Progi zwalniające, które w założeniu mają ograniczać prędkość pojazdów poruszających się po drogach w nie uzbrojonych, tak naprawdę stają się utrapieniem kierowców. Otóż nie ma w polskich przepisach żadnych regulacji prawnych regulujących liczbę czy kształt i wysokość takich konstrukcji.
Warszawa jest aglomeracją, które z racji swojego rozmiaru, ma chyba najwięcej progów zwalniających w naszym kraju. Ile? Tego nikt nie policzył… Problem jednak nie dotyczy tylko i wyłącznie Stolicy, bo cały kraj usiany jest takimi konstrukcjami, które nie muszą wcale chronić dróg osiedlowych czy wewnętrznych, a z lubością stawiane są także na drogach gminnych czy wojewódzkich. Niechlubnym przykładem drogi usianej wysepkami utrudniającymi życie wszystkim kierowcom (oprócz może tych posiadających motocykle supermoto, scrambler, adventure oraz enduro) jest droga wojewódzka nr 824 na odcinku Puławy – Bochotnica. Każdy kto tamtędy jechał – najczęściej wybierając się do Kazimierza Dolnego, może zgodzić się, że to prawdziwy koszmar. Podobnie jest na ulicy Lindego w Warszawie, gdzie można uszkodzić podwozie samochodu, amortyzatory i układ wydechowy.
Progi szkodzą?
Choć wydawać by się mogło, że progi zwalniające ograniczając prędkość pojazdów poruszających się po drodze, mają tylko pozytywny wpływ na bezpieczeństwo, zatem zdrowie mieszkańców miast, jest zupełnie inaczej. Progi zwalniające generują dodatkową emisję co2 i innych zanieczyszczeń generowanych przez pojazdy spalinowe przez gwałtowne przyspieszanie kierowców do którego dochodzi zazwyczaj tuż po pokonaniu przeszkody. To z kolei ujemnie wpływa na inną zmorę współczesności, szczególnie miejskiej – zanieczyszczenia hałasem. Z kolei hamowanie przed progiem zwalniającym, często gwałtowne, gdyż wiele z nich nie jest widocznie oznaczonych, powoduje uwalnianie do atmosfery szkodliwych pyłów jakie wywołuje tarcie okładzin hamulcowych oraz opon. Według informacji z GUS-u tego niewidocznego zanieczyszczenia nie można pomijać, bo stanowi ono około 43 procent całej emisji generowanej przez transport. W Raporcie Ochrony Środowiska z 2017 roku możemy przeczytać, że w roku 2015 pojazdy wyemitowały ponad 14 tysięcy ton pyłu, z czego prawie 7 tysięcy ton powstało w wyniku hamowania oraz ścierania opon… Nie zbadano udziału progów zwalniających w tym zjawisku, ale na pewno nie jest on marginalny.
Czas coś z tym zrobić!
Sprawą progów zwalniających ich potrzeby, liczby i konstrukcji zajęła się Justyna Zając -stołeczna radna – W Polsce nie posiadamy żadnych przepisów, które regulowałyby budowę progów zwalniających. Brakuje nie tylko jasnych wytycznych i przepisów określających wysokość progów i ich kształt, ale także materiałów, które miałyby służyć do ich wykonania. Znajdujemy progi zbudowane z asfaltu, kostki burkowej, metalu i tworzyw sztucznych. Które są najlepsze? – pyta.
Radna w tej sprawie wystosowała interpelację do prezydenta miasta Warszawy Rafała Trzaskowskiego, zwracając w niej uwagę między innymi na progi znajdujące się na ulicach Roentgena, Gotarda czy Wyczółki na Ursynowie. Pierwszy próg na tej ostatniej jest ponoć tak wysoki, że zaczepia o podwozie każdego auta osobowego w którym porusza się więcej osób niż dwie.
Na odpowiedź ratusza będziemy musieli na pewno poczekać, ale cieszy chęć poprawy patologii stołecznych leżących policjantów – już wystarczy nam kłopotów z tymi stojącymi…

Ja robią na złość kierowcą to niech kierowcy się obronią i zaczną no trąbić na każdym progu zwalniającym i jeszcze bardziej uprzykrzać życie tym co chcieli je zabudować.