Ciekawym, typowo amerykańskim, choć niekoniecznie wygodnym rozwiązaniem jest zamknięcie wizjera. Służy do tego… metalowy bolec, który wygląda trochę jak pozostałość po naprawie przeprowadzonej przez janusza serwisu.
Co by jednak złego o tym rozwiązaniu nie mówić, spełnia swoje zadanie znakomicie trzymając wizjer w ryzach nawet podczas najdzikszych harców. Wadą tego rozwiązania jest konieczność dość długiego przyzwyczajania się do otwierania wizjera – moje pierwsze próby wykonania tej operacji przypominały otwieranie słoika z ogórkami przy pomocy dwóch wieszaków na ubrania.
Sam wizjer wykonany jest w technologii fog-free co oznacza, że nie powinien parować. Sprawdziłem – w warunkach niewielkiej wilgotności powłoka rzeczywiście daje radę, ale kiedy pada nie ma siły – bez uchylenia wizjera się nie obejdzie.
Wśród zalet Icona Airmady Bioskull trzeba wymienić bardzo dobre wykończenie. Wloty wentylacyjne i ich elementy ruchome pracują sztywno i pewnie, sprawiając wrażenie solidności. Uszczelka wokół wizjera jest dobrze i estetycznie spasowana ze skorupą kasku. Wyściółkę wykonano z przyjemnego w dotyku materiału, w technologii nazwanej hydrodry. Można ją oczywiście wyjąć i wyprać.
Stylówa przede wszystkim
Icon Armada Bioskull to dobrze wykonany kask, który oferuje przyzwoitą ochronę. Nie ma się co oszukiwać – nie jest to najbezpieczniejszy garnek na rynku, ani najlepiej wyposażony. Z pewnością jednak oferuje użytkownikowi coś, czego próżno szukać u obrośniętej legendą konkurencji.
Tym czymś jest niepowtarzalny styl, który dla wielu motocyklistów stanowi swoiste status quo – określa ich światopogląd i podkreśla indywidualność. Czy w dzisiejszym, coraz bardziej zunifikowanym świecie nie jest to rzecz warta grosza?
