czw, 24 Cze 2021

Polskie drogi pełne białych ale i czarnych owiec. Motocyklisto, jakiego koloru jesteś? [Felieton]

-

„Polskie drogi!” – określenie najczęściej wygłaszane ze wzrokiem zwróconym w niebo. Ten kto ową sentencję wygłasza, najczęściej zawiera w niej wszystko – frustrację, gniew, beznadzieję i zgrzyt zębów.

Autor: Dawid Majewski

Bo przecież jakie te nasze polskie drogi są, wiemy wszyscy, prawda? Zatłoczone, dziurawe i z masą bezsensownych ograniczeń. W dodatku jest to naturalne środowisko bytowania tzw. „idiotów za kierownicą” i „niedzielnych kierowców”. Czasami pojawi się jeszcze „baba za kółkiem”. To wszystko doprawione policją, która z radarem ukryta jest w niemal każdej przydrożnej kępie trawy. Aż dziw, że radiowozy drogówki nie są malowane w maskujące plamy i ciapki.

Ponad 600 kilometrów motocyklem, przez praktycznie całą Polskę. Założenie było proste – nie używamy autostrad (w miarę możliwości) i jedziemy przepisowo. No prawie przepisowo, ale do tego za moment dojdziemy.

Wystartowałem z Poznania i ruszyłem w kierunku Podkarpacia, a dokładniej do Jasła. Iście wiosenna aura dopisywała. Zatankowałem, wjechałem na S11 i ruszyłem na południowy wschód. Jeśli wierzyć opiniom wielu, to próba przepisowej jazdy powinna skończyć się linczem ze strony innych kierowców. Tymczasem wcale nie było tak źle.

Zacząłem zwracać uwagę na przydrożne znaki. Nie tylko na te informujące o ograniczeniach prędkości. Pierwszym szokiem było to, że ciężko doszukać się znaków stojących „bez sensu”. Tak naprawdę problem wydaje się leżeć gdzie indziej. Znaków jest dużo, stoją gęsto, a często ich zagęszczenie wydaje się wynikać np. z tego, że zamiast z 90 km/h ograniczyć do 50 – zrobiono to stopniowo. 90, 70, a później dopiero 50. Ot, i nagle 2-3 znaki w miejsce jednego. Pytanie czy te ograniczenia są konieczne? I tu niektórzy się zdziwią, ale ograniczeń postawionych bez potrzeby jest mało. I nie mówię tu tylko o ograniczeniach prędkości. Często dopiero gdy się rozejrzymy, to zauważymy, że na danym odcinku jest wyjazd z pola uprawnego, skrzyżowanie czy parking. I tam te wszystkie zakazy wyprzedzania mają sens, bo mają pomóc włączyć się komuś do ruchu, czy przedostać się na drugą stronę ruchliwej drogi.

Mimo sporego porannego ruchu jechałem tak, jak ustawodawca sobie życzy. Czy co chwilę ktoś mnie wyprzedzał? Czy ktoś się gorączkował? Trąbił? Szczerze mówiąc, nie. Z niejakim zaskoczeniem zauważyłem, że lwia część kierowców jechała podobnie jak ja, zgodnie z literą Kodeksu Drogowego.

Sielanka została brutalnie przerwana jedynie kilka razy. I jedynie przez kierowców jadących z przeciwka, którzy wyprzedzając zmuszali mnie do „ucieczki na margines”. Szczególne pozdrowienia dla Pana w białym Berlingo. Wyprzedzanie na łuku drogi, po zewnętrznej, w miejscu gdzie obowiązuje zakaz wyprzedzania. Pan chyba sobie nawet nie zdawał sprawy, że dosłownie uciekałem na pobocze.

Droga mijała spokojnie, a ja zacząłem czynić dalsze obserwacje. I dopatrzyłem się kilku innych rzeczy. Lwia część samochodów choruje na częściową ślepotę. Kierowca albo nie zdaje sobie sprawy, że jedzie z częściowo niesprawnym oświetleniem, albo ma to zwyczajnie w nosie. Nie wiem, czy nikt za to nie daje mandatów, czy może w opinii niektórych brak jednego ze świateł to problem na tyle błahy, że nie jest warty uwagi? Gdzie te piękne czasy, gdy kierowcy wozili ze sobą zapasowe żarówki? I co ciekawe, problem dotyczy głównie aut starszych, wyposażonych w normalne żarówki. W czasach gdy żarówki można kupić na niemal każdej stacji, i to wcale nie po drakońskich cenach, jazda z niesprawnym oświetleniem wydaje się być dziwnym zjawiskiem. Albo kompletnym lenistwem.

Które znaki drogowe są najważniejsze? Policjant? Światła? Znaki drogowe? Wyjaśniamy hierarchię sygnałów drogowych

Co jeszcze rzuciło się w oczy? Ignorancja związana z używaniem telefonów komórkowych. I tu już nie znajduję żadnego usprawiedliwienia. Zestaw słuchawkowy, to koszt od kilkunastu do kilkudziesięciu złotych. Dużo współczesnych samochodów jest sprzedawana z wbudowanym zestawem głośnomówiącym. Tymczasem co chwilę można spotkać kogoś, kto prowadzi jedną ręką, a w drugiej trzyma telefon. I co gorsza, najczęściej osoby z owego telefonu korzystające, wydają się być „zawodowymi” użytkownikami dróg. Drodzy kierowcy ciężarówek i dostawczaków – naprawdę szkoda wam na zestaw słuchawkowy pozwalający na kilka godzin bezproblemowej rozmowy? Serio?

Rozumiem, że ktoś, kto w aucie spędza mało czasu, może być zaskoczony dzwoniącym telefonem. Gdy za kierownicą spędzasz niemal cały dzień, to nie ma mowy o zaskoczeniu. Ignorancja wydaje się być określeniem bardziej pasującym. Kolegów Motocyklistów, którzy przy pomocy głośnego wydechu chcą być zauważani w korkach informuję, że nie ma wydechu wystarczająco głośnego aby kogoś wyrwać z objęć Facebooka. Poziom wklejenia w ekran potrafi być tak duży, że kierowca nie zauważa zmiany sygnalizacji i nie słyszy motocyklisty, który stoi obok jego drzwi i dosłownie puka w okno. I to jest prawdziwa plaga. Telefon komórkowy za kierownicą powinien trafić na celownik z priorytetem równie wysokim co nadmierna prędkość.

Wiecie kiedy zaczęły się prawdziwe problemy? Po minięciu Krakowa. Tylko żeby Krakusy nie zrozumiały mnie źle. Dotarłem w waszą okolicę w godzinach popołudniowego szczytu. Na drogę ruszyły tłumy ludzi wracających z pracy. Lokalsów, którzy „znają każdą dziurę i wiedzą gdzie suszą”, jadą na pamięć. Nagle poczułem frustrację kierowców, którzy jadąc za mną dziwili się, że jadę tylko 70 km/h i nie wyprzedzam. Nagle zacząłem się zastanawiać, czy pod kolejnym sygnalizatorem nie podejdzie do mnie ktoś toczący z ust pianę, bo złośliwie go blokuję, jadąc zgodnie z ograniczeniem. Co złego w jeździe na pamięć? Domyślcie się sami. Jadąc 250 razy rocznie tą samą drogą przestajecie zwracać uwagę na cokolwiek. Szukacie w torebce portfela, bo jeszcze trzeba wstąpić po zakupy. Myślami jesteście w urzędzie, który zaraz się zamyka. W przedszkolu, z którego znowu dzwonili, bo mieliście odebrać dziecko kwadrans temu. Gdy prowadzi was pamięć, to nie widzicie wyłączonej sygnalizacji – zatrzymujecie się przed nią z przyzwyczajenia. Skracacie sobie drogę jadąc pod prąd. Parkujecie przed przejściem dla pieszych kompletnie je zasłaniając. I tak dalej… Po powrocie zrewidowałem to jak jeżdżę „u siebie”. Tam gdzie ja jestem „lokalsem”. Poszukałem woreczka z popiołem. Posypałem głowę.

Czy łamałem jakieś przepisy? Tak, przez całą drogę łamałem nakaz jazdy możliwie blisko prawej krawędzi jezdni. Jadąc motocyklem zawsze łamię ten przepis. Z zasady jadę na wysokości kierowcy samochodu. Nauczyło mnie tego dość dużo kilometrów zrobionych motocyklem klasy 125. Początkowo sądziłem, że jadąc przy prawej krawędzi będę bezpieczniejszy. Jakże się myliłem… Drogowa rzeczywistość bardzo szybko mi uświadomiła, że wielu kierowców traktuje jazdę prawą stroną pasa jako zachętę do wyprzedzania. Najczęściej na przysłowiowe żyletki. Po co czekać aż z przeciwka będzie wolne? Odsunął się? Odsunął! No to rura… Jadąc bliżej lewej krawędzi pasa sprawiam, że wyprzedzający musi mieć wolny przeciwny pas. Mogę też mu się odsunąć, jeśli uznam to za bezpieczne – z naciskiem na „jeśli JA uznam, że to DLA MNIE bezpieczne”. Jeśli jakiś polityk to czyta, to proszę, zmieńcie ten przepis. Czasy gdy WSK czy inne WFM miało jechać poboczem, aby gnając 60 km/h nie blokować ruchu, minęły. Motocykle są pełnoprawnymi użytkownikami pasa ruchu. A was drodzy kierowcy proszę o wyobraźnię. To naprawdę niebezpieczne, gdy mija was samochód niemal zawadzając lusterkiem i nie zostawiając żadnego pola do manewru.

Czy to jedyne przepisy jakie łamałem? W korkach spokojnie mijałem samochody. Z zasady gdy wszyscy stoją to toczę się z prędkością szybko idącego człowieka. Ryczącym wydechem sobie nie pomagam – ci, którzy mnie nie widzą, nie będą mnie też słyszeć. Facebook, muzyka, rozmowa telefoniczna i dźwiękoszczelność współczesnych samochodów. Za to ci którzy widzą, i zauważają, i tak zrobią miejsce, więc po co im hałasować?

Jak zatem się jeździ po Polsce? Gdy już zwolnimy, to całkiem nieźle. Oczywiście miejscami jest ciasno. Polska to wcale nie taki duży kraj, w dodatku miejscami gęsto zaludniony. Jadąc przez wsie i miasteczka widać jak obciążona jest nasza sieć dróg. Dwa lub trzy pojazdy na jednym podwórku to często konieczność. Szczególnie tam, gdzie nie ma możliwości aby ruch przekierować na obwodnicę, jest zwyczajnie ciasno. A kierowcy Większa część pomaga. Robi miejsce. Odsunie się na pobocze aby ułatwić wyprzedzanie. Wpuści z podporządkowanej. Pewnie, że najwyraźniej widać te „czarne owce”. W końcu na tle stada białych nie da się ich nie zauważyć.

I o tym, że czarne owce widać najwyraźniej pamiętajcie i wy drodzy kierowcy, gdy znowu będziecie narzekać na pojawiających się nagle motocyklistów. Motocyklistów, którzy pędzą na złamanie karku, budzą wam śpiące w aucie dziecko ryczącym wydechem, czy powodują stan przedzawałowy soczystym strzałem z wydechu podczas wyprzedzania. W naszym stadzie też większość to białe i dlatego właśnie te czarne aż tak bardzo rzucają się w oczy.

Motovoyagerhttps://motovoyager.net
Nasi czytelnicy to wybrana grupa ludzi. Motocykliści, którzy w Internecie szukają inteligentnej rozrywki, konkretnych porad lub inspiracji do wyjazdów motocyklowych. Nie jesteśmy serwisem dla każdego, zdajemy sobie z tego sprawę i… uważamy, że jest to nasz atut. Nie znajdziesz u nas treści nastawionej jedynie na kliki, która nie wnosi niczego merytorycznego. Nasza maksyma to: informować, radzić, bawić nie zaśmiecając głów czytelników bezsensownymi treściami.

1 KOMENTARZ

  1. Przeczytałem artykuł i odnoszę wrażenie ze kolega pierwszy raz na motocyklu pojechał w trasę… Tak jest codziennie w trasie albo w okolo komina. Takie zycie motocyklisty trzeba myśleć za wszystkich

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

POLECAMY

Badania techniczne motocykli mają być obowiązkowe w całej Unii Europejskiej

W Polsce właściciele motocykli muszą cyklicznie udawać się na badanie techniczne tak samo, jak kierowcy samochodów osobowych. Nie jest to jednak standardem na terenie...

Ducatisti, zapraszamy na Red Track Academy! Wielkie święto Ducati już 26 czerwca na Torze Jastrząb

Zbliża się wielkie wydarzenie dla wszystkich Ducatisti! Już 26 czerwca na Torze Jastrząb odbędzie się całodniowy trening torowy, gdzie wraz z innymi właścicielami motocykli...

Honda chce stworzyć poduszkę powietrzną w swoich skuterach

Chociaż Honda ma w swojej ofercie motocykle wyposażone w poduszkę powietrzną to zdziwić może fakt, że znajdziemy ją jedynie w jednym modelu. Niedługo ta...

Rękawice Racer – druga skóra dla twoich dłoni

Marka Racer, choć od niedawna na polskim rynku, w świecie dawno już zdążyła zdobyć uznanie. Jej specjalnością są rękawice, zarówno motocyklowe, jak również do...

Harley-Davidson rusza ze swoimi motocyklami elektrycznymi i ujawnia nazwę pierwszego modelu

Niedawno informowaliśmy was o tym, że HD stworzył osobną podmarkę, która zajmować się będzie tylko motocyklami elektrycznymi i nosić będzie znaną nam już nazwę...