Który motocyklista jest prawdziwy? To pytanie dręczy mnie odkąd zrobiłem prawo jazdy. Kiedy czytałem niezwykłe opowieści o szalonych wyprawach na koniec świata z przerażeniem zdałem sobie sprawę, że ja prawdziwy nie jestem.

Prawdziwy Motocyklista lubi sobie budować pomniki. Lubi się wartościować i zajmować miejsce, z którego będzie lepiej postrzegany. Lubi się odgradzać i zamykać na innych. Woli by podziwiano jego pomnik z daleka. Żyje po to by

robić wrażenie

Prawdziwy Motocyklista musi udowadniać. To nadaje jego życiu sens i określa kolejne cele na jego motocyklowej drodze. Przy każdej okazji udowadnia zatem innym swoją Prawdziwość dając możliwość podziwiania własnych dokonań. Daje do zrozumienia, że Prawdziwe jest tylko to, co reprezentuje On.

Prawdziwy Motocyklista musi także sobie samemu stale udowadniać własną Prawdziwość. Musi stawiać przed sobą kolejne wyzwania i podejmować je by mieć poczucie, że nie popada w niebyt. To bardzo trudne zadanie, bowiem Prawdziwy Motocyklista

nigdy nie zaznaje spokoju

Cały czas męczy go fakt, że gdzieś jest jakaś przeszkoda, którą trzeba pokonać. Kiedy ją już pokona, koniecznie musi o tym powiadomić świat.

Prawdziwy Motocyklista musi żyć na pomniku. Musi być wielbiony za własną Prawdziwość. Nie może sobie pozwolić by stać się ot, takim sobie zwykłym motocyklistą czy podróżnikiem. Nie wypada mu robić czegoś ot, tak. Nie uchodzi

cieszyć się z małych rzeczy

– z przejażdżki Szlakiem Orlich Gniazd albo wyjazdem w Bieszczady.

Prawdziwy Motocyklista musi szukać podniety w odległych częściach świata, najlepiej w jakimś ogarniętym działaniami wojennymi nieucywilizowanym państwie. W ostateczności na Kamczatce lub Czukotce – ważne by w promieniu 1000 km nie było absolutnie żadnej cywilizacji.

Dla Prawdziwego Motocyklisty każdy, kto porusza się na dwóch kołach, a nie jest Nim, istnieje po to by wielbić jego Prawdziwość i brać z niej przykład. Patrzy z wyższości swojego pomnika na bezrozumną nieprawdziwą tłuszczę. Prawdziwy Motocyklista uważa, że

asfalt to grzech

– to on zapala znicze przy każdeś swieżo asfaltowanej drodze, by upamiętnić śmierć szutrowej nawierzchni i z najwyższą pogardą odnosi się do tzw. “wypraw” na Bałkany czy do Norwegii.

Kiedy więc dotarło do mnie, że nie jestem i zapewne nigdy nie będę Prawdziwym Motocyklistą, odetchnąłem z ulgą i z nieprawdziwą satysfakcją wsiadłem na nieprawdziwy motocykl i wyskoczyłem na popołudniową przejażdżkę pięknymi lecz nieprawdziwymi asfaltowymi drogami Jury. Po drodze pozdrawiałem dziesiątki nieprawdziwych motocyklistów

z uśmiechami na twarzach

Kochamy jeździć. Na szczęście tak dla siebie, po prostu. Prawdziwie.

2 KOMENTARZE

  1. Hejka. Kilka mych słów, wydumanych pod kaskiem leżącym na półce z tysiącem innych szpei od motocykla. Ironia w tym jest dosadniejsza, że jak zwykle uderzając w stół, nożyczki się odezwą. Teorii nie na zadość, intencja autora chwalebna, tekst “également”, lecz myślenie u niektórych to opcja nie konieczna.

    • Jakub – Słusznie zauważyłeś ironię :) Artykuł jest świetny i w pełni domyślam się co ma na myśli autor i z zupełności się z nim zgadzam. Tak jak napisałeś nożyce się odezwały :). Echh…. żałosne że Ci “prawdziwi” tego nie zrozumieli :) LwG

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.