Pan Andrzej, kierowca z Krakowa, jechał drogą wojewódzką 776. Przejeżdżając obok patrolu drogówki, która za pomocą lidaru prowadziła pomiar prędkości kierowców w bardzo niefortunnym dla prawidłowych odczytów miejscu, postanowił zareagować. Funkcjonariusze nie byli wdzięczni…
Rzeczony kierowca, zajmujący się zawodowo pomiarami wielkości elektrycznych, zauważył sytuację, która w państwie prawa nie powinna mieć miejsca. Funkcjonariusze drogówki, za pomocą stacjonarnego miernika prędkości, kontrolowali prędkość pojazdów poruszających się drogą wojewódzką w miejscowości Skorczów. Robili to w miejscu, które nie było neutralne co do prawdziwości wyników, a mogło mieć ogromny wpływ na ich fałszowanie. Pomiary prowadzili na wzniesieniu i łuku drogi, dlatego też pan Andrzej postanowił podzielić się swoją wiedzą techniczną i uświadomić funkcjonariuszom, że mogą wprowadzać kierowców w błąd.
Zwracasz uwagę? Płacisz mandaty!
Swój samochód zaparkował na tym samym parkingu co policjanci i podszedł do nich. Poinformował patrol, że prowadzą pomiary niezgodnie z instrukcją obsługi urządzenia (kierowca znał jej treść) i wyniki mogą być obarczone sporym błędem. Niestety policjanci nie wykazali się życzliwością i wystawili kierowcy dwa mandaty – za poruszanie się po skraju drogi, zamiast chodnikiem oraz za to, że podszedł do nich nieodpowiednią stroną drogi. Dwa mandaty opiewały na niewielką sumę 100 zł. Jednak kierowca, bardzo rozczarowany postawą funkcjonariuszy, odmówił przyjęcia mandatów (sprawa z automatu trafiła do sądu), za to udał się do komendanta komisariatu, któremu podlegali funkcjonariusze, aby złożyć oficjalną skargę na zachowanie policjantów.
Skarga na funkcjonariuszy
Zeznał komendantowi, że policjanci po prostu zemścili się na nim za pouczanie ich: bezpodstawnie go legitymując, wymyślając wykroczenia, za które mogliby go ukarać, strasząc drogą sądową. Reakcja komendanta niestety była do przewidzenia – stwierdził, że postępowanie skargowe nie wyjaśni zaistniałej sytuacji, czyli nie jest w stanie nic zrobić. Kierowca postanowił postawić na swoim i zawiadomił prokuraturę o możliwości przekroczenia uprawnień przez policjantów. Jednak prokurator odmówił wszczęcia śledztwa w tej sprawie, argumentując to tym, iż miejsce pomiarów zostało z góry wyznaczone przez Komendę Wojewódzką, a nie wybrane samodzielnie przez funkcjonariuszy. Prokurator stwierdził również, że policjanci mieli prawo ukarać mandatami kierowcę, który popełnił obydwa wykroczenia.
Wyrok sądu
Wyrok w sprawie kierowcy zapadł w trybie nakazowym, co znaczy, że orzeczenie o winie nastąpiło bez udziału ukaranego. Kara dla pana Andrzeja wzrosła do 200 zł grzywny oraz 80 zł kosztów sądowych. Kierowca, jak już się domyślacie, odwołał się od wyroku. Według niego wyrok ten godzi w obywatelskie poczucie sprawiedliwości, nadal twierdzi, że pomiary wykonywane były w złym miejscu, a funkcjonariusze nadużyli swojej władzy karząc go mandatami.
W Wy, Drodzy Czytelnicy, co myślicie o całej tej sytuacji?
źródło: kraków.wyborcza.pl

Na tę sytuację nasuwa się cytat z filmu „na władzę nie poradzę”
Zdaje się, że policjanci mają prawo i obowiązek odmówić wykonania rozkazu/czynności co do zasady niezgodnych z prawem. Skoro je jednak podjęli, to chyba osobiście powinni za to odpowiadać i prokuratura nie powinna („nie.moze”) odmówić wszczęcia postępowania przeciwko nim. Jednak miałem już sprawę dotyczącą niesprawnego odholowania pojazdu przez straż miejską, poinformowaną na miejscu przez patrol policji, że auto jest prawidłowo zaparkowane. Prokuratura odmówiła wszczęcia postępowania przeciwko straży miejskiej uzasadniając, że strażnik miejski nie mający świadomości że działa bezprawnie, nie popełnia wykroczenia/przestępstwa. Serio.