System LionLog zaskoczył mnie funkcjonalnością. Spodziewałem się lokalizatora GPS, a tymczasem dostałem bardzo przydatne każdemu podróżnikowi narzędzie, które zapisuje szczegółowo trasy, chroni przed utratą motocykla i pozwala dzielić się wspomnieniami.

Tekst i zdjęcia: Raff i Motocyklowy Włóczykij

Fanaberia, przesada, po co to komu – takie opinie słyszałem najczęściej, kiedy opowiadałem znajomym o testowanym przeze mnie lokalizatorze GPS. Przyznaję się, zanim ktoś to znajdzie na Facebooku, że sam bardzo sceptycznie odniosłem się kiedyś do rozwiązania oferowanego przez LionLog. Pomyślałem wtedy, że takie ustrojstwo potrzebne jest motocyklowi jak klimatyzacja albo lodówka.

Dlatego na propozycję testu systemu LionLog nie reaguję specjalnie entuzjastycznie – z czystej dziennikarskiej ciekawości postanawiam jednak zapoznać się z urządzeniem i – jak się później okaże – bogatym pakietem usług dodatkowych z nim związanych. Liczę, że podczas testu odnajdę odpowiedź na jedno, ale za to bardzo ważne pytanie: “Po co”? W testach wspiera mnie inspirujący podróżnik – Motocyklowy Włóczykij Paweł.

Montaż? Kilka chwil

Urządzenie występuje w dwóch wersjach – większej (JM01) i mniejszej (MT200). Ta “większa” rozmiarami przypomina starą Nokię 3310, a pancerne wykonanie także przywołuje wspomnienia o owym zacnym telefonie. Mniejsze ma rozmiar grubej karty kredytowej. Powiedzmy, bardzo grubej.

Oba urządzenia charakteryzują się bardzo niskim poborem prądu. Jak twierdzi producent, bez problemu można je zamontować w motocyklach wyposażonych w instalację elektryczną typu CAN (np. w BMW, Ducati). Oba są oczywiście wodoodporne i posiadają bardzo czułe anteny GPS, które pozwalają na montaż pod osłonami motocykla.

Producent sugeruje, by nie montować urządzenia pod metalowymi elementami – na przykład zbiornikiem paliwa, ponieważ może to znacząco osłabić siłę sygnału. Jednocześnie otrzymuję zapewnienie, że lokalizator będzie odbierał sygnał GPS i nadawał sygnały GSM nawet wtedy, gdy motocykl zostanie załadowany do busa.

Montaż urządzenia jest niezwykle prosty i może go przeprowadzić każdy, kto wykazuje trochę smykałki do majsterkowania. Wystarczy podłączyć trzy przewody – dwa do akumulatora i jeden do stacyjki tak, by urządzenie “wiedziało” kiedy motocykl jest uruchomiony. Ja, tradycyjnie, powierzam tę czynność sprawdzonemu mechanikowi motocyklowemu.

Po zamontowaniu, najlepiej w miejscu nieoczywistym dla amatorów cudzej własności, należy urządzenie zarejestrować. Proces jest bardzo prosty – na stronie internetowej lionog.com/rejestracja wpisuje się własne dane, rejestruje konto, następnie wpisuje dane pojazdu i aktywuje usługę. Operacja potwierdzona jest otrzymanymi wiadomościami SMS i e-mail.

Od tej pory urządzenie działa bezobsługowo. Cały czas odbiera sygnał GPS i wysyła dane telemetryczne przez GSM, zapisując je na indywidualnym koncie, do którego dostęp ma tylko posiadacz urządzenia.

lionlog
Dane zapisywane są na indywidualnym koncie chronionym hasłem

Urządzenie ma wbudowaną baterię, która, zdaniem producenta, powinna wystarczyć na 48 godzin po odłączeniu akumulatora. Postanawiam sprawdzić czy faktycznie lokalizator jest tak energooszczędny, jak twierdzi producent. Nie odpalam motocykla przez prawie dwa tygodnie, podczas gdy urządzenie cały czas działa. Po tym czasie silnik startuje jak Chuck Norris – z półobrotu.

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ