Motocykle w typie adventure tak zawojowały rynek, że w zasadzie stały się synonimem segmentu jednośladowych turystyków. W tych okolicznościach, chyba mocniej niż kiedyś, nakedy jeżdżą z przyklejoną łatką „na miasto i na tor”. A tymczasem są to maszyny, które nawet na długich wyjazdach mogą się sprawdzić bardzo dobrze i dostarczyć doznań, o które ciężko na większych i wyższych motocyklach. Dla mnie to przede wszystkim czysty kontakt z powietrzem i radość na zakrętach. Sprawdziłem to na tegorocznym wyjeździe w Alpy na Suzuki GSX-8T. W całości na kołach, ze sporym bagażem.
Po co pchać się kilka tysięcy kilometrów od domu na niewielkim motocyklu bez owiewek, z miękkimi sakwami i torbą na siedzeniu pasażera? Przecież są wygodne adventure z wyprostowaną pozycją kierowcy, dużą i miękką kanapą, kompletem kufrów i zawieszeniem, z którym płyną nad każdym rodzajem nawierzchni? Dla mnie odpowiedź jest dosyć prosta. Raz, że można. Nie każdy musi lubić segment ADV, nie każdemu warunki fizyczne pozwalają na swobodną jazdę wysokim motocyklem, nie każdy potrzebuje adventure na co dzień i jednocześnie nie ma ochoty kupować takiego modelu tylko z myślą o kilku wyjazdach w sezonie. Dwa, że maszyny tzw. wyprawowe, są w miarę dobre we wszystkim, ale nie dostarczają pełni wrażeń w określonych warunkach – np. w gąszczu ciasnych górskich winkli.
Szukasz akcesoriów motocyklowych? Jeśli tak, to polecamy sklep naszych przyjaciół z Motormind. Klikając w poniższy link i dokonując przez niego zakupów dokładacie cegiełkę do rozwoju i utrzymania naszego portalu. Dziękujemy!
Odzież i akcesoria motocyklowe – MotorMind
Jest decyzja – jedziemy na nakedach!
Kiedy Brzoza kilka miesięcy temu ogłosił, że na tegoroczny wyjazd redakcyjny wybierzemy się do kilku alpejskich krajów, byłem przekonany, że pojedziemy tam na adventure’ach. To już jest chyba stan umysłu motocyklisty w 2026 roku – słyszych „daleka podróż”, widzisz wysokiego konia z dużym przednim kołem. Chwilę później przyszła informacja, że lecimy w Alpy na nakedach. No i super – w końcu jakaś odmiana. Ale też lekki niepokój, czy już na starcie, w czasie długich autostradowych transferów, nie będziemy żałować tej decyzji. W końcu obaj jestesmy wysocy, a kolana trzeba szanować.
Przypadł mi w udziale Suzuki GSX-8S, a Brzoza pojechał na BMW F 900 R. Ucieszyłem się, bo od dawna chciałem się przejechać jednym z nakedów z suzukowej rodziny T i TT, a tu od razu wpadnie kilka tysięcy kilometrów. Jeszcze przed jazdą wiedziałem, że to będzie naprawdę fajne moto. Choć jestem fanem jednostek V2 ze starszych V-Stromów i SV, to nowej osiemsetce muszę oddać, że pracuje miękko, przyjemnie i ma spory zapas osiągów dostępnych w praktycznym zakresie obrotów. Do tego jeden z najlepiej działających quickshifterów na rynku i czytelny ekran z łatwą obsługą systemów. Niewiadomą było co innego – czy po spakowaniu się i nawijaniu setek kilometrów dziennie, wciąż będę odczuwał radość z jazdy, a moje ciało nie powie „stop”.

Suzuki GSX-8T – japoński naked z nutą klasyki
O tym motocyklu napisano już sporo, dlatego skupię się na samych moich wrażeniach z alpejskich tras. Dla pełnego obrazu podrzucam tylko podstawowe dane techniczne. Silnik GSX-8T to rzędowa dwójka o pojemności 776 cm3 i mocy 82 KM, z momentem 78 Nm. Zawieszenie w postaci nieregulowanego widelca USD i amortyzatora z regulacja napięcia wstępnego sprężyny, oba o skokach 130 mm, dostarczyło KYB. Hamulce – bez zaskoczenia, od Nissina. Kanapa kierowcy jest na wysokości 815 mm, zbiornik paliwa ma 16,5 litra pojemności. Motocykl waży 201 kg w stanie gotowym do jazdy.
Suzuki GSX-8T jest dosyć kompaktowym nakedem, dlatego miałem wątpliwości, czy wygodnie się na nim zmieszczę przy moich 185 cm i 130 kg. Okazało się, że jest naprawdę znośnie. Pozycja na tej maszynie jest czymś pomiędzy odprężonym układem z V-stromów, a „scyzorykiem” z GSX-R czy litrowych GSX-ów. Z jednej strony pozwala wytrzymać naprawdę długie dystanse, z drugiej – jest na tyle „aktywna”, by śmiało atakować zakręty w dużych złożeniach.

Motocykl jest neoklasykiem, ale z mocnym akcentem na „neo”. Tradycyjne (ale też nie do końca) kształty kryją współczesną technologię, w tym elektronikę. To model w sam raz dla kogoś, kto nie lubi agresywnej, futurystycznej stylistyki, ale też nie chce jeździć udawanym muzeum. Nowoczesny naked z klasą.
Na co dzień i w podróż
Odebrałem egzemplarz testowy w pięknym kolorze Candy Burnt Gold i z wyposażeniem Travel Pack Premium, zawierającym mikroowiewkę, grzane manetki, tankbag i półsztywne sakwy. Pierwszym sprawdzianem był przejazd przez zakorkowaną Warszawę, a następnie kilkadziesiąt kilometrów autostradą do domu. W mieście bez zaskoczenia – Suzuki GSX-8T pozwala na pełną dowolność w przeciskaniu się i omijaniu korków. No, może nie pełną. Minusem okazały się lusterka montowane w końcówkach kierownicy. Wyglądają super i podkreślają stylistykę tej maszyny, ale jednocześnie niepotrzebnie poszerzają kierownicę. Ze zwykłymi lusterkami na wysięgnikach, jadąc między ciasno ustawionymi autami, zawsze można sobie pomóc lekko przechylając motocykl. Tutaj jest to utrudnione.

Poza tym – bez zastrzeżeń. Silnik daje niesamowite poczucie kontroli. W takim motocyklu ponad 80 KM w warunkach normalnego ruchu drogowego, a tym bardziej w mieście, to aż nadto. W dodatku duży moment dostępny jest już od niskich obrotów, a dwukierunkowy quickshifter działa doskonale, miejscami dając wrażenie jazdy automatem. Na trasach szybkiego ruchu podobnie, zawsze jest coś do wykrzesania pod manetą. Do pełni szczęścia brakuje tylko tempomatu, ale to akurat bolączka całej rodziny 800 od Suzuki.
Pakujemy się!
Jeden z podstawowych problemów nakedów w turystyce to ograniczone możliwości przewozu bagażu. Oczywiście można dołożyć stelaże i trzy kufry, ale umówmy się – jest to zbrodnia na stronie wizualnej motocykla. Polski oddział Suzuki dla wersji Travel Pack oferuje przemyślane i estetyczne sakwy. Są półsztywne, montowane na szczątkowych stelażach w formie pojedynczych rurek, które nie rzucają się w oczy również w czasie jazdy bez bagażu. Para sakw spinana jest na siedzisku pasażera grubymi pasami z rzepem i zabezpieczana dodatkowymi paskami z klamrami.
Zestaw jest wygodnie otwierany od góry na suwaki i całkiem pojemny. Dwie sakwy pozwalają na spakowanie się na całkiem długi weekend. Niestety nie są wodoszczelne, bagaż należy dodatkowo zabezpieczyć przed wodą. Po skończonej jeździe odpinamy dwie klamerki i spięte ze sobą sakwy można zabrać na nocleg.

Ja poprosiłem dodatkowo o tankbag montowany na pierścieniu na zbiorniku paliwa. I dostałem – co więcej, zamiast standardowego, małego, pasował duży z oferty dla V-Stromów. Do tego dołożyłem dużą torbę SW-Motech Legend Gear. Oczywiście konkretnie obładowałem GSX-8T, ale i tak wyglądało to znacznie lepiej, niż np. częsty w przypadkach nakedów centralny kufer lewitujący na wielkim stelażu wysoko nad tylną lampą. Wniosek – jeżeli jedziesz w pojedynkę, spokojnie spakujesz się na zwykłego nakeda i zachowasz podstawy estetyki. Jeżeli natomiast i tak planujesz zawiesić po bokach duże kufry, GSX-8T ma fajną cechę w postaci króciutkiej końcówki wydechu umieszczonej pod wahaczem. Daje to dużo przestrzeni po obu stronach pojazdu.
Autostrada w ciężkim deszczu
Dzień wyjazdu zaczął się od kolejnego trudnego egzaminu dla mnie i Suzuki GSX-8T. Od samego rana straszliwie lało. Od razu ubrałem się więc w moje ulubione przeciwdeszczówki Rukka Transfo-R, upewniłem się też, że bagaż wewnątrz torby, sakw i tankbaga jest w wodoszczelnych torbach. Ja generalnie całkiem lubię jazdę w deszczu i nie robiło mi wielkiej różnicy, że jadę nakedem. Trzymałem solidną prędkość, motocykl zachowywał się stabilnie. Suzuki ogólnie ma zmienne szczęście do opon na pierwszy montaż, ale założone w GSX-8T Dunlopy Roadsport nie sprawiały kłopotów nawet w głębokich kałużach.
Przestało padać dopiero w okolicach polsko-czeskiej granicy, ale dosuszaliśmy się jeszcze przez dłuższy czas i przeciwdeszczówki zdjęliśmy dopiero bliżej Austrii. Akurat trafiliśmy na odcinek autostrady z niedawno podniesionym limitem do 150 km/h. Ku mojemu zdziwieniu, przy tej prędkości, a nawet nieco wyższej, nie miałem wrażenia, że zwiewa mnie z motocykla. Pozycja kierowcy jest tu ustawiona bardzo korzystnie. Oczywiście dostajemy na klatę spory podmuch, ale też skutecznie go rozcinamy własnym ciałem, a kolana nie są wypychane na zewnątrz, czego czasem doświadczam na „golasach”.

Co więcej, w GSX-8T zupełnie nie czuć pewnej przypadłości silnika 800 – wibracji na prawym podnóżku w pewnym zakresie obrotów, szczególnie odczuwalnych w czasie stałej jazdy autostradowej. I to pomimo całkowicie metalowych podnóżków.
Długi dystans – długie tortury?
Pierwszego dnia zrobiłem ok. 850 km. Czy dojechałem do hotelu z ulgą? Tak. Czy byłem totalnie wymęczony i nie zrobiłbym ani kilometra więcej? Nie. Po prostu podróżując takim motocyklem trzeba mieć świadomość, że konieczne są regularne przerwy na rozprostowanie kończyn i przywrócenie krążenia w pośladkach. Na dwuczęściowej kanapie nie bardzo jest gdzie uciec z ustawieniem nóg i tyłka. Dużo lepiej jest na przelotach krętymi drogami, gdzie często przekładamy ciało na lewą lub prawą stronę maszyny.
