Marka Vespa to żywa legenda. Jest ikoną w świecie motoryzacji. Kultowa pod wieloma względami. Tradycyjny, włoski sprzęt z ponadczasową linią, łączącą pokolenia motocyklistów. Czy zakup Vespy PX 125 wyprodukowanej w 1985 roku jest dobrym pomysłem i jak wygląda od technicznej strony? Postaram się krótko przybliżyć moją styczność z tym kultowym pojazdem.

Tekst: Eryk Czachor, zdjęcia: Adam Plaskota, Eryk Czachor

Pewnego słonecznego, majowego poranka mój współpracownik, a prywatnie przyjaciel Adam poinformował mnie, że dziś zostanie mu dostarczona świeżo zakupiona przez niego Vespa PX 125 z 1985 roku. W jego założeniu miał być to pojazd do codziennego użytku, na dojazdy do pracy, na plażę (mieszka w Trójmieście) i zwiedzania okolicy. W żadnym razie nie myślał żeby traktować pojazd jako zabytek trzymany pod kocem.

Niezawodny skuter lat 80.

Sama charakterystyka pojazdu jest dosyć prosta. Dwusuwowy silnik o pojemności 125 centymetrów sześciennych, zamontowany z prawej strony pojazdu, napędza skuter za pomocą czterobiegowej, manualnej skrzyni biegów. Za dźwignię zmiany biegów służy lewa strona kierownicy. Ten system akurat większość z nas pamięta z motorynek, naszych Komarów i tym podobnych pojazdów. Ciekawostką jest fakt, że Vespa produkowała PX’a z manualem do 2012 roku. Sprzęgło jest wielotarczowe, mokre. Zapłon CDI. Hamulce bębnowe. Zawieszenie z tyłu na pojedynczym amortyzatorze, przednie podobnie i oczywiście charakterystycznie dla Vespy jednostronny “wahacz”.

Zamówienie w ciemno

O wybranym egzemplarzu Adam nie był w stanie powiedzieć mi wiele, gdyż kupił go przez Internet, tylko po rozmowie telefonicznej. Dowiedziałem się od niego jedynie, że jest niebieska i że jest to efekt odrestaurowania nadwozia w niezbyt odległej przeszłości. Dodatkowo motocykl miał być sprawny, czyli odpala, jeździ, skręca, hamuje, światła spełniają swoją rolę, licznik pokazuje prędkość i nabija kilometry, a klakson skrzeczy i uwierzcie na słowo, że jest to adekwatne określenie.
Godziny mijały. Adam czekał z niecierpliwością na nową zabawkę, mnie z kolei zżerała ciekawość co do zgodności pojazdu z zapewnieniami sprzedającego.

Vespa PX 125

Około godziny 18 pojawił się długo wyczekiwany bus. Na jego pace znajdowała się owinięta kocami i przymocowana pasami transportowymi Vespa.

Zakup po oględzinach

Skuter po zdjęciu z busa sprawiał dobre wrażenie. Pogoda dopisywała, więc w blasku słońca chylącego się ku zachodowi ciemnoniebieski lakier prezentował się naprawdę ładnie. I jak to zazwyczaj bywa z używanymi pojazdami, zwłaszcza z tak zwanymi youngtimerami, w moich oczach karoseria, mimo że nieidealna, to jednak prezentowała się najlepiej z całej konstrukcji. Siedzenie w oryginalnym czarnym poszyciu, może i nie miało uszkodzeń mechanicznych, jednak było po nim widać jego wiek.

Podobnie było z elementami gumowymi na skuterze, włączając w to stan opon, które chyba były jeszcze oryginalne.

Pierwsze wrażenie można opisać jako zgodne z oczekiwaniami, spodziewaliśmy się pojazdu z 1985 roku i taki zobaczyliśmy, więc Adam wciąż był entuzjastycznie nastawiony, osobiście już bardzo niecierpliwie czekałem na odpalenie silnika, gdyż jego sprawność miała kluczowe znaczenie. I nadszedł moment, w którym sprzedający podjął próbę uruchomienia silnika, przekręcił kranik, włączył zapłon stacyjką, uruchomił ręczne ssanie i zaczął kopać…
Po pierwszych ruchach kickstarterem Vespa nie dała znaku życia, co nie wróżyło niczego dobrego, jednak to nie zniechęciło sprzedającego i postanowił poprzez kickstarter nadać silnikowi obroty porównywalne do tych, które można uzyskać przy użyciu rozrusznika. Nie będzie kłamstwem jeśli napiszę, że uruchamianie Vespy zaczęło przypominać stepowanie.
W końcu po chwili zwątpienia, skuter postanowił zlitować się nad właścicielem i w końcu odpalił.

Vespą dookoła świata – 82 tysiące kilometrów w osiemnaście miesięcy

Dźwięk i zapach spalanej mieszanki z silnika dwusuwowego był dla mnie niczym pierwszy oddech po opuszczeniu miejskiego autobusu w godzinach szczytu, w upalny dzień. Poczułem ogromną ulgę, że cały układ kickstartera może jeszcze nie został uszkodzony i miałem nadzieję, że po wykonaniu prostych czynności, takich jak czyszczenie gaźnika i wymiana świecy, Vespa zacznie właściwie odpalać. Jednak byłoby zbyt pięknie, gdyby ciężkie odpalanie na zimno było jedynym problemem.

Gdy skuter już trochę się zagrzał i zaczął chodzić na biegu jałowym z odpowiednią prędkością obrotową i bez wspomagania jej manetką gazu zauważyliśmy z Adamem coś niebywałego. Luz na łożysku główki ramy był tak duży, że przednie zawieszenie zauważalnie poruszało się do przodu i tyłu w rytm pracy silnika. Gdy postanowiłem sprawdzić łożysko w sposób tradycyjny okazało się, że luz jest jeszcze większy i że jego wymiana będzie zdecydowanym priorytetem, jeśli Adam zdecyduje się na zakup.
Mój kolega w żaden sposób nie zraził się do jednośladu. Poinformowany przeze mnie o słabościach skutera, takich jak olbrzymi luz łożyska główki ramy, słaby stan ogumienia oraz ciężko odpalający silnik postanowił sfinalizować transakcję i w ten oto sposób stał się szczęśliwym posiadaczem Vespy.

Przygotowania do remontu

 

Mimo świeżo dokonanego zakupu Adam postanowił nie zwalniać tempa i nie czekając do kolejnej wypłaty zaczął szukać w Internecie galanterii do swojej zabawki. Wbrew wszelkim pozorom i przekonaniom panującym w naszym kraju nie ma żadnego problemu z dostępnością części do Vespy z 1985 roku (swoją drogą do duuużo starszych Vesp też nie ma z nimi problemu, oczywiście na zagranicznych portalach). A mówiąc dokładniej, to sprawa z częściami do skuterów tej marki wygląda podobnie jak w USA z częściami do starych aut amerykańskiej produkcji. W skrócie, możemy zamówić każdą śrubkę, tulejkę, gumkę i co tylko będzie nam potrzebne żeby nasz skuter wyglądał idealnie. Co więcej duża liczba tych części jest oryginalna.

Dzięki pomocy Krzysztofa, który już od dłuższego czasu jest pasjonatem marki i posiada kilka różnych modeli z różnych lat, dowiedzieliśmy się o dwóch, dobrze wyposażonych zagranicznych sklepach, w których Adam stopniowo robił zakupy.

Nowy właściciel zaczął od walorów estetycznych i postanowił zamówić nowe gripy, klamki (hamulca i sprzęgła), gumy podnóżki centralnej oraz kopniaka, a także komplet uszczelek silnika, ponieważ zauważyliśmy, że Vespa znaczy teren olejem przekładniowym oraz oczywiście łożysko główki ramy.

Kilka dni po złożeniu zamówienia dotarła do nas paczka z częściami. Adam, zaraz po pracy, postanowił odświeżyć wygląd Vespy i zamontował na niej całą galanterię. Jednak chyba skuter był przywiązany do swojego starego wyglądu, gdyż już po przejechaniu kilku kilometrów zgasł, po czym zaczęło lać się z niego paliwo. Wyciekło wszystko co było w zbiorniku, okazało się, że kranik nie spełnia swojej funkcji. Dodatkowo gaźnik także nie trzymał odpowiedniego poziomu paliwa. Vespa rzuciła palenie i już tylko czekała na moją ingerencję.

Nadszedł ten dzień

Z powodu braku czasu Vespa była długo odkładanym projektem, a pracę zaczęliśmy od rzeczy, na którą potrzeba stosunkowo niewiele czasu. Wystartowaliśmy od wymiany łożyska główki ramy. Zadanie dosyć proste. Do odkręcenia było kilka śrub od obudowy kierownicy i samo łożysko. Całe zawieszenie wraz z kołem i błotnikiem możemy zdemontować w całości, pozostaje tylko demontaż bieżni łożysk i montaż nowych. Z całą operacją powinno zejść ok godzinę i tak też się stało. Vespa już miała zawieszenie bez luzów, jednak wciąż nie odpalała…

Gdy kolejny raz udało mi się wygospodarować trochę wolnego czasu postanowiłem wyjąć silnik w celu jego uszczelnienia. I tu kolejne miłe zaskoczenie, wystarczy odczepić linki od hamulca, sprzęgła, skrzyni biegów, gazu, ssania oraz jedną wtyczkę od elektryki i modułu zapłonowego i zostają do odkręcenia dwie śruby. Jedna od tylnego amortyzatora, druga to oś trzymająca razem silnik i ramę. Z demontażem silnika nie powinno zejść osobie znającej temat dłużej niż 40 minut. Podejrzewam, że podawane przeze mnie czasy są i tak zawyżone, ponieważ taką Vespę rozbierałem pierwszy raz.

Po wyjęciu silnika zostało już tylko go rozłożyć (do tego celu potrzeba kilku narzędzi specjalnych np. klucz do nakrętki sprzęgła, ściągacz koła magnesowego) i wyczyścić go przed rozkładaniem, a później poszczególne elementy dokładnie wyczyścić, głównie w tych miejscach, gdzie nie mamy dostępu, gdy wszystko jest skręcone ze sobą.

Najwięcej różnego rodzaju zanieczyszczeń było na głowicy i cylindrze, ponieważ w tej konstrukcji nie zastosowano uszczelki pod głowicę (tę informację musieliśmy potwierdzić, bo nie wierzyłem w takie rozwiązanie producenta). Jak to bywa w dwusuwach kolektor wydechowy jest niemożliwy do uszczelnienia jeśli chodzi o resztki nieprzepalonego oleju, zawsze trochę wydostaje się na zewnątrz i w połączeniu z innymi zanieczyszczeniami z otoczenia odkładają się na kolektorze i cylindrze.

 

Czyszczenie tego nie należy do przyjemnych ani łatwych zajęć. Przywracanie blasku silnika zdecydowanie było najmniej przyjemną częścią pracy przy Vespie. Nie zdecydowaliśmy się niestety na piaskowanie/szkiełkowanie podzespołów, jednak miał to być skuter do codziennego użytku, więc też nie można być nadgorliwym.

Silnik czysty, kolejne części zamówione. Pozostało czekać, aż tłok, łożyska i simmeringi, kranik paliwa i śruba sprzęgła zostaną dostarczone.

Adam oczywiście nie mógł się powstrzymać i zamówił kilka drobiazgów takich jak obręcze kół w kolorze czarnym, naklejkę z pozycjami kranika (on, off, res) oraz kilka emblematów.

A także materiał na nowe poszycie siedzenia, jednak nie pasowało ono fachowcowi, któremu Adam zlecił pracę nad siedziskiem. Pan zastosował swój materiał, który na co dzień jest wykorzystywany przy wykończeniach jachtów, co sugeruje, że będzie wyjątkowo odporny na warunki atmosferyczne, codzienne użytkowanie oraz samo mycie i trzeba przyznać, że wyszło świetnie.

Wzór siedzenia został oczywiście oryginalny. Ciemno brązowa kanapa wygląda pięknie, a sama usługa zmiany poszycia wykonana została bardzo profesjonalnie.

Cylinder z tłokiem trafił do szlifu. W tym czasie postanowiłem zająć się dołem silnika. Adam natomiast zmienił obręcze kół i opony marki Kenda, oczywiście z białymi paskami na bokach.

Myślę, że jednak dosyć szybko zostaną zmienione na inną markę, gdyż podczas mycia ozdobne malowidła po bokach schodzą z gumy…

Po sprawdzeniu stanu skrzyni biegów, sprzęgła oraz wału korbowego przystąpiłem do montażu nowych łożysk, uszczelniaczy, uszczelek i składaniu wszystkiego w całość.
Cylinder także był już gotowy na nowy tłok, więc góra silnika, wraz z głowicą, trafiła na swoje miejsce, a zaraz po tym cały silnik wylądował w ramie skutera.

Gaźnik rozłożony na najdrobniejsze możliwe części stopniowo czyścił się w myjce ultradźwiękowej. Oczywiście myjka do profesjonalnych nie należy. Zwykły chińczyk z przeznaczeniem do czyszczenia biżuterii, z wanienką, w której korpus gaźnika trzeba było myć kilka razy, aby wyczyścić go z każdej strony. Drobniejsze elementy na szczęście zmieściły się w myjce bez problemu, a sama myjka miło zaskoczyła i doskonale spełniła swoje zadanie.

Po czyszczeniu gaźnik dostał nowy zaworek iglicowy, bolec mocujący pływak oraz komplet uszczelek.

Po ogarnięciu gaźnika przyszedł czas na zajęcie się poważniejszym problemem. Mianowicie duża ilość rdzy w zbiorniku paliwa. Urządziliśmy z Adamem debatę na temat sposobu w jaki pozbędziemy się rdzy z wnętrza baku. Ustaliliśmy na bazie naszych doświadczeń, że chemia po 20 zł za pół litra słabo spełnia swoje zadanie, a stosowanie bardzo drogich środków moim zdaniem mija się z celem, gdyż taka chemia kosztuje około połowę tego, co nowy zbiornik. Zostały dwa wyjścia, nowy zbiornik albo stary, prosty sposób od którego postanowiłem zacząć.

Ze zbiornika wyjąłem wszystkie elementy znajdujące się w środku, czyli kranik (okazał się uszkodzony) oraz pływak mierzący poziom paliwa. Do środka zbiornika trafiła solidna garść drobnych nakrętek, pozostało tylko solidnie trząść bakiem. Po kilku minutach zbiornik został opróżniony, sposób się sprawdzał, więc rdza została na betonie, nakrętki natomiast znowu trafiły do zbiornika i znowu kilka minut grzechotania….

Praca jednak się opłaciła. Zbiornik został wyczyszczony naprawdę solidnie. Pływak został także wyczyszczony z rdzy oraz wymyty w myjce ultradźwiękowej, do zbiornika trafił nowy kranik. Potrzebowaliśmy już tylko nowy przewód paliwowy i pomimo znajdującego się w gaźniku sitka filtrującego paliwo, postanowiliśmy zamontować dodatkowy filtr paliwa na przewodzie doprowadzającym paliwo do gaźnika. Przewód paliwowy w pobliskim sklepie motoryzacyjnym kosztował Adama dosyć sporo, jednak ciekawość jak będzie sprawowała się Vespa po remoncie wygrała z kalkulacjami.

No dobra, szybkie sprawdzenie czy nic ważnego nie zostało pominięte i można podjąć próbę odpalenia.

Silnik poskładany, olej w skrzyni jest, śruby mocujące silnik skręcone, elektryka podpięta, iskra na świecy jest, linki (sprzęgło, ssanie, gaz, biegi) zamontowane, mieszanka paliwa z olejem do dwusuwów wlana do zbiornika, kranik odkręcony, ssanie włączone.
Wychodzi na to, że wszystko na swoim miejscu i możemy podjąć bezpieczną próbę uruchomienia.

Włączamy zapłon i zaczynamy. Jeden ruch kopniakiem, drugi, trzeci i w końcu pierwszy objaw życia, kolejna próba i znowu coś się dzieje, ale jeszcze nie odpala. Pora dokonać jakiejś zmiany, wyłączamy ssanie. Nic to nie zmienia. Nie martwi mnie to, przecież gaźnik był rozebrany i o ile śrubę od mieszanki paliwowo-powietrznej ustawiłem według danych z książki, to śruba od biegu jałowego wkręcona była na oko, z myślą o regulacji obrotów po odpaleniu i zagrzaniu silnika.

Kolejna próba tym razem z otwartą przepustnicą i Vespa budzi się do życia. Kłęby dymu z rury wydechowej, ciężkie wejście na obroty (też nic dziwnego, łożyska wału, wał oraz tłok z cylindrem zostały poskładane z użyciem sporej ilości oleju), chwila radości i gasimy. Mamy sukces. Jednak przez stopień zadymienia, jaki osiągnęliśmy w pomieszczeniu, musieliśmy zaczerpnąć świeżego powietrza, Vespa oczywiście na zewnątrz trafiła razem z nami.

Kolejny odpał i wszystko zaczyna działać właściwie, silnik nabiera temperatury, trzyma odpowiednie obroty, nadmiar oleju się wypala, więc i zadymienie tworzone przez skuter słabnie.

Pora na sprawdzenie świateł i pierwszą jazdę. Światła działają bez zarzutów (poza tylnymi kierunkowskazami, które wraz z bocznymi osłonami zostały na stole), jednak jazda wykazała, że linki zmiany biegów wymagają regulacji. Jednak z powodu dość późnej już pory postanowiliśmy udać się do Adama i uczcić nasz mały sukces niewielką ilością naszego ulubionego trunku.

Rezurekcji ciąg dalszy

Kolejnego dnia od rana w mojej głowie było tylko jedno, regulacja linek i przejażdżka Vespą. Wszystkie inne obowiązki zostały przesunięte na dalszy plan i już koło południa skuter był gotowy do kolejnej jazdy próbnej. Wszystko przebiegło pomyślnie. Biegi wchodziły już płynnie i nie trzeba ich było szukać. Adam odważnie postanowił wybrać się kawałek dalej niż do końca ulicy i z powrotem. Niestety ta przejażdżka przyniosła nam pewne rozczarowanie. O ile Vespa wróciła o własnych siłach, to zaraz po zatrzymaniu się zgasła, a paliwo zaczęło lać się strumieniem na ziemię. Na szczęście teraz kranik był już sprawny i jego zakręcenie pomogło, jednak stałem przed nowym problemem – dlaczego gaźnik zaczął przelewać paliwo? Uszczelki w całym gaźniku nowe, zaworek iglicowy także, pływak utrzymuje się na powierzchni i w jego środku nie słychać żeby było paliwo. Nie mogłem znaleźć rozwiązania tego problemu, a jakby tego było mało objaw zaczął się zmieniać. Raz paliwo przelewało się przez gaźnik na ziemię, a raz tak, jakby nie było go w ogóle. Jedyny wniosek, jaki mi się nasuwał, to zawieszający się pływak, gdy zawieszał się w dolnym położeniu to zaworek iglicowy nie odcinał dopływu paliwa i poprzez kanał przelewowy w gaźniku lądowało na podłodze, gdy zawieszał się na górze, komora pływakowa była sucha.

Gaźnik i wszystkie jego elementy zostały po raz setny już chyba dokładnie obejrzane i kolejny raz nie znalazłem żadnych uszkodzeń. Postanowiłem zadziałać intuicyjnie i kupić nowy, oryginalny pływak Dellorto. Gdy przyszła paczka wszystko stało się jasne, nowy pływak mimo tej samej bryły, pasujących mocowań i zgodnej wagi był zdecydowanie mniejszy od tego, który był od początku w Vespie. Do dziś nie mam pojęcia czy jest możliwe na skutek upływu lat i działania paliwa aby wielkość pływaka uległa zmianie, czy po prostu ktoś kiedyś w przeszłości zamontował pływak z innego modelu gaźnika.

W końcu pełen sukces

Jednak moje przemyślenia na ten temat są mało istotne, ważne żebym pamiętał w przyszłości, że bardziej muszę ufać sobie podczas stawiania diagnozy, nawet jeśli wydaje się ona mało prawdopodobna. Najważniejsze, że problem został rozwiązany. Vespa ponownie zaczęła odpalać od strzała (ewentualnie trzech, czasem ciężko wyczuć czy potrzebne jest ssanie czy nie). Mimo, że chodziła ładnie to miałem wrażenie, że chodzi wręcz za ładnie. Jej praca była zbyt równa, jak na dwusuwa, i trochę leniwie wkręcała się na obroty. Co może jeszcze być nie tak? Prosta odpowiedź, kąt wyprzedzenia zapłonu. Do akcji wkroczyłem z lampą stroboskopową i tak jak przypuszczałem, znaki na osłonie koła magnesowego i na kole magnesowym solidnie się mijały. Szybka korekta, ponowne sprawdzenie i teraz już wszystko się zgadza. W końcu pracę można uznać za skończoną i być z niej w pełni zadowolonym.

Mimo, że Vespa odpala i chodzi jak powinna, to pojawił się drobny problem z tylnymi kierunkowskazami, jednak Adam szybko się z tym uporał wymieniając całe przewody od kierunkowskazów. Tym razem już wszystkie światła działają prawidłowo, klakson także, silnik i skrzynia pracuje wzorowo, całość robi niesamowite wrażenie.

Podsumowanie

Wbrew pozorom i temu jak wszystko szybko wydaje się dziać podczas czytania tego artykułu prace nad Vespą były wykonywane w czasie wolnym, którego, jak się okazało, nie mamy tak wiele. Od momentu zakupu Vespy w maju, do pierwszej przejażdżki po remoncie minęło pięć miesięcy. Mimo że same prace, gdyby wszystkie części były pod ręką, zajęłyby w najgorszym razie około tygodnia. Adam jednak nie załamał się czasem oczekiwania na wymarzony skuter i mimo chłodnej aury zrobił już trochę posezonowych kilometrów Vespą i teraz z optymizmem patrzy w przyszłość, z myślą o nadchodzącym sezonie. Już planuje swoje wycieczki i miejsca, które koniecznie musi odwiedzić. Przyznał mi się nawet, że czuje pewien niedosyt, że nie ruszyliśmy karoserii Vespy. Zarzeka się, że jeśli uda mu się trafić jakiś ciekawy egzemplarz, oczywiście sporo starszy od obecnego, to wszystko będzie piaskowane i robione na tip top. Osobiście nie mogę się doczekać, gdyż projekt był dla mnie bardzo ciekawy i zdecydowanie chcę uczestniczyć w kolejnym.

Koszty, wydatki, finanse

Vespa kupiona w dobrym stanie blacharskim, słabym technicznie. Wykonany został remont silnika, regeneracja gaźnika, wymiana łożyska główki ramy, wymiana obręczy kół oraz opon, nowe poszycie kanapy, nowe manetki, gumy podnóżek centralnych, guma kopniaka, guma hamulca nożnego, nowa dźwignia sprzęgła i hamulca, nowe kierunkowskazy i ich okablowanie, nowy kloszy tylnej lampy, nowy kranik, wyczyszczony bak paliwa.

Teraz pora na to, co zapewne wielu czytelników interesuje najbardziej, czyli koszty.
Za sam skuter Adam zapłacił 9600 zł z transportem. Dwie sztuki kierunkowskazów – 36 euro, guma kopniaka – 4 euro, klamki – 12 euro, gumy podnóżki centralnej – 6 euro, manetki- 14 euro, uszczelki silnika – 13 euro, zaworek iglicowy- 7 euro, uszczelki gaźnika- 12 euro, emblemat Piaggio – 5 euro, emblemat Vespa – 6 euro, napis Piaggio- 6 euro, osłona linki hamulca i licznika – 6 Euro, przewody kierunkowskazów – 40 euro, świece zapłonowe – 8 euro, pływak – 46 zł, tłok – 110 zł, szlif cylindra – 150 zł, opony- 230 zł, obręcze kół – 40 euro, łożyska + simmeringi – 208 zł, naklejka rezerwy- 4 euro, klosz tylnej lampy – 16 euro, kranik paliwa – 9 euro, nakrętka sprzęgła – 4 euro, śruby klamek – 4 euro, 1 m przewodu paliwa wraz z filtrem – 73 zł, łożysko główki ramy – 135 zł, żarówki – 30 zł, materiał na siedzenie (nieużyty) – 30 zł, obszycie siedzenia – 350 zł, narzędzia specjalne- 150 zł, przegląd techniczny – 63 zł, olej 2T – 40 zł, koszty wysyłek – 45 euro. Gdyby przeliczyć naszą pracę przy skuterze to byłaby to kwota w przedziale 1500 – 2000 zł. A to jeszcze nie koniec, ponieważ Adam chce zarejestrować Vespę na żółte blachy, co będzie kosztować jeszcze około 900 zł. Tak czy inaczej właściciel jest zadowolony z końcowej ceny i co najważniejsze z efektów naszej wspólnej pracy.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.