Roztocze i Lubelszczyzna to jeden z tych regionów Polski, które pięknem swojej przyrody powodują, że odpadam zrelaksowany. Pofalowane pola i łąki Roztocza ciągną się kilometrami. Rzeczki, wsie i ogólna błogość powoduje, że wracam tu przy każdej możliwej okazji. Tak jak w miniony weekend.

Jadę z domu przez Sokołów Podlaski, wzdłuż Bugu i docieram do Janowa Podlaskiego.
Pierwsza atrakcja: najstarsza stacja CPN (dziś: Orlen) w Polsce. Tankuję do pełna przy ręcznych pompach paliwa – były w użytku jeszcze w latach 70. poprzedniego wieku.

Druga atrakcja tego miejsca jest zaledwie 2 kilometry od Janowa, w Wygodzie: stadnina koni arabskich. Kompleks parkowo-koniarski, po którym można spacerować z przewodnikiem lub bez. Bilet 6 zł od osoby. Na miejscu możesz przenocować i zjeść domowe polskie obiady. Odgłos schabu tłuczonego na kotlety, dochodzący z garkuchni, i smak pomidorówki, czy rosołu jak u mamy, to bezcenne doświadczenie po podróży moto.

Spacer po terenie stadniny bez przewodnika trwa około półtorej godziny. Do woli można się naoglądać i nagłaskać koni puszczonych na pastwiskach. Aukcje, z których słynie stadnina, są na pewno wydarzeniem o wielkim prestiżu. Czuć to nawet w zwykły dzień – spacerując masz świadomość, że to miejsce ma prawie 200 lat.

Białe plamy

Z Janowa startuję podrzędnymi drogami w kierunku Poleskiego Parku Narodowego i Pojezierza Łęczyńskiego. Razem z Pojezierzem Włodawskim te trzy rejony stanowią białą plamę moich podróży po Polsce. No, może oprócz jednorazowej wizyty w Okunince nad jez. Białym, skąd wszechobecny klimat Mielna, Łeby czy Władysławowa skutecznie mnie kiedyś wygonił. Wolę po prostu inny rodzaj wypoczynku.

Poleski Park Narodowy to doskonała baza do wypadów rowerowych lub pieszych po licznych ścieżkach przyrodniczych. Jest tu też rozbudowana mapa szlaków konnych. Baza noclegowa jest zatem bogata w tym regionie. Ja jednak decyduję się na podjechanie niespełna 40 km do Woli Uhruskiej. Położona tuż nad Bugiem wieś z wieżą widokową na Dolinę Bugu będzie w ten weekend miejscem, gdzie zanocuję i napiję się upragnionego zimnego piwka po całym dniu w upale.

Jest niedzielny poranek, jem obfite śniadanie w zajeździe Gibson, a potem ruszam w kierunku Jeziora Piaseczno koło Łęcznej. Nie tak oblegane jak Okuninka, ale też tłoczne. Moja obecność tam wzbudza niemałą ciekawość, gdy w pełnym motocyklowym mundurku łażę pomostem pośród tłumu skąpo ubranych plażowiczów. Te pytania, czy nie jest mi gorąco zawsze mnie bawią. Uchylam pytającym rąbka tajemnicy: tak, w stroju motocyklowym w 30-stopniowym upale jest gorąco jak cholera…

Brzmi w trzcinie

Kolejny punkt tego weekendu ma związek z tym, co robię relacjonując tutaj swoje podróże. Zapragnąłem poznać mistrza języka polskiego – Chrząszcza ze Szczebrzeszyna. Udaje się zatem na szczebrzeszyński rynek, gdzie robimy sobie wspólne selfie. Mało kto wie (ja też nie wiedziałem), że chrząszcze w Szczebrzeszynie są dwa: jeden na rynku, drugi kilkaset metrów dalej – może nie w trzcinie, za to w krzakach.

Przy drugim chrząszczu zauważam też galerię roztoczańsko-chrząszczowych pamiątek. Każda z nich wykonana jest ręcznie przez bardzo gościnnych właścicieli. Z nieskrywaną ochotą kupuję kilka rzeczy – wszędobylskie chińskie pamiątki mogą im buty czyścić!
Szczebrzeszyn opuszczam w kierunku Zwierzyńca, skąd drogami Roztoczańskiego Parku Narodowego trafiam do Guciowa.

Znajdująca się we wsi Zagroda Guciów to mały, kameralny skansen. Etnograficzno-przyrodniczo-archeologiczno-meteorytowa mieszanka eksponatów na tak niewielkiej przestrzeni po prostu zadziwia. Zwiedzanie trwa około godziny, choć z początku wydaje się, że ze względu na obszar zajmowany przez skansen będzie trwało 15 minut. Wizyta w tym miejscu to ciekawa opcja na przerwę w drodze.

Pstrąg w słoneczku

Kolejna przerwa to przerwa obiadowa. A jak obiad, to tylko w Pstrągu Roztoczańskim w Bondyrzu. Sporej wielkości restauracja nad brzegiem Wieprzu, tuż przy starym młynie. Lubię to miejsce, choć nie zrozumiem jednego – dlaczego tak duży obiekt restauracyjny wymaga żeby zamówienia składać przy kasie. Ta kolejka to jakiś absurd. Mimo to lubię tam wpadać, może z braku opcji na smaczne jedzenie w okolicy, a może dlatego, że miejsce po prostu mi się podoba. Fajnie siedzi się jedząc obiad, gdy tuż obok płynie Wieprz, a dookoła po czaszach parasoli rozlewa się słoneczko.

W ostatnich latach poznaję Roztocze coraz śmielej. A dotychczas omijana przeze mnie Lubelszczyzna za sprawą Doliny Bugu, kilku pojezierzy i w sumie całkiem niezłej bazy turystycznej powoduje, że bywam tu częściej. Z pewnością miniony weekend nie był ostatnim w tym sezonie kiedy zahaczam o ten region. Było fajnie, więc trzeba tutaj wrócić!


Podczas zbierania Motocyklowych Inspiracji testujemy otrzymane od Dobrych Sklepów Motocyklowych komplet odzieży Held Hakuna II + Matata II i kask szczękowy HJC RPHA 90.


Wrażenia z testu

Held Hakuna II + Matata II

1. Wentylacja zestawu jest perfekcyjna. Ostatnie upalne tygodnie pokazały, że zestaw dzięki niezliczonym rozsuwanym szczelinom wentylacyjnym daje radę nawet w najbardziej gorące dni.
2. Funkcjonalność – brakuje jedynie kieszonki na karty płatnicze na rękawie, znanej z Rebelhorna Cubby.
3. Niewielki deszcz wytrzyma bez podpinki, a gdy zaczyna padać mocniej, założenie membrany daje komfort nawet w dłuższej trasie. Nie zdarzyło się, póki co, żebym przemókł w tym zestawie. Miałem jeden deszczowy dzień, gdzie padało przez dobre 3 godzinny i nic nie przemokło!

Kask HJC RPHA 90

Przejechałem w nim już prawie 4000 km – świetnie się ułożył na głowie, jest lekki i wygodny. Rezonujący suwak od górnego wywietrznika przestał dokuczać, gdy zmieniłem ustawienia deflektora szyby w motocyklu. Znalazłem idealne ułożenie i nic nie brzęczy.
Jest cichy! Przestałem zakładać zatyczki nawet na dłuższą trasę.

Garść statystyk

Lubelszczyzna i Roztocze – galeria

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.