Norweskie fiordy, legendy o trollach i Wikingach oraz skandynawskie cuda natury zawsze będą natchnieniem motocyklowych turystów. Najdalej na północ wysunięty kraniec Europy jest nieustannym wyzwaniem dla tych, którzy chcą porównać legendę z rzeczywistością. Odkrywca siedzi chyba głęboko w każdym z nas.

Tekst: Artur Biedroń

Zdjęcia: Jarosław Socha, Artur Biedroń

Po zejściu z pokładu promu pierwszym zauważalnym zjawiskiem, najpierw w Szwecji a potem w Norwegii, jest niesamowita kultura na drodze. Porządek, stała prędkość, uprzejmość początkowo dziwi, lecz szybko przyzwyczajamy się do lokalnych standardów. No, może oprócz prędkości, którą trudno utrzymać w ryzach.

Halden z fortecy Fredriksten
Halden z fortecy Fredriksten
Jednocześnie dementuję opinie o Norwegii jako państwie policyjnego reżimu drogowego. Podczas dwóch tygodni podróży widzieliśmy tylko jeden radiowóz stojący na poboczu. Nie zapłaciliśmy żadnego mandatu ani nie daliśmy pstryknąć sobie radarowej fotki. Wiemy jednak, że policyjne kontrole w Norwegii bywają skrupulatne. Należy pamiętać o stanie opon, trzeźwości, oświetleniu i za żadne skarby nie proponować w łapę. Za to ostatnie na pewno skują kajdankami. Prawdą jest również, że wysokość mandatów znacznie przekracza normy polskiego taryfikatora. Czterocyfrowe kwoty w złotówkach nie należą do rzadkości.

Droga E6 z Halden do Oslo

Pierwszym norweskim miastem, jakie odwiedzamy jest Halden. Ujęty norweskim porządkiem wciąż nie mogę wyjść z podziwu, jak logicznie jest ono zagospodarowane i jak harmonijnie poruszają się w nim samochody, łodzie i pociągi. Miasto można obserwować z twierdzy Fredriksten, nigdy nie zdobytej przez Szwedów, którzy okupowali niegdyś Norwegię.

Z Halden do Oslo najszybciej można dotrzeć autostradą E6, co postanawiamy uczynić. Prędkość na E6 dochodzi czasami do 160 km/h, czyli znacznie powyżej dozwolonej, a mimo tego nikt nie zwraca nam uwagi ani nie jesteśmy najszybszymi kierowcami na drodze. Kto chciałby ominąć Oslo, może skorzystać z promu pływającego pomiędzy Moss a Horten. Oslo zamieszkuje niecałe 800 tys. ludzi. Mimo tego, że jest stolicą państwa, sprawia wrażenie niedużego i bardzo spokojnego miasta. Leży wokół płytkich wód Zatoki Lysakerfjord.

Telemarkiem w kierunku fiordów

Z Oslo większość podróżników czym prędzej pragnie dotrzeć nad fiordy. Aby się tam dostać wystarczy przeskoczyć pasmo górskie Telemark. Prowadzi tamtędy droga E134. Jeżeli macie więcej czasu, polecam dwa miejsca w południowej części Norwegii, które warto odwiedzić. Jednym z nich jest miasto Stavanger, położone w niezwykłej scenerii fiordu Harsfjord. Drugim miejscem jest cud przyrody, znajdujący się przy drodze nr 13. To skała Preikestolen (Pulpitowa) leży nieopodal Stavanger (25 km na wschód). Widok 600-metrowego pionowego urwiska nad fiordem Lysefjorden zapiera dech w piersiach. Na szczycie skały można spotkać skoczków spadochronowych. Dla turystów przewidziano dwukilometrową ścieżkę, którą pokonujemy pieszo. Trudy marszu rekompensują widoki fiordu i parku narodowego.

Na wyżynie Telemark
Na wyżynie Telemark

Nasz szlak zmierza ku Bergen, miastu zwanemu stolicą fiordów. Ten rejon u wybrzeża Morza Północnego jest jednym z najbardziej deszczowych miejsc na ziemi. Złośliwi powiadają, że na 365 dni w roku przez 400 pada. Coś w tym musi być, bo w ciągu dwóch dni, które spędzamy w Bergen, nieustannie leje deszcz.

Miasto jest znane również z Bryggen, zabytku wpisanego na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Kompleks XIV-wiecznych drewnianych budynków pamięta średniowieczną świetność tego miejsca. Mimo wilgotnego klimatu budynki wielokrotnie ulegały pożarom.

Odbywa się tu też wiele ciekawych imprez kulturalnych, które przybliżają turystom norweski folklor. W Norwegii mijamy nieskończoną ilość tuneli drogowych. Najdłuższy na świecie znajduje się właśnie niedaleko Bergen. Aby do niego dotrzeć, należy kierować się na północ drogą E16 przez Voss i Flamm do Aurland. W 24,5 kilometrowym odcinku zwanym Laerdalstunellen znajdują się trzy duże naturalne jaskinie, w których można zatrzymać się i odpocząć. Nawet w słoneczny dzień wewnątrz bywa mokro, ślisko, ciemno i bardzo zimno. W wielu norweskich tunelach zdarzają się także podziemne skrzyżowania i ostre zacieśniające się zakręty.

Droga Trolli

Z Bergen udajemy się na północ. Jadąc z Briksdalbreen na północ szosą nr 60, a później 63, docieramy do Drogi Trolli. Pokonujemy tu znaczne wysokości na bardzo krótkim odcinku. Miejsce to popularność zawdzięcza 19 serpentynom wąskiej drogi biegnącej w sąsiedztwie 320 metrowego wodospadu, który sprawia, że jest ona miejscami śliska. Droga jest zamknięta od listopada do maja.

Trolle

Według skandynawskich wierzeń ludowych były to stworzenia bardzo stare, brzydkie, złośliwe i mało inteligentne. Zamieszkiwały trudno dostępne dla człowieka miejsca – lasy, góry i jaskinie. Niektóre żyły też w morzu. Wyrządzały szkody ludziom i zwierzętom. Były silne i agresywne, a zarazem chciwe i skąpe. Gromadziły skarby. Nie znosiły światła słonecznego, dlatego pojawiały się wyłącznie w nocy budząc przerażenie ludzi i popłoch wśród zwierząt domowych.

Kierujemy się dalej na północ drogą E6 do Trondheim. Przez wąski pasek lądu biegnie droga E6. Na nudę jednak nie można narzekać. Asfalt jest wciąż dobry i przyczepny a końca winkli nie widać. Po sześciu godzinach bezustannego kręcenia kierownicą człowiek zaczyna tęsknić za kawałkiem prostej. Docieramy do Mosjoen, miasteczka leżącego na końcu 60 kilometrowego fiordu Vafsnfjord.

Jeden z wodospadów mijanych w drodze do Briksdalbreen
Jeden z wodospadów mijanych w drodze do Briksdalbreen
Ciekawostką tego miasteczka są unikatowe spichlerze. Należą do najstarszych i najdalej wysuniętych na północ budynków tego typu w Europie. Dla sprawniejszego załadunku i rozładunku łodzi w dawnych czasach, większość tych spichlerzy zbudowano na drewnianych palach. Takie rozwiązanie inżynieryjne miało także decydujące znaczenie wobec pływów morskich. Obecnie w tym miejscu znajdują się muzea, galerie i kawiarnie.

Byliśmy uprzedzani o zdradliwej długości dnia na dalekiej północy. Latem w Mosjoen zmierzch zapada bardzo powoli lub nie zapada w ogóle. Przyzwyczajeni do szukania noclegu o zmierzchu cwałujemy na północ nie czując upływu czasu i późnej godziny. Około 22:00 w blasku pełnego słońca udaje się znaleźć wolny domek na kempingu.

Noclegi

Norwegię pokrywa gęsta sieć kempingów wyposażonych w drewniane domki zwane hytte. Doświadczenie pokazuje, że koszt wynajęcia takiego domku dla 4 osób zazwyczaj pokrywa się z kosztem opłaty za rozbicie dwóch namiotów na tym samym kempingu. Norweskie prawo zezwala na darmowe rozbijanie namiotów w dowolnym miejscu, w odległości co najmniej 50 m od wody i drogi. Nie jest to jednak łatwe ze względu na skaliste podłoże. Często w ziemię nie da się wbić śledzia lub szpilki. W Norwegii obowiązują opłaty za wjazd do miast czy za korzystanie z mostów i tuneli. Znakomita większość tych opłat nie dotyczy motocykli.

Wyspy Lofoty i najkrótsza miejscowość świata

Z Bodo, gdzie mieści się największa baza NATO w Norwegii, płyniemy promem do Moskenes na Lofotach. Długo przed dotarciem do portu dostrzegamy ostre masywne skały wypiętrzone na kilometr ponad lustro morskiej wody.

Preikestolen to jedno z ulubionych spadochroniarzy5 km na południe od Moskenes znajduje się osada Å. Tak krótkiej nazwy miejscowości w życiu nie widziałem. Sami mieszkańcy reklamują się pomysłowym hasłem „Å – nice place to stay”. Do naszego kempingu docieramy w oślepiającym słońcu około godz. 23:00. Pomimo późnej pory kemping nie zasypia. Byłby to grzech, bo aż trudno opisać urodę tego zakątka ziemi. Słońce przemieszczające się nisko nad linią horyzontu wygląda jak wielka czerwona latarnia. Strzeliste skały wpadają wprost do granatowych wód okalającego je morza.

Wszędzie zapierające dech widoki skał, zatoczek, zielonych łąk, ośnieżonych szczytów, kolorowych drewnianych domków i spokojnie kołyszących się przed nimi łodzi mieszkańców Lofotów. Spotykamy parę kanadyjskich motocyklistów na Wirażkach.. Ucinamy też pogawędkę z polską rodziną, która przez Murmańsk i Petersburg przyjechała tu samochodem.

Bryggen ma niepowtarzalny urok
Bryggen ma niepowtarzalny urok
Nazajutrz wita nas piękna słoneczna pogoda. Jazda przez Lofoty jest spełnieniem marzeń motocyklisty. Idealne drogi, wspaniałe widoki, umiarkowana temperatura. Zatoczki, które dzień wcześniej były opustoszałe, teraz roją się od łódek i pracujących tu ludzi. Ciepły Golfstrom powoduje, że mimo położenia Lofotów 170 km na północ od koła podbiegunowego, okres wegetacji jest stosunkowo długi.

Jadąc drogą krajową E6 na północ docieramy do Alta, miasteczka znanego z muzeum prehistorycznych malowideł skalnych. Ryciny pochodzą sprzed 5 tysięcy lat. Dzięki nim wiemy, że już wtedy używano tu sieci do połowu ryb i hodowano bydło.

Ostatnia prosta na Nordkapp

Wracamy na E6 i mkniemy dalej na północ. Krajobraz staje się bardziej surowy. Nie widać zbyt wielu drzew, pojawiają się bezkresne pustkowia i nagie skały. W tej okolicy bardzo trudno znaleźć kemping, a ceny są nieco wyższe niż na południu. Mrok nie nadchodzi w ogóle. Trzeba być przygotowanym do snu w słoneczną noc.

Tunel przed wyspą Mageroya ma niecałe 7 km długości, prowadzi 212 m pod poziomem morza
Tunel przed wyspą Mageroya ma niecałe 7 km długości, prowadzi 212 m pod poziomem morza
Nie omijamy żadnej stacji paliw. Ich zagęszczenie wyraźnie zmalało, dlatego przy każdej okazji lejemy do pełna. Ostatnie 120 km drogi przed Przylądkiem Północnym wciąż zaskakuje równą nawierzchnią. Po drodze mijamy setki motocykli. Nie mam wątpliwości, że latem są one na tej drodze najczęściej spotykanymi pojazdami.

Pierwszego renifera na szosie widzieliśmy trzy dni wcześniej w okolicach koła podbiegunowego. Pasą się ich tutaj całe stada. Łosie występują rzadziej. Dzika zwierzyna jest wielkim zagrożeniem dla użytkowników dróg, o czym informują specjalne znaki.

Docieramy w końcu do tunelu, przed którym zatrzymuje się każdy motocyklista i pstryka fotkę. Nas wyręcza uprzejmy Anglik. Tunel prowadzi na wyspę Mageroya, na której znajduje się Centrum Przylądka Północnego.

Tunel ma niecałe 7 km długości i biegnie 212 m pod poziomem morza. Jest w nim bardzo chłodno. Termometr wskazuje +2°C. Centrum Przylądka to zaprojektowany z rozmachem kompleks turystyczny. Oprócz pomników i elementów nawiązujących do chlubnej historii narodu norweskiego, znajduje się tam kaplica, w której można wziąć ślub, godne polecenia panoramiczne kino, sklepy z pamiątkami, restauracja, hotel oraz sala pamięci króla Tajlandii, który onegdaj odwiedził to miejsce.

Powszechnie rozpoznawany symbol Nordkappu
Powszechnie rozpoznawany symbol Nordkappu
Oczywiście najważniejszy jest metalowy globus stanowiący ikonę tego miejsca. Jest on dowodem dotarcia tutaj, więc wszyscy uwieczniają się przy nim na fotografiach. Każdego dnia dojeżdżają tu dziesiątki autobusów. Statki pasażerskie wpływają do oddalonego o 30 km portu w Honningsvag i stamtąd, tymi właśnie autobusami, turyści wożeni są do Centrum Przylądka.

Nie zabawiając zbyt długo w tym miejscu, postanawiamy zdobyć prawdziwy północny przylądek Europy.

Nordkinn – rzeczywisty przylądek północny Europy

To nieprawda, że Nordkapp jest najdalej na północ wysuniętym punktem lądowym Europy. W rzeczywistości jest nim Przylądek Nordkinn, leżący na półwyspie o tej samej nazwie ok. 68 km na wschód od Nordkappu. Miejsce, które oficjalnie uznawane jest za najwyższy punkt równoleżnikowy kontynentu, leży rzeczywiście o 2’19” długości geograficznej, tj. 4,3 km bardziej na północ niż Nordkinn. Nie znajduje się ono jednak na lądzie, lecz na wyspie Magerøya. Najdalej na północ wysuniętą osadą ludzką na kontynencie europejskim jest nieistniejąca w przewodnikach turystycznych wioska rybacka Gamvik.

Nie przestraszeni plotkami o tym, że do Gamvik nie prowadzi żadna utwardzona droga a dostać się tam można wyłącznie od morza lub z powietrza, my postanawiamy wyruszyć posileni ciepłą herbatą. Droga prowadząca do tej osady nosi numer 888. Po 20 km przygody, kończy się dziurawy asfalt. Jedziemy po grubym tłuczniu przez królestwo szarości, mijając co jakiś czas łachy śniegu. Jest okropnie zimno.

Gamvik - miejsce, którego nie ma na mapie
Gamvik - miejsce, którego nie ma na mapie
Gdy docieramy do tablicy z napisem Gamvik, spotykamy niemieckiego motocyklistę na Harleyu, który wcześniej tankował z nami w Ifiord. Jego odzienie w porównaniu z naszym, przyprawia mnie o dreszcze – otwarty kask bez wizjera, chusta na szyi, cienkie rękawice i brak owiewki. Poproszony o zrobienie zdjęcia z trudem zgina zmarznięty palec, aby zwolnić migawkę. Poczęstowany papierosem opowiada nam o swoich wyprawach.

Włóczymy się po wymarłym miasteczku. Spotykam jedynego spacerowicza, którym jest inny niemiecki turysta. Po wymianie uprzejmości dowiaduję się, że mogę podjechać jeszcze dalej, do Slettnes. Tam znajduje się najbardziej na północ wysunięte gospodarstwo domowe i latarnia morska. Z powodu marnej jakości szutrowej drogi wlokę się jak żółw, aby po 10 minutach zobaczyć prawdziwy koniec świata. Po kilkunastu minutach napawania się widokiem horyzontu Morza Barentsa podjeżdża auto z PL-ką. Dwójka polskich turystów podobnie jak my, szuka niezapomnianej przygody.

Wracając z Slettnes machamy niemieckiemu harleyowcowi, który rozbija namiot na posesji gościnnego Norwega. Temperatura wynosi 8°C. Gamvik opuszczamy tą samą i jedyną drogą, marznąc niemiłosiernie. Zasypiamy bez najmniejszego problemu przy dziennym świetle o godz. 1:00 w nocy. Nazajutrz ruszamy bezpośrednio na południe w stronę Polski. Wybieramy drogę przez Finlandię, Estonię, Łotwę i Litwę. Podziwiamy lapońskie wioski i odwiedzamy Świętego Mikołaja. Z Ifiord do Warszawy docieramy w cztery dni.

O wyprawie

Norwegię zwiedzałem w towarzystwie Ani i Remka Kwiatkowskich na Gilerze Nexus oraz Jarka Sochy na Aprilii ETV 1000 Caponord. Ja podróżowałem XJR-ką 1300. Przez kilka pierwszych dni jechał z nami Staszek z Włodawy na Africa Twin.

Wyjazd odbył się w lipcu, trwał 2 tygodnie, a każdy motocykl przejechał w trakcie wyprawy ok. 7 tysięcy kilometrów.

2 KOMENTARZE

  1. Witam, super wyprawa, generalnie sam szykuję się, być może na przyszły rok na trip wokół półwyspu skandynawskiego, co z tego będzie zobaczymy.
    Jednak mam kilka uwag co do tekstu, mieszkam na stałe w Norwegii od jakiegoś czasu i myślę, że kilka moich wskazówek może się przydać przyszłym podróżnikom.
    Po pierwsze, Oslo nie leży wokół wód Lysakerfjord. Generalnie nie wiem, gdzie znaleźliście taką nazwę, ale chyba mieliście jakieś morskie mapy. Oslo leży u “szczytu” Oslofjord i tyle. Lysaker to dzielnica Oslo. Warto wiedzieć, że czasem na stolicę Norwegii mówi się także Kristiania, ale to raczej jako ciekawostka. Choć można się z tym spotkać.
    Po drugie kultura na drogach i drogi ogólnie.
    Hmm to jest generalnie ciężki temat. Dla mnie Norwegowie i ludzie którzy tu mieszkają często jeżdżą jakby spali. Pozornie spokojne i bezpieczne tempo jazdy, jest bardzo częstym powodem wypadków. Oni sami mówią, że w Norwegia jest krajem do jazdy niezbyt bezpiecznym! Moje spostrzeżenia są podobne, ludzie nie patrzą na drogę, szukają czegoś w samochodzie, przeglądają się w lusterkach, bawią się radiem itp. Trzeba mieć oczy przez cały czas szeroko otwarte, bo bywa tu gorzej niż u nas! A takie tempo jazdy, nas motocyklistów wkurza, a puszkarzy usypia.
    Generalnie główne drogi i autostrady faktycznie są w bardzo dobrym stanie. Jednak jeśli ktoś ma ochotę zapuścić się w mniej uczęszczane rejony to również trzeba uważać. Drogi często są zniedbane, łatwo na nich o piasek i kamyczki, co jak wiadomo dla motocyklistów nie jest zbyt przyjemne. Szczególnie niebezpieczne są górskie zakręty, na których asfalt często bywa pofałdowany. No i jest czasem bardzo wąsko.
    Mieszkam w okolicy Oslo, myślę że okoliczne drogi poznałem już dośc dobrze podczas 4 miesięcy jazdy po nich na motocyklu, a w ciągu roku jazdy samochodem.
    Pozdrawiam odwiedzających ten piękny zakątek świata. W razie co służę pomocą ;)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here