Pupil działu sprzedaży i symbol przyjaznego turystycznego enduro, czyli Suzuki V-Strom w przyszłym sezonie zaskoczy kilkoma istotnymi ulepszeniami. Zmiany dotyczą obu pojemności, ale najbardziej widoczne będą w wersji 650.

Obecny na rynku od kilkunastu lat V-Strom w wersji 650 i 1000 stał się ikoną cywilnego enduro i masowej motocyklowej turystyki. Regularnie dopieszczana kura co roku znosi dla koncernu Suzuki kosze złotych jaj i mimo braku technologicznych fajerwerków ceniona jest za niezawodność i przyjazny stosunek do użytkownika. Nadchodząca wraz z nowym sezonem szatańska norma emisji spalin Euro 4 stała się okazją do wprowadzenia pakietu poprawek, a w przypadku wersji 650 małej rewolucji stylistycznej.


Mniejszy Sztormiak upodobnił się do starszego brata i spogląda teraz na świat pojedynczym jajowatym okiem umieszczonym nad powiększonym błotnikiem w  stylu starych, „dakarowych” DR-ów. Zbiornik paliwa jest teraz nieco węższy, przy zachowaniu dotychczasowej pojemności, a siodło nieznacznie zbliżyło się do Matki Ziemi, co na pewno ułatwi życie tym z nas, których grawitacja trzyma mocniej. Doszła również regulowana szyba, wyższa przy okazji o 9 mm, a także pakiet elektronicznych bajerów z ABS-em, kontrolą trakcji i asystentem ruszania na czele. Tak jak do tej pory, V-Strom 650 będzie dostępny w wersji standardowej i bardziej uterenowionej XT, na szprychowych kołach.

t

Litrowa wersja V-Stroma również doczekała się nieco bardziej bojowej stylistyki, głównie za sprawą powiększonego „dzióbka”. W standardzie znajdą się osłony dłoni oraz silnika. Warto wspomnieć, że V-Strom 1000 w tym wydaniu jest przewidziany na aż dwa sezony, dlatego będzie oznaczony jako wersja 2018. Ceny obu motocykli nie są jeszcze znane, ale domyślamy się, że pozostaną na bardzo konkurencyjnym poziomie.

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Zapisz się na MV-newsletter!