Jazda skuterem śnieżnym jest bardzo wymagająca. W temperaturze minus 20 stopni jeźdźcowi grożą odmrożenia, dokuczają też bóle mięśni. Cztery dni spędzone w siodle w Szwecji z nawiązką wynagrodziły nam jednak wszystkie niedogodności.

Podróż do Akersjon trwa dobę i jest prawdziwą gehenną – z dwoma przelotami samolotami rejsowymi oraz wieloma przesiadkami między busami i pociągami. Jednak nikt na podróż nie narzeka: z niecierpliwością czekamy, by po kilku tygodniach motocyklowego postu znów zasiąść w siodle. Siodle skutera śnieżnego.

Kraina wiecznego lodu

Późnym wieczorem lądujemy w Ostersund. Na termometrze minus 20 stopni, ale to nie koniec podróży. Czeka nas jeszcze ponad 100 kilometrów po skutych lodem drogach północnej Scanii. Zima, która u nas wywarła w tym roku spustoszenie, tu wywołałaby jedynie uśmiech.

Pamiątkowe zdjęcie
Jesteśmy w krainie wiecznego lodu, gdzie śnieg jest nieodłączną częścią życia. Mijamy nieliczne zabudowania, w każdym oknie świeci się tzw. „Światełko Nadziei”. To na wypadek, gdyby ktoś zabłądził – domów nigdy się tu nie zamyka. Zaludnienie na tym obszarze jest tak małe, że ludzie cieszą się na sam swój widok. Szwedzi nie są zbyt wylewni, wręcz przeciwnie. Trudy życia codziennego powodują, że na ich twarzach rzadko gości uśmiech. Spotkania towarzyskie z sąsiadami, mieszkającymi w odległości kilkudziesięciu kilometrów nie są proste. Po przebyciu tej drogi sąsiedzi siadają naprzeciwko siebie i milcząc piją herbatę. Po godzinie milczenia rozjeżdżają się do domów.

Zaludnienie jest nieprawdopodobnie małe
Ta kraina Królowej Śniegu ma swój urok i mimo surowości zapada w serce. W tych warunkach skuter śnieżny jest koniecznością, jedynym środkiem transportu zdolnym sprostać trudom otoczenia. W samej Szwecji sprzedaje się ponad 3000 skuterów śnieżnych Polarisa rocznie, a jest to jedna z wiodących marek – obok Ski Doo i Arctic Cat. Dzięki temu drogi dla skuterów śnieżnych są utrzymywane i oznakowane na równi z drogami dla samochodów. Życzyłbym nam wszystkim, by kiedyś w Polsce zapanowało takie poszanowanie dla quadów i by można było legalnie jeździć po drogach tak oznakowanych, jak te w Szwecji dla skuterów śnieżnych.

Nie straszne odmrożenia

Nasza wyprawa trwa cztery dni, podczas których dziennie pokonujemy od 130 do 230 kilometrów. Każdej nocy śpimy w innym miejscu w myśliwskich chatach przyjaciół naszego szwedzkiego przewodnika.

Zabawa na pustych przestrzeniach
Klimat każdego wieczoru jest inny, ubarwiony niesamowitymi opowieściami o polowaniu na niedźwiedzie i łosie oraz życiu bez prądu i bieżącej wody, gotowaniu jedzenia na ogniu i piciu napoju o wdzięcznej nazwie wood flower, który nadspodziewanie łatwo się pali… Ciężkie warunki podróży – kilkanaście godzin w terenie w temperaturze dochodzącej nocą do minus 38 stopni – są prawdziwym wyzwaniem dla kondycji ludzi i dla trwałości sprzętu. Pojawiają się odmrożenia na twarzach moich przyjaciół, którzy nie zabezpieczyli ich kominiarkami lub maskami, dokuczają bóle mięśni nadmiernie eksploatowanych podczas wyciągania skuterów z głębokiego śniegu. Wieczorem w saunie wszystkie dolegliwości idą jednak w niepamięć, ustępując miejsca wspomnieniom i dyskusjom o tym, co się wydarzyło podczas podróży. Te cztery dni mijają jak jeden i już wiem, że mimo tego że tęsknię za latem, w głębi serca będę liczył dni do kolejnej podróży na północ.

1 KOMENTARZ

  1. Jeździłem tylko dwie godziny i to w grupie ale mogę potwierdzić, że wrażenia z jazdy na snowmobile są niesamowite. Bardzo ważne by się trafił dobry instruktor który wytłumaczy co i jak, gdyż przesiadka z moto nie jest jednak taka bezproblemowa. Warto poświęcić chwilę na rozruch a potem można szaleć.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here