Podczas jazdy nie jest niestety lepiej – nawet ostre kręcenie manetką wyzwala tylko smętne bzyczenie. Na szczęście silnik niezrażony niemożnością wyrażenia emocji wyciska z siebie moc średniowiecznej katapulty. Szkoda tylko, że dopiero powyżej 5000 obr/min.
Subiektywne wrażenie jest takie, że motocykl dysponuje mocą ok. 100 KM, ale to tylko dlatego, że nie czuć w nim prędkości. Przyspieszam sobie delikatnie i łagodnie, a tu nagle 180 km/h. Trzeba uważać – faktyczna moc tego czołgu to prawie 140 KM.
Wolisz sportowe turystyki? Przeczytaj test Yamahy FJR1300 AS.
Na szczęście hamulce Explorera to nie guma znana z mniejszego Tigera. Potężne zaciski Nissin działają niczym szczęki rekina żarłacza zatrzymując motocykl niemal w miejscu. System ABS nie jest brutalny – włącza się kiedy naprawdę nie ma już odwrotu.
Walki uliczne
Komfort podróży dużym Tigerem kończy się wraz z wjazdem w teren zabudowany. W miejskim gąszczu poruszanie się Tigerem wymaga włączenia w mózgu opcji „Combat”. Szeroka jak w starym Jelczu „Ogórku” kierownica nie tyle utrudnia poruszanie się w korkach, co wręcz to uniemożliwia.
Co gorsza podczas powolnych manewrów ujawnia się kolejna wada motocykla – wyważenie. W żadnym momencie nie ma wątpliwości, że jedziemy czołgiem – do pięknego wyjścia z zakrętu nie wystarczy ruch manetki – bez nacisku kolanem na zbiornik się nie obejdzie. Na parkingu trzeba się skupiać na torze jazdy, inaczej będziemy zmuszeni co chwilę podpierać się stopą.
Podejrzewam, że Anglicy zapatrzywszy się w pierwowzór z Bawarii, zapomnieli o środku ciężkości, który w GS-ie jest osadzony dość nisko ze względu na wystające „cycki” cylindrów. W Explorerze pracuje wyżej osadzony silnik trzycylindrowy i tę różnicę niestety czuć.
Wstęga Moebiusa
Jednak powiedzmy to szczerze – nikt nie kupuje Triumpha Tigera Explorera by jeździć nim po mieście. Jego prawdziwa natura nomady ujawnia się w dalekich i bardzo dalekich trasach. Niemal wzorcowy komfort jazdy tak solo, jak i z pasażerem sprawia, że ma się ochotę jechać cały czas – jak po wstędze Moebiusa zwiedzać to jedną, to druga stronę świata bez zatrzymywania.
Spalanie podczas prawie 40 tysięcy km, które przejechałem tylko raz przekroczyło 6 litrów – kiedy wybrałem się w podróż po Ukrainie i Rumunii. Powodem były fatalne paliwo i wszechobecny kurz na drogach. Standardowe zużycie paliwa to 5 – 5,5 litra na 100 km.
Rzadko zapuszczałem się w szutry. Explorer na luźną nawierzchnię jest zwyczajnie za ciężki i czułem dyskomfort na myśl o spotkaniu z jakimś trudnym podjazdem albo brodem – nie ma szans, żebym był w stanie samodzielnie podnieść ten czołg.
Poza tym elektroniczna przepustnica nie do końca lubi współpracę z terenem. Trudno mi to wytłumaczyć, ale o ile na asfalcie motocykl reaguje na prawą rękę dość neutralnie, w terenie miałem wrażenie że szarpie i staje się nerwowy.
Explorer jest prawdziwym Juliuszem Cezarem dziurawych dróg wschodniej Europy – zawieszenie bez kwękania wybiera wykroty, w których śmiało zmieściłby się mniejszy motocykl. Na wspaniałych alpejskich asfaltach też właściwie niczego Explorerowi nie brakuje. Jednak choć ciasne winkle pokonuje z gracją Astona Martina, zdecydowanie nie są one jego żywiołem. Tęskniłem tam do mojej starej Cebry…
Czy narzekam? Nie miałem takiego zamiaru. Explorer to jeden z najlepszych motocykli, jakimi jeździłem. Wszystkie jego „wady” to tak naprawdę cechy, do których można się przyzwyczaić. Trzeba je poznać, zrozumieć i zaakceptować tak, jak poznajemy i akceptujemy cechy naszych żon, teściowych czy zięciów. Trzeba otworzyć się na nowe doznania.

Kierownicę zawsze można zmienić :D
Nie wiem dla czego ale po przeczytaniu artykułu mam lekkie przeświadczenie, że autor tak naprawdę kupił sobie Tigera Explorera a miał dużą chrapkę na Gieesa. Całe szczęście, że ostatnie zdania są bardziej „zrównoważone”. Ciągłe i bezustanne porównywanie wszystkiego co po drogach bryka do beemwu jest nader „wkurzające”, ale już tak jest i zostanie zapewne na wieki. Gdy dosiadałem tego motocykla kilka tygodni po jego pokazaniu się na rynku, byłem wręcz zaskoczony jago wrodzonymi zaletami. Wygodny, dobrze ładowny, chroniący od nieprzyjemnych zaburzeń metrologicznych, znakomicie hamujący, oryginalny w kształtach, taki bardziej Range Rover niż Aston i silnik bestialsko mocny jak na „duże enduro”. Wada jest jedna, spora i jak na razie nie dopracowana, to jest setup przedniego zawieszenia. Zapewne przez to ta kiera jest taka szeroka, motocyklowi brakuje zwinności. To nie jest złe rozłożenie mas na przód i tył, patrząc na dane, trzymają się kupy. Być może chęć obniżenia kosztów spowodowały, że przednie lagi nie do końca zostały zrobione i wyregulowane jak trzeba. Wiem, to wcale nie znaczy że są do d..y, nie, ale brak tam genów choćby z Super10 lub ze Stelvio. Postawiono moim zdaniem za bardzo na komfort, lub przygotowywano się do czegoś lżejszego. Gratuluje autorowi czterdziestki. A, a, zapomniałem, jestem zazdrosny, z myślą o przeglądach, tu konkurencja odpada.
PS. Czytało się znakomicie !
No ale jak wiadomo GS jest i tak naj naj naj.i …. i ojeju jeju jeju ;-)))
W kategorii Najnudniejszy Motocykl Świata ma u mnie dożywotnio pierwsze miejsce :-)
A Tiger swoją drogą się sypie. To nie ta jakość wykonania co japonia. Niestety – bo sprzet fajny choć mega ciężki. Nowy V-strom 1000 go wymiata od strony poręczności z każdej strony.
Ale …Gs jest pamietajmy i tak naj naj naj… i tak dalej ;-)
Jeżdzisz tigerem że uważasz że sie sypie? ja mam 45tyś w 3 sezony i nic… a znam ludzi co maja 100tyś. beemka to sie dopiero sypie…….
Człowieku nowy v – strom to jedna wielka pomyłka.Nie masz zielonego pojęcia o motocyklach
Czy wahacz też będzie pękał jak dresbikeu GS? Chyba nie doczekam kiedy się zakończy era produkcji europejskich motocykli z gównolitu :)
Niestety nie moge zgodzic sie z autorem tego artykulu…Bardzo podoba mi sie dzwiek silnika, to motocykl do dalekiej turystyki – musi byc cichy i nie meczacy. Po zajeciu miejsca za sterami czujemy sie krolem drogi – tak wlasnie powinno byc ! jezdze explorerem juz ponad rok, niestety glownie po miescie , nigdy nie przeszkadzala mi w nim szeroka kierownica ! na tle nowego gs-a triumph ma mnostwo zalet, chyba na pierwszym miejscu wymienilbym silnik !! Motocykl nie posiada drgan, przejedzcie sie nowym gs-em – tam drga wszystko !!!
Jedyna wada z ktora trudno mi sie bylo pogodzic to waga, niestety czuc tutaj roznice na tle pozostalych rywali
A mnie bawią te porównania :) Jeździmy z kolegą razem od lat. Ja jeżdżę obecnie GS 1200 R kolega Trumphem Explorer. Prawda jest tak że obaj jesteśmy zadowoleni. Są ludzie którym podoba się praca boxera a innym silnik Explorera. Co mają powiedzieć ludzie którzy podróżują harleyami :) (tam są wibracje ). Czasami się wymienimy i to również fajna odmiana. Ale obaj kochamy swoje motocykle. Jeden i drugi ma swoje wady i zalety. Zgodnie uważamy jednak że BMW obrywa się z prostego powodu – sprzedaż tych motocykli jest największa. Ale pewnie przyjdzie moment że ktoś zrobi motor który pokona króla. Co do cen również bym nie przesadzal. Jak ktoś się zdecyduje na wersję bez bajerów to motocykl będzie bardzo zbliżony do konkurencji która bajerów tych nie posiada. Ale jak komuś nie chce się kręcić przy zawieszeniu to musi płacić :) ESA to nie pępek świata. Lampy LED również nie trzeba kupować itd.
Pozdrawiam.