Zdecydowanie muszę jednak pochwalić Suzuki za to, że przyłożyło się do zaprojektowania prostej i czytelnej deski rozdzielczej Inazumy. Analogowy obrotomierz uzupełniony jest cyfrowym prędkościomierzem, dodatkowo na wyświetlaczu widzę aktualnie zapięty bieg oraz włączony kierunkowskaz. To z pewnością przyda się każdemu, kto rozpoczyna motocyklową przygodę.
Piorunem w miasto
Inazuma z japońskiego oznacza „błyskawica”, co w przypadku tej „250” z rzeczywistością ma niewiele wspólnego. Sercem motocykla jest dwucylindrowa rzędówka o pojemności 248 cm3. 250-ka z mocą 25 KM i masą 183 kg spełnia wymagania stosowne dla jednośladów przeznaczonych dla posiadaczy prawa jazdy kategorii A2, które można uzyskać zgodnie z nowymi przepisami w wieku 18 lat.
Najpierw postanawiam rzucić Inazumę w jej naturalne środowisko – ulice zatłoczonego miasta. Nieduża, zwrotna i dynamiczna maszyna doskonale sprawdza się w porannych i wieczornych godzinach szczytu. Siodło umieszczone na wysokości 780 mm w połączeniu z umiarkowaną masą o wartości 183 kg daje nawet niższym osobom kontrolę nad motocyklem oraz zapewnia stabilną jazdę przy małych prędkościach.
[sam id=”21″ codes=”true”]
Dla pełnego wykorzystania potencjału skromnej jednostki napędowej muszę często pracować lewą stopą. Tam, gdzie w mojej Suzuki GS500F zapinam dwójkę, w Inazumie jest już piątka. Silnik na szczęście bardzo lubi wysokie obroty – brzmi wtedy lepiej i znacznie lepiej przyspiesza. W górnym zakresie obrotomierza małe Suzuki pozwala na naprawdę dynamiczne starty spod świateł i daje sporą dawkę przyjemności z jazdy.
Na początku testu musiałam przyzwyczaić się do miejsca zamontowania podnóżków, ale z biegiem czasu nogi wędrowały już na właściwą pozycję.
Królewna bocznych dróg
Poza miastem Inazuma ujawnia swą największą słabość – brak mocy. O ile na bocznych drogach nie jest to wielki problem, jakakolwiek droga krajowa wymaga ode mnie zaciśnięcia zębów w niemej bezsilności. Brak szyby i owiewki dodatkowo pogarsza sprawę. Nie – drogi szybkiego ruchu to zdecydowanie nie jest mocna strona Inazumy. 90-kilometrowy odcinek autostrady przebyty ze średnią prędkością 135 km/h mocno dał się we znaki mojej szyi. Tej podróży nie mogę zaliczyć do przyjemnych.
[sam id=”11″ codes=”true”]
