Austriacka marka KTM powoli wychodzi na prostą, ale wciąż musi mierzyć się z ogromnymi problemami. Z jednej strony potwierdzono start produkcji długo wyczekiwanych modeli, z drugiej – firma nie pozbyła się problemów finansowych, a jej strategiczny partner, indyjski Bajaj Auto, naciska na drastyczną restrukturyzację, a nawet przeniesienie całości produkcji do Azji. To, co dzieje się w Mattighofen, ma bezpośredni wpływ także na motocyklistów czekających na nowe modele KTM, w tym 990-tki i 1390-tki.
Po miesiącach niepewności, związanych z restrukturyzacją i zatrzymaniem produkcji, KTM wreszcie potwierdził, że jego kolejne premiery trafią do salonów. Jednocześnie pojawiają się pytania o przyszłość – czy produkcja w Austrii jest jeszcze opłacalna, i czy KTM nie podąży drogą Triumpha, który większość motocykli buduje dziś w Tajlandii?
Nowe modele – co, kiedy i dla kogo
W październiku 2025 ruszy produkcja sportowego KTM 990 RCR oraz całej gamy 1390 Super Adventure (S, S Evo i R). W listopadzie z taśmy zjadą także pierwsze 990 Duke R, które do polskich salonów mają trafić na przełomie 2025 i 2026 roku.
To dobra wiadomość, bo zarówno Adventure, jak i Duke mają szansę mocno namieszać na polskim rynku – pierwszy jako alternatywa dla BMW GS, drugi jako świeża propozycja wśród nakedów klasy premium. Złą informacją jest za to przesunięcie debiutu 1390 Super Duke GT – modelu sportowo-turystycznego, który zobaczymy dopiero w 2027 roku.
Małe KTM-y już w Polsce
Podczas gdy na duże maszyny musimy poczekać, mniejsze modele, takie jak 390 Enduro R, już trafiają do salonów – również w naszym kraju. Produkowane w Indiach przez Bajaj Auto, mają przyciągnąć młodszych motocyklistów i tych, którzy szukają tańszego wejścia do świata KTM. Nowego 390 Adventure R mogliśmy już zobaczyć na żywo w czasie niedawnego otwarcia salonu Eurorider w Katowicach.

Czteroletnia gwarancja – ważny argument
KTM ogłosił także, że wszystkie modele z silnikami LC8 V-twin i LC8c twin z roczników 2023-2026, zakupione u autoryzowanych dealerów, będą objęte czteroletnią gwarancją. To istotne również dla polskich klientów – w dobie rosnących kosztów serwisu i eksploatacji takie zabezpieczenie może być decydujące przy wyborze motocykla.
Kryzys finansowy i restrukturyzacja
Za kulisami sytuacja jest znacznie mniej optymistyczna. Rok 2024 KTM zakończył z ogromną stratą – przychody spadły o blisko 30%, dług netto sięgnął 1,64 mld euro, a kapitał własny stał się ujemny. Firma weszła w 90-dniową procedurę “self-administration” – austriacki odpowiednik restrukturyzacji.

W maju 2025 udało się osiągnąć porozumienie z wierzycielami – KTM musiał spłacić 30% zobowiązań gotówką, czyli ok. 600 mln euro. Kluczowe okazało się wsparcie strategicznego partnera, Bajaj Auto, który wyłożył środki, przejmując też jeszcze większą część kontroli nad firmą.
Pierwsze półrocze 2025 przyniosło poprawę – dług zmalał o połowę, a kapitał wrócił na plus. Trzeba jednak pamiętać, że to głównie efekt restrukturyzacji, a nie organicznego wzrostu sprzedaży.
Bajaj naciska na zmiany – „Europa jest zbyt droga”
Indyjski gigant nie ukrywa, że oczekuje głębszych reform. Szef Bajaj Auto, Rajiv Bajaj, stwierdził, że KTM ma zbyt wiele modeli w zbyt wielu segmentach, a produkcja w Europie jest nieopłacalna. Podał przy tym przykład Triumpha, który większość motocykli produkuje dziś w Tajlandii. Bajaj wskazuje, że koszty produkcji w Austrii są nie do na dłuższą metę nie do zaakceptowania, za to marże na motocyklach produkowanych w Indiach sięgają ponad 30%. Postulat jest jasny – uproszczenie gamy modelowej, cięcie kosztów i przeniesienie większej części produkcji do Azji.
Czy KTM opuści Austrię?
Oficjalnie zarząd KTM zapewnia, że nie ma planów przeniesienia produkcji z Europy. CEO Gottfried Neumeister podkreśla, że Mattighofen pozostaje sercem firmy, a przenoszenie wszystkiego do Indii czy innych krajów Azji mogłoby zaszkodzić wizerunkowi marki premium.

Realny scenariusz wydaje się mieszany: produkcja mniejszych modeli i komponentów w Indiach, a flagowych, najdroższych motocykli – nadal w Austrii. Jednak presja Bajaja, który stopniowo przejmuje kontrolę nad KTM, jest coraz większa.
Póki co – po staremu
Na razie polscy klienci mogą spać spokojnie – nowe modele pojawią się w salonach, a czteroletnia gwarancja obejmie także nasz rynek. Prawdziwym testem będzie jednak kolejny sezon. Jeśli Bajaj rzeczywiście wymusi głęboką restrukturyzację, możemy spodziewać się:
- ograniczenia liczby modeli i wersji wyposażenia
- większej liczby motocykli „Made in India”
- w dłuższej perspektywie – możliwego wzrostu cen flagowych maszyn produkowanych w Austrii
KTM wciąż jest na zakręcie i jedzie w głębokim złożeniu. Z jednej strony to marka z ogromnym potencjałem i ciekawą ofertą nowych motocykli, z drugiej – firma, która wciąż walczy o finansowe przetrwanie i nową tożsamość pod presją indyjskiego udziałowca.
