Każdy z naszej grupy w Kazimierzu Dolnym już kiedyś był. Ale wspólnie nie byliśmy jeszcze nigdy. I na pewno nie zwiedziliśmy po drodze aż tylu ciekawych miejsc. 

Naszą wycieczkę planujemy już od jakiegoś czasu. Chodzi o ciekawy jednodniowy wypad, na który wybrałoby się jak najwięcej znajomych motocyklistów. Najdogodniejszy termin – długi weekend majowy, miejsce – jakieś ciekawe, w miarę niedaleko od stolicy.

Pierwszy przystanek - kasyno w Otwocku
Pierwszy przystanek - kasyno w Otwocku
Wybór pada na Kazimierz – wszystkim znany, ale wciąż będący miłym celem. Przy okazji zerkamy na mapę i szukamy dodatkowych atrakcji na trasie. Unikając trasy na Lublin wybieramy Nadwiślankę – daje nam to piękne widoki i możliwość zwiedzenia ciekawych miejsc.

Skrzykujemy chłopaków – kto może i ma ochotę, zapraszamy. Rankiem w sobotę zerkamy za okno – na szczęście nie pada, chociaż prognozy były różne. Uda się! Zbiórkę mamy na stacji benzynowej przy Modlińskiej. Czekają już na nas pierwsi znajomi, po nas parkuje Sławek, jechał do nas aż spod Poznania (od Konina do Strykowa w deszczu!). Ogółem zbiera się osiem motocykli i 11 osób, w tym trzy plecaczki. Tankujemy do pełna, ustalamy zasady jazdy w grupie i w drogę.

Na początek Stare Kasyno

Wyjazd z Warszawy jest prosty i przyjemny, pusto na drogach i naprawdę dobrze się jedzie. Pierwszy przystanek mamy już w Otwocku, a tam zaplanowane zwiedzanie Starego Kasyna. Jak się okazało, w kasynie znajduje się obecnie liceum ogólnokształcące – zazdrościmy nauki w takich wnętrzach. Nie udaje nam się wejść do środka, ale spacerujemy po okalającym budynek szkoły parku. Miejsce jest urokliwe i warte zobaczenia.

Trzeci przystanek – Muzeum Rowerów
Trzeci przystanek – Muzeum Rowerów
Wracamy do motocykli i jedziemy dalej. Ledwo się rozpędziliśmy, a już docieramy do drugiego punktu wycieczki. Teraz zwiedzamy Pałac na Wyspie w Otwocku Wielkim. Budynek i lokalizacja robią wrażenie, chociaż chyba większe wrażenie robimy my – na przewodniku. Taka wataha w pałacowych wnętrzach musi wyglądać dość abstrakcyjnie. Pan Datownik, jak pieszczotliwie nazywamy naszego przewodnika, organizuje nam przyspieszoną wersję wycieczki.

Rezydencja Bielińskich

Wybudowana pod koniec XVII wieku letnia rezydencja Bielińskich ma interesującą historię i wiele razy zmieniała właścicieli. Co ciekawe, w latach 70. w pałacowych wnętrzach ulokowano… poprawczak dla dziewcząt. Później budynek przeszedł w ręce państwowych dygnitarzy, dzięki czemu odzyskał dawną świetność. W pałacu przyjmował gości gen. Jaruzelski, na początku lat 80. internowano tu Lecha Wałęsę, który później przeniósł do pałacu Kancelarię Prezydencką. Teraz jest tu oddział Muzeum Narodowego w Warszawie i wszyscy zwiedzający za niewielką opłatą mogą podziwiać jego urodę.

Po zwiedzaniu robimy zdjęcia, przerwę na papierosa przy artystycznej instalacji przedstawiającej wielkie buty i lecimy w dalszą drogę. W odwiedziny do Gołębia.

Muzeum Rowerów
Muzeum Rowerów
Droga może i dziurawa i trochę nami trzęsie, ale widoki rekompensują te niedogodności. Za Dęblinem wjeżdżamy na wał, z którego podziwiać możemy rozlewiska Wisły. Zbaczamy z trasy, by odwiedzić wioskę Gołąb, w której chcemy obejrzeć zbudowany w stylu niderlandzkowłoskiego manieryzmu Domek Loterański. Przeglądając jeszcze raz mapę, zauważamy, że w Gołębiu znajduje się też Muzeum Nietypowych Rowerów. I to okazuje się być najciekawszy punkt wycieczki, mimo że nieplanowany.

Muzeum prowadzi przesymapatyczny starszy pan z prawdziwą pasją. Sam konstruuje rowery i przy okazji opowiadania historii poszczególnych egzemplarzy, raczy gości zabawnymi anegdotami. Żartami sypie jak z rękawa, dworując sobie w najlepsze także z nas, co wpływa na niepowtarzalną atmosferę tego miejsca. Warto tam zajrzeć, by zobaczyć tak dziwne rowery, że aż trudno uwierzyć, że można na nich jeździć. A można, o czym sami się przekonujemy, choć nie jest to łatwe.

Na trasie Puławy-Kazimierz
Na trasie Puławy-Kazimierz
Czas goni, w Puławach czeka na nas Tymon, który przyjechał aż z Buska Zdroju. Przez te nasze niezaplanowane rowery trochę się naczekał, ale chyba nie ma nam tego za złe. Oprócz Tymona, w Puławach czeka nas także niespodzianka – wszystkie atrakcje są w remocie. Nie widzimy zbyt wiele, ale zaprzyjaźniamy się z parkowym pawiem. Niestety, mimo usilnych próśb, nie chce on ładnie pozować do zdjęć. Zaczyna nam również doskwierać głód. Nieczuli na uroki przyrody wracamy na maszyny i gnamy do Kazimierza, gdzie czeka na nas dalsza część ekipy – jedno moto z Lublina i troje znajomych ze stolicy.

Na tym etapie nasza grupa liczy już 13 motocykli, naprawdę słuszna ekipa, robiąca wrażenie na innych uczestnikach drogi. Na obiad wybieramy się do karczmy pod Kazimierzem – w samym mieście nie znajdujemy lokalu, który pomieściłby nas wszystkich. Po drodze robimy mini sesję w trakcje jazdy, sympatyczną pamiątkę dla każdego. Obiad zjedzony, odpoczynek zaliczony, więc ruszamy dalej. Niektórych z nas wzywają obowiązki, więc jeszcze tylko kilka pamiątkowych fotek, żegnamy się i w ciągle w słusznym liczebnie składzie ruszamy na podbój Kazimierza.

Dlaczego trzeba płacić za wspinanie się na górę

Najedzeni i pełni energii jesteśmy gotowi na zwiedzanie. Ambitnie postanawiamy wspiąć się na Wzgórze Trzech Krzyży. W pełnych kombinezonach to nie lada wyczyn! Schody są strome, śliskie i zdewastowane, a motocyklowe buty z każdym krokiem cięższe. Zziajani ale dumni ze swej kondycji wdrapujemy się na szczyt, gdzie czekają bileterzy, którzy kasują nas za możliwość wejścia na pagórek. Widoki piękne, doceniamy je, jak tylko uspokajamy trochę oddechy. Po krótkim odpoczynku wracamy na rynek, gdzie nasz kolega Moro daje się złapać na wróżby Cygance.

Schody na Górę Trzech Krzyży w pełnym rynsztunku
Schody na Górę Trzech Krzyży w pełnym rynsztunku
Nie chwali nam się, co szykuje dla niego przyszłość, na pewno jest świetlana, a jego portfel lżejszy. Kiedy już udaje nam się pozbyć natrętnych wróżbitek, ruszamy w stronę promu. Gdybyśmy dosiadali enduro, droga byłaby wymarzona – dziury, błoto i kałuże, zero asfaltu. Remontują ją już od dwóch lat, kiedyś pewnie skończą.
Parkujemy na promie, mieścimy się wszyscy, a nasze maszyny świetnie prezentują się na środku Wisły. Stamtąd lecimy obejrzeć ruiny zamku w Janowcu. Po kocich łbach wjeżdżamy na skarpę, skąd rozciąga się niepowtarzalny widok na królową polskich rzek.

Ruiny zwiedzają tylko wytrwali zawodnicy, część odmawia wspinania się po kolejnych tego dnia schodach.

Po zmierzchu

Dzień zbliżał się do końca, a my mamy jeszcze punkt do obejrzenia – zamek w Czersku. Chwilka na dotankowanie motocykli i ruszamy. Teraz trasa jest naprawdę świetna – nowy asfalt, piękne winkle i niewielki ruch – czego chcieć więcej?

Cyganka w Kazimierzu
Cyganka w Kazimierzu
Gdy dojeżdżamy na zamek, zapada zmierzch i nie udaje nam się niestety go zwiedzić. Żegnamy Sławka, który jedzie w drogę powrotną do domu, on nawinął naprawdę sporo kilometrów tego dnia.
Po zmroku docieramy do Warszawy, gdzie każdy po kolei kieruje się w stronę domu.

Choć wycieczka nie jest długa, nam dostarcza wiele przyjemności. Zrobione prawie 300 kilometrów, odwiedzone ciekawe miejsca i miło spędzony czas. A najlepsze, że udaje nam się pojechać tak dużą i zgraną ekipą. Reakcje, jakie wzbudzamy u innych kierowców są bezcenne. Jazda w grupie wygląda zupełnie inaczej niż solo i dostarcza wielu niezapomnianych emocji. Na koniec pozdrowienia dla wszystkich chłopaków i ich plecaczków – LwG.

5 KOMENTARZE

  1. Następnym razem przedłużcie trasę do Nałęczowa. Z Kazimierza prowadzi tam niezwykle urokliwa droga pełna pięknych winkli i widoków. Naprawdę warto !!

  2. @Margot mimo że wyjechaliśmy rano ok 9 to w Warszawie byliśmy ok 22, a i tak nie zdążyliśmy ze wszystkimi atrakcjami – odpuściliśmy kozienice i czersk :( no ale może następnym razem odwiedzimy Nałęczów

  3. Zrobilismy tą trasę tydzien temu…. I faktycznie schodzi się…. Ale też nie zdążyliśmy zobaczyć wszystkiego…. Dodatkowo złapała nas straszna ulewa, która nas przemoczyła i mocno spowolniła.

    Mimo to wyjazd był wspaniały. Polecamy wszystkim tą trasę.

    Robert (yamaha xj600 diversion)

  4. Echhh niestety niemilosiernie nas zlalo i musielismy zrezygnowac z tego punktu z racji malego komfortu…ale planujemy sie tam wybrac nastepnym razem :)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ