Pewien Fin chciał być eko zanim to stało się modne. Osiem lat temu kupił nowiutką Teslę model S. Ten wspaniały, w pełni elektryczny samochód o własnych siłach dojechał do 2021 roku. Dalej nie chciał… Właściciel postarał się rozwiązać ten problem.
Okazało się, że bateria, a raczej szereg akumulatorów magazynujących energię pozwalającą na jazdę elektrycznym samochodem, odmówiły współpracy. Pomocy w ich naprawie odmówił również autoryzowany warsztat twierdząc, że wsparcie serwisowe dla ogniw tego typu wynosi osiem lat i właśnie się skończyło… Fina nie pozostawiono jednak na lodzie, zaproponowano mu inne rozwiązanie – kupno nowych akumulatorów, a to koszt 20 000 euro – po aktualnym kursie to ponad 92 tys. zł.
Fin policzył dokładnie wartość samochodu, koszty włożone w jego naprawę i serwisy, pieniądze oszczędzone na benzynie/dieslu przez osiem lat jazdy na prąd i postanowił rozwiązać sprawę ostatecznie. Kupił ekologiczny dynamit i wysadził w powietrze Teslę model S z 2013 roku, robiąc z tego wydarzenie/happening dla okolicznych entuzjastów elektryfikacji, ekologii i dynamitu.
To się nazywa odejść z hukiem…
