Nigdy nie sądziłem, że w moim życiu może pojawić się sytuacja rodem z najlepszych, hollywoodzkich produkcji. Wszystko diametralnie zmieniło się 5 listopada ubiegłego roku, kiedy kilka wiadomości wysłanych przez moją siostrę Whatsapp’em, zaowocowało drgawkami, nerwicą i nadzwyczajnie dużą ilością łaciny. Ale zacznijmy od początku.

Listopadowy wtorek nie wyróżniał się niczym szczególnym, a nawet śmiało mogę powiedzieć, że był nad wyraz przygnębiający. Jesienna pogoda, padający deszcz, a na dodatek chwilowy pobyt w Bytomiu przykrytym pierzyną ze smogu, mógł zwiastować raczej kolejny, nudny dzień. Słysząc powiadomienie w telefonie zerknąłem kto próbuje się do mnie dobić. Okazało się, że napisała do mnie siostra, która studiuje w Niemczech i pomimo tego, że nie spodziewałem się żadnej nadzwyczajnej wiadomości, to widząc przysłane przez nią zdjęcie wraz z podpisem, zamarłem. Momentalnie na czole pojawił się pot, włosy stanęły mi dęba, a serce mało nie wyskoczyło z klatki piersiowej. Moim oczom ukazał się ogromny stos biletów VIP, wejścia na paddock i innych atrakcji na Motocyklowe Mistrzostwa Świata w Australii. Stanąłem, wziąłem kilka głębszych oddechów rzucając przy okazji pod nosem łaciną i z prędkością światła zabrałem się za pisanie miliona pytań do mojej siostry, która krótko odpisała: mój chłopak dostał bilety i w ostatniej chwili polecieliśmy. Nawet nie wyobrażacie sobie bólu, który przeszywał mnie tuż po przeczytaniu tej wiadomości. Zrobiłem rundkę wokół biura, aby ochłonąć.

Dopiero po kilku minutach zaczęły docierać do mnie racjonalne informacje, że mowa jest dokładnie o tym samym wyścigu, który oglądałem w niedzielę, kibicując Marquezowi, który zresztą przekroczył linię mety jako pierwszy. Po drugie mojej siostry nigdy nie interesowały motocykle, a jej chłopak pomimo tego, że zastanawia się nad kupnem motocykla, to nie wydawał mi się na tyle zapalonym fanem wyścigów, aby polecieć do Australii, mając praktycznie pod nosem Sachsenring. Postanowiłem zweryfikować informacje u szefa wszystkich szefów – taty, który wiedział, że takie żarty w moim przypadku mogą skończyć się nadspodziewaną nerwicą lub palpitacją serca. W tym momencie poznałem prawdę – moja siostra wraz z chłopakiem zostali posiadaczami 11 biletów VIP wraz ze wstępem na Pitlane, natomiast pomylona przesyłka przyszła do nich już po odbyciu niedzielnego wyścigu i informacja o wyjeździe, była tylko nieśmiesznym żartem.

Nie mogłem w to uwierzyć, bo o ile taka sytuacja w Polsce naprawdę mogłaby mieć miejsce, to nigdy nie posądziłbym o taką pomyłkę naszych zachodnich sąsiadów. Tak jednak też się stało i moja siostra znając moją motocyklową chorobę, postanowiła przekazać mi w prezencie całą przesyłkę, która omyłkowo trafiła do firmy mojego szwagra. Oczywiście papirologia, maile i telefony, które zostały wykonane do siedziby w Czechach, która zajmuje się wysyłką biletów, zgodziła się na pozostawienie nieaktualnych już biletów w ich rękach. Tym sposobem stałem się posiadaczem 11 biletów na MotoGP Australii, do których dołączona została pełna rozpiska co, gdzie i kiedy mogłbym robić oraz zobaczyć, wraz z rachunkiem, który opiewał na kwotę niespełna 20 000 $.

Postanowiłem tym szczęściem podzielić się z moimi motocyklowymi kumplami, zaskakując ich niecodziennym prezentem z okazji Świąt Bożego Narodzenia. Zaraz po życzeniach  rzucałem krótkie : Panowie, myśleliśmy o tym kilka razy, aby pojechać na wyścigi na tor Sachsenring i udało mi się załatwić bilety, ale na MotoGP w Australii. Pozostało nam tylko kupić bilety lotnicze. Śmiali mi się w żywe oczy, ale ja wiedziałem, że zaraz wyciągnę asa z rękawa w postaci biletów, smyczy, opasek oraz rozpiski, i to ja wtedy będę się śmiał. Szkoda, że nie widzieliście ich min, a ja żałuję, że nie nagrałem ich reakcji. Sam zwątpiłbym czy to prawda, a może kiepski żart. Fakt faktem w garażu za szybą antyramy wisi bilet wraz z opaska oraz smyczą, który będzie przypominał mi tę ciekawą historię. O ile dla mnie skończyła się dość zabawnie, to mam nadzieję, że osoby, które zamówiły te bilety i zapłaciły za nie potężną kasę, obejrzały je z trybun w Australii, a nie jak ja, sprzed ekranu telewizora…



ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.