Jestem dobrej myśli – prognozy nie zapowiadają aż takich mrozów pod koniec stycznia, kiedy ruszamy na Elefantentreffen. W dniu wyjazdu ubieram cały rynsztunek – na komplet Wool zakładam bluzę termiczną, puchowy sweter, a na to wszystko ciuchy motocyklowe.
Po dwóch kilometrach muszę się zatrzymać i zdjąć sweter puchowy – jest za gorąco. Jestem cały mokry, a mimo to nie odczuwam zimna – bielizna Brubeck odprowadziła pot na zewnątrz, gdzie przez membranę zostaje odparowany. Gdybym włożył bawełniany t-shirt, zatrzymałby on całą wilgoć, co spowodowałby natychmiastowe uczucie zimna.
Po przebraniu ruszamy dalej. Komplet Brubeck grzeje znakomicie, podczas kilkusetkilometrowej podróży przez Czechy, oprócz bielizny Brubeck wystarcza cienka bluza termiczna i ocieplenie z odzieży motocyklowej. Nie czuję przy tym, że cokolwiek mnie uwiera, gniecie czy podwija się. Komplet dopasowany jest perfekcyjnie, choć trudno kształt mojego ciała uznać za wzorcowy.
Po całym dniu komfortowej jazdy w temperaturze od zera do pięciu stopni Celsjusza meldujemy się w hotelu. Zwykle moment zrzucenia motocyklowych ciuchów wiąże się z traumą – zapachy temu towarzyszące nie należą do najmilszych wspomnień z podróży. Tutaj zaskoczenie – bielizna Brubeck zdaje się w ogóle nie przyjmować zapachów. Po zdjęciu i przewietrzeniu jest zupełnie jak nowa. Trzeba pamiętać by prać ją systematycznie, bowiem wskaźnik w postaci smrodu tutaj nie występuje.
O tym jak ważna jest cecha odporności na rozwój bakterii powodujących przykry zapach mamy okazję przekonać się podczas pobytu na Elefancie. Dzięki bieliźnie Brubeck możemy w przyjemnym cieple i bez narażania się na odór spać w namiocie przy temperaturze oscylującej wokół zera stopni.
