Wydawać by się mogło, że niemożliwe jest, aby kierowcy zwolnili stosując na danym odcinku podwyższony limit prędkości. Na takie nietypowe rozwiązanie zdecydowały się władze miejscowości La Chapelle-sous-Gerberoy we Francji i okazało się, że nie było to złe posunięcie.
Przez małą miejscowość La Chapelle-sous-Gerberoy przebiega droga krajowa, ale obowiązywało na niej ograniczenie prędkości do 30 km/h, na które większość z kierowców niestety nie zwracało uwagi, a szczególnie kierowcy samochodów ciężarowych. Niemożliwe okazało się zastosowanie na tej drodze progów zwalniających, ani także rond lub wysepek, które wymuszałyby zmniejszenie szybkości, jednakże władze znalazły ciekawe rozwiązanie. Przez 6 lat rządzący walczyli o podwyższenie limitu prędkości na tej drodze i po tym czasie udało im się finalnie je zmienić. Czy taki sposób ma realną szansę sprawić, że zmotoryzowani zwolnią?
Fotoradary w Polsce będą robić także zdjęcia tyłu pojazdu. Pierwsze z nich już stoją w Warszawie
Okazuje się, że tak. Zwiększenie limitu przełożyło się na zupełnie inne możliwości monitorowania kierowców. Podwyższenie dopuszczalnej prędkości z 30 do 50 km/h pozwoliło na zamontowanie fotoradaru, który rejestrować będzie szybkość przejeżdżających pojazdów. To jedyna opcja na to, aby chociażby w taki sposób móc realnie wpłynąć na bezpieczeństwo w miejscowości, ale także prędkość samochodów i motocykli. Wszyscy w tym miejscu muszą zwolnić, aby nie otrzymać pamiątkowego zdjęcia z fotoradaru. Czy takie rozwiązanie mogłoby sprawdzić się także w Polsce i czy to właśnie fotoradary są najlepszą bronią na walkę z nadmierną prędkością?

„You will own nothing and eat the bugs”, a prowadzenie pojazdów tak ci obrzydzimy, że będziesz wąchał czyjąś pachę w transporcie publicznym. Wszystko oczywiście w imię ograniczenia emisji dwutlenku węglą.