieg całkowity motocykla, przebieg dzienny, a także aktualną godzinę.
Przełączniki są w zasięgu kciuków, klamki regulowane, nogi tradycyjnie ugięte i nieco cofnięte. Po rozgrzaniu silnika, odczuwam niewielki dyskomfort – wyraźnie czuję ciepło bijące od rozgrzanej maszynerii, które muska wewnętrzną stronę prawej nogi. Nie parzy, ale jest zdecydowanie wyczuwalne. Gdyby ktoś chciał użytkować motocykl w japonkach, szortach i rozpiętej koszuli – zdecydowanie odradzam. Jazda z pasażerem nie stanowi problemu – kanapa jest dość długa, by pomieścić oboje zainteresowanych.
Pierwsze kilometry przejechane przez stolicę Małopolski dostarczają bardzo pozytywnych wrażeń. Kawa okazuje się chętna do współpracy i to na wszystkich biegach. Co ważniejsze – jest tak potulna i kochana, że można spokojnie przejechać pół miasta na czwartym biegu, bez konieczności ćwiczenia lewej stopy i wykorzystywania pięciostopniowej skrzyni biegów. Silnik okazał się być bardzo elastyczny. Jeżdżąc prywatnie motocyklem z widlastą dwójką, nie spodziewałem się, że rzędówka może być aż tak skora do współpracy i to od relatywnie niskich prędkości obrotowych silnika. Miłe zaskoczenie.
Hamowanie na Małysza
Silnik to właśnie czterosuwowa, chłodzona powietrzem rzędowa dwójka, o pojemności 773 cm3. Posiada jeden wałek rozrządu, 8 zaworów i zasilana jest wtryskiem paliwa. Moc maksymalna to 48 KM, przy 6500 obr./min. Maksymalny moment obrotowy to 60 Nm, przy 2500 obr./min. Przeniesienie napędu na tylne koło realizowane jest poprzez łańcuch.
Jeżdżąc w zatłoczonym mieście nie mam najmniejszych problemów, by wcisnąć się tu i ówdzie. Szerokość motocykla wynosząca 790 mm sprawdza się podczas przemykania w korku. Motocykl sprawia wiele frajdy, oddając moc liniowo. Czasem mogę się poczuć, niczym podczas prowadzenia wózka golfowego – brzmienie silnika nie jest ani basowe, ani niskie i okrutne. Znacząca różnica pomiędzy wspomnianym czterokołowcem, a testowanym Kawasaki – Japończyk bardzo sprawnie przyspiesza.
Nienajlepszy dźwięk w połączeniu z bardzo przyjemnym przyspieszeniem, daje jednak natychmiastowy szeroki uśmiech. Generalnie poruszanie się w warunkach miejskich, z prędkościami w zakresie 50-90 km/h sprawia, że mogę się naprawdę przyjemnie pobawić, zaliczając przy tym radosne składanie motocykla w okoliczne winkle, co Kawasaki W800 robi bardzo chętnie.
Do zatrzymania motocykla służy pojedyncza tarcza z przodu o średnicy 300 mm, natomiast tylne koło hamowane jest poprzez bęben (160 mm). Hamulce radzą sobie dobrze. Nawet jeżdżąc z pasażerem nie można narzekać. Wprawdzie z tyłu, zamiast przestarzałego bębna, mogłaby być zastosowana tarcza, ale i on radzi sobie bez zarzutu.
Podczas hamowania przednim hamulcem, motocykl zdaje się przybierać sylwetkę Adama Małysza, którego głowa podczas skoku jest niemal na równi z d… dłońmi ułożonymi wzdłuż tułowia. W tym przypadku Kawasaki nurkuje dość głęboko. Czy to problem? Znów coś kosztem czegoś – zawieszenie jest miękkie i dzięki temu komfortowe na miejskich nierównościach, krawężnikach, czy torach kolejowych. Zwyczajnie należy wziąć na to poprawkę i oswoić się z tematem.
Młody gentleman wiozący swą urodziwą damę do kawiarni, może być zatem uradowany zupełnie spontanicznym przytuleniem ze strony pasażerki, podczas większości prób hamowania.
Pozytywnym dodatkiem przy przednim zawieszeniu jest staroświecka, gumowa osłona amortyzatora, która doskonale chroni uszczelniacze przed nieczystościami napływającymi z drogi. Śmiem twierdzić, że zachowają one szczelność dłużej, gdy są osłonięte. Użytkując motocykl w miejskich warunkach, przy różnej aurze, nie sposób uniknąć brudu docierającego w każdy zakamarek motocykla, także każda forma ochrony poszczególnych elementów wydaje się być słuszną.
Czy motocyklem tym można podróżować? Oczywiście, że można. Ale zdaje się, że nie taki był zamysł konstruktorów i projektantów. I chwała im za to. W okolicy prędkości 100-130 km/h pojawiają się problemy z aerodynamiką. Nie oznacza to, że motocykl nie pojedzie szybciej (mi udało się osiągnąć 160 km/h), albo że zrzuci cię pęd powietrza.
Zwyczajnie – podróżowanie z prędkościami powyżej 120 km/h przestaje być przyjemne. Z pomocą przychodzą wspaniałomyślni konstruktorzy z Kawasaki, serwując nam akcesoryjne owiewki przednie. Takie akcesorium na pewno zwiększy komfort podróżowania. Jedna z owiewek nawiązuje do linii cafe-style kosztuje 2176,41 zł, natomiast druga, klasycznie wyglądająca szyba, dostępna jest w cenie 1675,47 zł.

Mam w650, całkiem niezły sprzęt, a do tego wygląda niezwykle stylowo.
Mam w650 z ostatniego roku produkcji, dla mnie lepszy bo ma kopniaka, a 800 nie. To bardzo sympatyczny motocykl, większość spostrzeżeń z artykułu jest zgodna z moimi. Z tą turystyką to do końca się jednak nie zgodzę, zrobiłem nim przebiegi ponad 500 km dziennie i nic specjalnego się nie działo. Wiadomo, to golas więc jest jak na każdym golasie, wieje. Deszcz? A kto lubi jeździć w deszczu? No moknie się i tyle. Lubię ten motocykl i z reakcji różnych ludzi wiem, że nie tylko ja.
Zuzycie paliwa wspomniane w artykule wydaje mi sie nierzetelnie zawyzone. Moj W800 z 2011 ma srednia z kilku lat na poziomie 4.25 ltr/100m. Niestety innych egzemplarzy nie ma na http://www.motostat.pl