Krajobraz wzdłuż granic Polski zmienia się z kilometra na kilometr. Bagniste Podlasie, wysokie Tatry, wyżyny sudeckie i wybrzeże bałtyckie. Kiedyś oglądałem je tylko na zdjęciach. Dziś ich piękno mogę zobaczyć na własne oczy.
Tekst i zdjęcia: Rafał Czernik
Dość długo zastanawiałem się gdzie pojechać w podróż motocyklem. Ale zanim zapadała decyzja musiałem sobie wszystko przekalkulować. Motocykl nie jest w pełni sprawny. Nastąpiły niewielkie wycieki oleju z silnika. W pracy zawsze coś się może z dnia na dzień wydarzyć i trzeba będzie wracać. Poza tym – budżet domowy jakimś magicznym sposobem musi się powiększyć o dodatkowe koszta w związku z nieplanowanym kilkudniowym wyjazdem. Do głowy wpadł mi pomysł: jadę w podróż dookoła Polski.
[sam id=”11″ codes=”true”]
Taka podróż jest idealnym kompromisem pomiędzy chęcią wyjazdu a życiowymi ograniczeniami. Planuję jechać drogami ciągnącymi się jak najbliżej granic (szutrówki, dukty leśne, jak najmniej asfaltu) a na południu odbić do Bielska Białej w celu odwiedzenia serwisu motocyklowego.
Jeszcze tego samego dnia dzielę się pomysłem z małżonką. Ale widzę także jej smutną minę spowodowaną niemożnością wzięcia na tyle dni urlopu. Na szczęście w sobotę z samego rana wsiądzie w pociąg do Szczecina, gdzie będę na nią czekał. Do tego poniedziałkowy urlop i powrót do Warszawy już z Gdańska.
Podróż na wschód
W niedzielne popołudnie pakuję motocykl. Jeszcze przed snem sprawdzam pogodę na najbliższe dni, która nie zapowiada się najlepiej. Wstaję o godzinie czwartej, by po niewielkim śniadaniu wyjechać w trasę. Na dworze leje. Przez Warszawę przemykam szybko i sprawnie, odprowadzany oczami nielicznych jeszcze o tej porze kierowców samochodów. Na wschód kieruję się Traktem Brzeskim by dojechać do Terespola. Miejscowość ta jest punktem początkowym a zarazem końcowym mojej podróży. Przy znaku z nazwą miasta pamiątkowa fotka i dalej w drogę zgodnie z kierunkiem ruchu wskazówek zegara.
Terespol
W Terespolu znajduje się samochodowe i kolejowe przejście graniczne z Białorusią. Historycznie miasto jest związane z rodem Czartoryskich. Majątek ten w XVIII wieku był ich największą posiadłością. Miejscowość jest otoczona licznymi pocarskimi fortyfikacjami. Ich pozostałości znajdują się też w okolicznych wsiach. Po drugiej stronie Bugu (w Brześciu) znajduje się jedna z ważniejszych niegdyś polskich twierdzy – Twierdza Brzeska. W Terespolu można jeszcze usłyszeć język chachłacki. Rozumieją go zarówno Polacy jak i Białorusini oraz Ukraińcy.
Legenda św. Onufrego
Wschodnia granica Polski wyróżnia się licznymi cerkwiami. Jedną z ważniejszych, którą koniecznie należy zobaczyć jest monaster (klasztor prawosławny) pod wezwaniem św. Onufrego. To ważne centrum prawosławia w Polsce położone jest wśród malowniczych łąk i starorzeczy Bugu. Zlokalizowano go w miejscowości Jabłeczna – 6 km na północ od przejścia w Sławatyczach. Legenda głosi, że w tym miejscu zatrzymała się płynąca Bugiem ikona św. Onufrego. Na jej cześć wzniesiono w XV w. klasztor. Świadczy o tym pisana ręcznie Ewangelia z 1498 roku.
Przed Włodawą przestaje padać i można w końcu zdjąć kombinezon przeciwdeszczowy.
[sam id=”11″ codes=”true”]
Po półgodzinnym odpoczynku jadę w kierunku Dorohuska, Zosina, Hrubieszowa i Medyki. Po drodze mijam dziesiątki maleńkich, urokliwych miejscowości i kolonii. Niektórych z nich nie znajdzie się na mapie. Trzy domy i tyle. Ale nawet tam słysząc odgłos silnika motocyklowego, dzieci wybiegają i machają mi radośnie.
Ustrzyki Dolne
Po II Wojnie Światowej miasto znalazło się w ZSRR. Pozbawiono go praw miejskich. W czerwcu 1946 roku z okolic miasta wysiedlono Polaków, wywożąc ich pociągiem towarowym do Polski. W ramach korekty granic Ustrzyki Dolne i okolice zostały przekazane Polsce w zamian za obfitujący w złoża węgla rejon Sokala. W 1951 miasto powróciło do Polski na podstawie umowy o zamianie granic. Ustrzyki Dolne nazywane są często stolicą Bieszczad. Pochodzi stąd legendarny, do dziś działający punk-rockowy zespół KSU.
Żona w kufrach
Jadąc wzdłuż ukraińskiej granicy przypadkowo w lesie spotykam strażnika granicznego na KTM-ie, który mnie zatrzymuje. Poważnym tonem pyta skąd i dokąd jadę. Odpowiadam że jadę z Terespola do Terespola. Zauważam oznaki zdziwienia na jego twarzy. Kolejne pytanie dotyczy osoby którą wiozę. Z trudem powstrzymuję śmiech i odpowiadam, że na tym załadowanym motocyklu wiozę żonę w kufrach. Trochę w prawym i trochę w lewym. W tym samym strażnik orientuje się jaką strzelił gafę i życzy mi szerokiej drogi. Ubaw miałem jeszcze przez dobrych kilka kilometrów.
Łemkowie
Zamieszkiwali oni niegdyś Galicję i Zakarpacie oraz północną część Słowacji. Dziś ich liczba wynosi ok. 60 tys. Jedną z teorii powstania tej grupy, posiadającej własny język, kulturę i obyczaje, jest teoria tzw. migracji wołoskich. Zakłada ona że od XII w. wzdłuż Karpat, z terenów Rumunii rozpoczęła się wędrówka pasterzy wołoskich. Ludność ta mieszała się po drodze z ludami ruskimi zamieszkującymi tereny Ukrainy, przejmując i adaptując ich religię i kulturę.
Na terytorium Polski dotarli w XIV w. W swojej wędrówce na zachód pasterze ci doszli aż do terenów Beskidu Śląskiego. Jednak im dalej, tym większy wpływ miały na nich obyczaje i wpływy ludności zamieszkującej te tereny. W końcu XVI w. zostały założone przez nich pierwsze wsie. Ich mowa zawiera elementy języka ukraińskiego, wołoskiego które do dziś występują w języku rumuńskim, ale też polskiego, słowackiego a nawet węgierskiego.
Bieszczady i Tatry
Około godz. 20.00 docieram do Ustrzyk Dolnych, w których mieszka klubowy kolega Miromiro. Po piętnastu godzinach jazdy w niezwykle kapryśnych warunkach pogodowych z chęcią biorę prysznic. Chwilę później siedzimy przy ognisku jedząc pyszną kolację
[sam id=”11″ codes=”true”]
We wtorek rano ruszamy razem pojeździć po słynnych bieszczadzkich serpentynach. Pogoda robi się coraz ładniejsza. W miejscowości Dukla czekamy chwilę na Młodego aby wyruszyć na południowy zachód. Po drodze oglądamy przepiękną siedemnastowieczną, dębową cerkiew w Kwiatoniu. Jest to dawna łemkowska świątynia greckokatolicka. Obecnie to kościół filialny parafii rzymskokatolickiej w Uściu Gorlickim. Należy do najlepiej zachowanych cerkwi łemkowskich w Polsce. Znajduje się na szlaku architektury drewnianej województwa małopolskiego.
Po niezliczonych zakrętach i pętlach docieramy do Zakopanego, gdzie jemy obiad i niestety rozstajemy się. Koledzy wracają w swoje strony, a ja lecę dalej w kierunku Żywca, gdzie planuję przenocować.
Po drodze spostrzegam drogowskaz na Wadowice. W tym mieście mieszkają moi bardzo dobrzy znajomi. Wykonuję telefon i za godzinę korzystam z ich gościnności. Przy okazji udaje mi się przenocować. Kolejnym miejscem które odwiedzam jest serwis motocyklowy. Byłem wcześniej umówiony w nim na wizytę z powodu cieknącego uszczelniacza.
[sam id=”11″ codes=”true”]
W międzyczasie dojeżdżają do mnie Asia i Michał na GSX-F-ie. Ich motocykl wygląda jak mongolski osiołek dźwigający na swym grzbiecie dorobek wielopokoleniowej rodziny. Wieczorem razem ruszamy do Międzybrodzia Żywieckiego na kemping.
Nazwa Międzybrodzie Żywieckie wzięła się stąd, iż prowadził tamtędy szlak handlowy na Orawę i Węgry. Zmierzając tym szlakiem kupcy musieli dwukrotnie brodzić przez rzekę Sołę. Dlatego miejsce pomiędzy tymi brodami nazwano Międzybrodziem. Drugi człon nazwy – Żywieckie dodano dopiero w XIX w., ponieważ wieś należała wówczas do parafii w Starym Żywcu.
Na miejscu rozpakowujemy bagaże i idziemy się kąpać do ciepłego o tej porze roku jeziora Żywieckiego. Powstało ono w wyniku sztucznego spiętrzenia wody. W roku 1957 nawiedziła ten rejon ogromna powódź. Rzeka Soła zalała Żywiec. W ciągu kolejnych 10 lat otwarto cztery zbiorniki wodne (kaskady) na których umieszczono elektrownie wodne i oddano do rekreacji. Po szybkiej kolacji kładziemy się spać. Całą noc leje.
Promem do Międzyzdrojów
Po przebudzeniu stwierdzam że mój namiot nie jest wodoszczelny. Karimata niczym dmuchany materac dryfuje wśród reszty mokrych rzeczy. Zbieramy się dość wcześnie. W okolicach Ustronia zatrzymujemy się na stacji benzynowej na tankowanie. Przy okazji kontrolnie patrzę na silnik. Jest on cały ubrudzony olejem. Z tego powodu żegnam się z kompanami i powracam do serwisu. Okazało się, że uszczelniacz został źle włożony. Tym razem nocleg udał się dzięki Marcinowi z Radawia.
Kolejnego dnia kieruję się na Nową Rudę. Po drodze natykam się na pięknie położoną i doskonale zachowaną twierdzę w miejscowości Srebrna Góra. Jadąc dalej granicami zachodniej Polski powoli, acz systematycznie pnę się w górę mapy. Zgodnie z oczekiwaniami krajobraz zmienia się proporcjonalnie do przejechanych kilometrów. Góry zostawiałem w tyle.
[sam id=”11″ codes=”true”]
Pomału zaczynam odczuwać wszystkimi zmysłami zbliżające się morze. Podróżując drogami które na mapie oznaczone są brązowym kolorem, natykam się na niespodziankę w miejscowości Połęcko. Na GPS-ie droga była. W rzeczywistości brakowało jakieś 150 m twardego gruntu, który zastępował prom. Jak na nieszczęście znajduje się on na przeciwległym brzegu i niestety nie zamierza przypłynąć do mnie.
Czekam godzinę. W końcu dostaję się na drugą stronę. Na promie dowiaduję się, że prognozy pogody są fatalne. Ulewny deszcz, gwałtowne burze i grad. Niestety, muszę podjąć trudną decyzję. Postanawiam ominąć około 200 km granicy i najszybszą drogą pędzę do Międzyzdrojów. Tam na polu namiotowym czekają już na mnie Asia z Michałem. Po drodze dwukrotnie przemakam do suchej nitki. Przed 22. docieram na miejsce. Znajomi witają mnie pachnącą jajecznicą. Jest to pierwszy gorący posiłek tego dnia.
Mobilhome w Chłopach
W sobotę na szczęście nie pada. O godzinie 12.00 jadę po żonę do Szczecina, zwiedzając przy okazji okolicę. W mieście poznaję miejscowego posiadacza Hondy Africa Twin. Wymieniamy się poglądami na temat naszych maszyn. Zaczyna znowu lać. Wraz z małżonką po ciepłym przywitaniu ruszamy z powrotem do Międzyzdrojów po Asię i Michała. Spokojnym tempem, w strugach deszczu, zmierzamy wybrzeżem na wschód.
Ponieważ jesteśmy zmarznięci i zmęczeni brakiem ładnej pogody, decydujemy się na kwatery zamiast namiotu. Niestety o tej porze roku jest problem ze znalezieniem taniego pokoju na jedną noc. Do akcji wkracza Michał, który wykorzystując swoje rozległe rodzinne znajomości organizuje nam mobilhome w Chłopach. Uradowani możliwością spędzenia nocy w ciepłym i suchym łóżku zmierzamy do celu.
Na miejscu suszymy co się da nad kuchenką gazową i korzystamy z prysznica. Wieczorem udajemy się do miejscowego baru gdzie raczymy nasze podniebienia pyszną, smażoną rybą. Chłopy to jedna z mniejszych, aczkolwiek urokliwych miejscowości gdzie można w ciszy i spokoju wypocząć. Został tu zachowany układ urbanistyczny, dzięki któremu miejscowość ta została wpisana do rejestru zabytków.
Niedzielny poranek wita nas bezchmurnym niebem, które towarzyszy nam w trakcie podróży na Hel. Po drodze zmieniamy nieco plany i zatrzymujemy się na kempingu Kamper w Chałupach by trochę poleniuchować. Jeśli ktoś lubi tabuny ludzi i wszechobecny szpan to spodoba mu się klimat tego miejsca. Osobiście obiekt nie przypadł mi do gustu choć jego plusem jest bliskość zatoki puckiej z jednej strony i otwartego morza z drugiej oraz baza sanitarna na wysokim poziomie. Na miejscu poznajemy sympatycznego motocyklistę, który z dwiema małymi córkami spędza tam urlop. Dostaliśmy od niego zaproszenie na mecz Polska – Chorwacja który odbywa się dziś wieczorem.
[sam id=”11″ codes=”true”]
Poniedziałek to czas kąpieli w morzu, lenistwa na plaży, zwiedzania półwyspu helskiego oraz konieczność odwiezienia żony do Gdańska. Na dworzec mamy 90 km. Na podróż przeznaczamy 1,5 godziny zapominając przy tym, że czeka nas przeprawa przez Trójmiasto w godzinach szczytu. Po drodze piekielnie wieje i miota naszymi motocyklami po całej jezdni. Na styk zjawiamy się na peronie.
Węgorzewo
Historia miasta sięga roku 1335 kiedy Krzyżacy wybudowali u ujścia Węgorapy do Mamr drewniany zamek zwany Angergurg. Został on w 1365 roku zniszczony przez Litwinów. Zaczątkiem miasta była położona obok Nowa Wieś. Prawa miejskie nadał jej Albrecht Hohenzollern. W swojej historii Angerburg było niszczone i odbudowywane kilkakrotnie. Na zamku przebywał Stanisław Leszczyński uciekając przed wojskami rosyjskimi. W 1945 roku miasto włączone zostało do Polski pod nazwą Węgorzewo. Jego dotychczasowa niemiecka ludność zastąpiona została polskimi przesiedleńcami.
Wzdłuż jezior, stawów i bagien
Wspólnie z właścicielami Suzuki postanawiamy nocować gdzieś nad jeziorem, więc zaznaczam na GPS-ie punkt przy Węgorzewie i w drogę. Przypadkiem trafiamy na małe pole namiotowe z przystanią jachtową. Motocykliści są wszędzie, a jednym z nich okazuje się być zarządca pola namiotowego, który nie pobiera od nas opłaty za nasze jednoślady. Bardzo miło spędzamy wieczór przy ognisku i melodyjnych szantach granych i śpiewanych przez cumujących tam żeglarzy.
Puszcza Augustowska
Puszcza Augustowska stanowiła w przeszłości część rozległych lasów rosnących pomiędzy Litwą, Mazowszem i Rusią. Do XIII wieku jej teren był zamieszkiwany przez Jadźwingów.
W połowie XVI wieku lasy weszły w skład dóbr królewskich i były terenem łowów na grubego zwierza. Puszczę przecina rzeka Rospuda i Blizna. Na jej terenie znajdują się liczne jeziora takie jak: Wigry, Sajno, Necko . Klimat tych terenów należy do najsurowszych w Polsce. Dzięki temu zachowały się tu gatunki roślin będące reliktami północnymi m. in. brzoza niska, cis i borówka bagienna.
Po męczącej nocy biorę rano kąpiel w jeziorze. Żegnam się z Asią i Michałem, którzy pełni wrażeń wracają do Warszawy. Ja natomiast kieruję się na miejscowość Dąbrówka Nowa, by przez Gołdap, Maszutkinie, Puńsk, Augustów, Nowy Dwór, Sokółkę dotrzeć do Białegostoku. Po drodze mijam dziesiątki malowniczych rozlewisk, liczne wioski oraz wiekowe, wciąż czynne stacje benzynowe.
Moim zdaniem drogi północno-wschodniej Polski pod kątem krajobrazowym, należą do jednych z najpiękniejszych w Polsce. Ostatni raz podczas mojej podróży korzystam z gościnności klubowicza. Jest nim Jacek – właściciel Hondy Transalp, z którym siedzę do późnych godzin nocnych i wspólnie oglądamy zdjęcia z wyprawy.
Środa to już ostatni dzień podróży. Wracam z Białegostoku do Bobrowników skąd bocznymi drogami dojeżdżam do Terespola, gdzie wszystko się zaczęło i niestety się kończy. Tam już tylko pamiątkowe zdjęcie i do domu.
10 dni to za mało na dokładne objechanie Polski. Optymalna byłaby trzytygodniowa podróż. Jednak pomimo tak okrojonego czasu zobaczyłem wiele ciekawych miejsc, miałem okazję dostrzec jak zmienia się krajobraz naszego kraju wraz z upływem kilometrów. Z powodu fatalnych warunków atmosferycznych zostałem zmuszony ominąć część granicy co stanowi doskonały pretekst by w przyszłości powtórzyć trasę – może dla odmiany w odwrotnym kierunku.
Podczas mojej wycieczki przejechałem 4 250 km. Mój BMW R1200 GS spalił średnio 5,2 l benzyny na 100 km. W ciągu całej trasy dolałem 0,6 l oleju silnikowego.
[sam id=”11″ codes=”true”]

Muszę przyznać że czytało się bardzo dobrze i podsunąłeś mi znakomity pomysł pod sam nos niby na tacy. ;-)
2 lata temu, wraz z Przyjaciółmi, zrobiłem podobną trasę, choć w szczegółach różną. wniosek z tego ten sam: Polska jest fajna.
Moze by tak objezdzac wszystkie panstwa auropy, nie sadze zeby koszty podrozy byly szczegolnie uciazliwie wysokie?