W pierwszy weekend września parking pod Kotelnicą w Białce Tatrzańskiej zapełnił się motocyklami. Na BMW Motorrad Days 2026 zapisało się ponad 800 uczestników, którzy przyjechali z różnych części Polski. W programie jak zawsze znalazły się trasy turystyczne do wyboru, jazdy testowe, terenowe próby GS Challenge oraz wieczorna integracja przy muzyce na żywo. To fajna impreza również dla tych, którzy nie są specjalnymi fanami takich wydarzeń. Jest tu bowiem bardzo dużo miejsca na aktywność indywidualną, według własnego pomysłu.
Zdjęcia: Tomasz Parzychowski, Konrad Bartnik
BMW Motorrad Days od kilku lat zamyka nam wakacyjną część sezonu. Tym razem organizatorzy przenieśli imprezę z Wisły do Białki Tatrzańskiej. Trudno było wybrać dla niej bardziej naturalne i korzystne miejsce. Wokół mamy kręte drogi Podhala, Spisza i Orawy, a pod wyciągami Kotelnicy nie brakuje terenu do upalania motocykli adventure w cięższym terenie. Przy okazji imprezy – legalnego.
Szukasz akcesoriów motocyklowych? Jeśli tak, to polecamy sklep naszych przyjaciół z Motormind. Klikając w poniższy link i dokonując przez niego zakupów dokładacie cegiełkę do rozwoju i utrzymania naszego portalu. Dziękujemy!
Odzież i akcesoria motocyklowe – MotorMind
W myśl hasła „Jeśli wejdziesz między wrony…” do Białki przyjechałem motocyklem, oczywiście BMW. I to chyba najbardziej typową beemką, czyli testowym R 1300 GS. Już po drodze, wciąż daleko od Podhala, widziałem kolejne grupy maszyn z biało-niebieskim logo, jadące na południe.

Na miejscu zrobiło się naprawdę gęsto. Według informacji organizatora, zapisanych było grubo ponad 800 uczestników. Do tego należy doliczyć gości, wystawców, obsługę i spacerowiczów wpadających do miasteczka zlotowego, które było otwarte dla wszystkich.

Nie tylko dla właścicieli BMW
Choć nazwa wydarzenia jasno wskazuje gospodarza, BMW Motorrad Days nie jest zamkniętym spotkaniem wyłącznie dla właścicieli motocykli tej marki. Na parkingu pojawiły się również maszyny innych producentów. Bez względu na logo na zbiorniku można było skorzystać z asfaltowej trasy turystycznej i pozostałych atrakcji miasteczka.

Wyjątkiem był GS Challenge, przeznaczony dla uczestników jadących motocyklami BMW z rodziny GS. Tutaj nie chodziło już tylko o przejechanie wyznaczonej trasy – to były prawdziwe zmagania sportowe. Na zawodników czekały punkty kontrolne, zadania oraz odcinki sprawnościowe, które szybko weryfikowały posiadaną technikę jazdy ciężkim motocyklem w terenie.

Baza pod Kotelnicą okazała się dobrym wyborem. Duży parking pomieścił motocykle, scenę, strefę gastronomiczną oraz stanowiska dealerów i partnerów. Teren wyciągu pozwolił natomiast przeprowadzić widowiskowe próby GS Challenge blisko miasteczka. Dzięki temu można je było oglądać bez ruszania na trasę.
Turystycznie, przygodowo albo na poważnie
Główną częścią sobotniego programu były trzy osobne trasy, przygotowane przez specjalistów z ADV.pl. Turystyczna została poprowadzona asfaltami i była propozycją dla osób chcących spokojnie pozwiedzać Podhale i północną część Słowacji. Uczestnicy jechali indywidualnie, według udostępnionego śladu GPS, bez przewodnika i narzuconej jazdy w dużej kolumnie.

Trasa Adventure łączyła drogi utwardzone z łatwiejszymi odcinkami terenowymi. Miała dawać przyjemność z jazdy poza asfaltem, ale bez stawiania uczestników przed zadaniami zarezerwowanymi dla zawodników. Była więc dobrą opcją dla posiadaczy turystycznych enduro, którzy niekoniecznie chcieli od razu rzucać się na głęboką wodę.

Najwięcej emocji wzbudzał oczywiście GS Challenge. Uczestnicy ruszyli w sobotę o godzinie 8.00, korzystając ze śladu GPS, roadbooka i kart drogowych. Na trasie czekały punkty kontrolne, próby terenowe oraz zadania sprawnościowe. Po południu rywalizacja przeniosła się na teren Kotelnicy, gdzie rozegrano finałowe próby czasowe.

I właśnie tam najlepiej było widać, że wielki GS potrafi znacznie więcej, niż sugerują jego masa, kufry i turystyczne wyposażenie. Pod warunkiem, że człowiek za kierownicą wie, co robi. Nie brakowało efektownych przejazdów, walki o każdą sekundę i motocykli podnoszonych z ziemi. Dla publiczności była to jedna z najmocniejszych części całej imprezy.

Cała gama BMW do wypróbowania
Od piątku do niedzieli działała również strefa jazd testowych. BMW przywiozło do Białki motocykle z aktualnej gamy modelowej 2026. Ile ich było? Nie doliczyłem się, ale cała masa, ich zamknięty park zajmował dużą część miasteczka zlotowego. Była to okazja, żeby bez wizyty w salonie porównać różne konstrukcje i sprawdzić je na drogach u podnóża Tatr.

Zapisy na konkretne godziny i modele prowadzono wcześniej, ponieważ liczba miejsc była ograniczona. Zainteresowanie było duże, co przy liczbie uczestników raczej nikogo nie powinno dziwić. Jazdy odbywały się przez cały piątek i sobotę oraz do wczesnego popołudnia w niedzielę. Warto podkreślić, że poza maszynami biorącymi udział w GS Challenge, gdzie gleby sa częścią „pakietu”, praktycznie żadna z kilkudziesięciu (a może więcej) testówek nie została uszkodzona, nie licząc przygód typu zgubiony kluczyk.

W miasteczku można było również porozmawiać z przedstawicielami dealerów i firm partnerskich, m.in. Silkolene (oleje i chemia), XZone (naprawa, konserwacja odzieży i chemia), Dope Mirrors (akcesoryjne lusterka adv), Lorries (przyczepy do transportu motocykli) czy Yakk EXP (akcesoria ochronne i bagażowe do maszyn adv). Na stoiskach prezentowano motocykle, odzież, akcesoria, opony, wyposażenie turystyczne i systemy nawigacyjne. Było więc co robić także wtedy, gdy nie miało się akurat zaplanowanej jazdy.

Motocykle za dnia, integracja wieczorem
BMW Motorrad Days nie ogranicza się do samego jeżdżenia. Piątkowy wieczór przeznaczono na oficjalne otwarcie i pierwszą dużą integrację. W sobotę, po powrocie z tras, odbyło się rozdanie nagród, koncert gwiazd Antyradia (duża dawka rock’n’rolla na żywo) oraz wieczorna impreza prowadzona przez DJ-a.

Na imprezie dało się spotkać cały przekrój środowiska BMW. Byli doświadczeni podróżnicy, zawodnicy GS Challenge, klubowicze oraz osoby, które dopiero niedawno kupiły pierwszy motocykl. Jedni przyjechali po sportową rywalizację, inni po widoki, jazdy testowe albo na zwykłe spotkanie ze znajomymi.

Zlot dla tych, którzy nie lubią zlotów
Ci, którzy mnie znają, a przynajmniej czytają, wiedzą, że nie jestem fanem masowych imprez motocyklowych. Po prostu korzystając z najbardziej indywidualnego środka transportu na świecie chcę zachować jak najwięcej tej indywidualności. Nie lubię kisić się w tłumie, tak samo jak nie bawią mnie parady czy krótkie, 1-2 godzinne pętelki po okolicy, a później wiadomo, intensywna biesiada do białego rana i pierwszych ofiar.

Plan każdego dnia na BMW Motorrad Days jest tak naprawdę bardzo luźny. W piątek nieśpiesznie jechałem na Podhale trasą przez wioski. Wieczorem spotkałem się ze znajomymi, pokręciłem po miasteczku, zjadłem pieczyste z grilla, ogarnąłem tematy na następny dzień. W sobotę z samego rana wyjechałem na trasę, która zajęła mi niemal cały dzień. Zlot BMW nie był więc w moim odbiorze typowym zlotem, a raczej fajną bazą dla własnych aktywności w regionie. Było skąd wyjechać i dokąd wrócić.
Oczywiście trzeba podkreślić wzorową organizację, a zwłaszcza precyzyjne wskazówki do do trasy – nie tylko plik GPX ze śladem, ale też wszystkie informacje podawane na bieżąco w specjalnej aplikacji na smartfona.

Właśnie – jeszcze trasa. Mój GS miał typowo szosowe opony (znakomite Metzelery Tourance Next 2), postawiłem więc wyłącznie na asfalty. Trasa od chłopaków z ADV.pl miała ok. 350 km długości i prowadziła naprawdę świetnymi, krętymi drogami, z dużą ilością atrakcji po drodze.

Odwiedziliśmy m.in. pięknie położony zamek Spissky Hrad, jeździliśmy asfaltowym makaronem w parku narodowym Słowacki Raj, a w czasie powrotu podjechaliśmy do podnóży Tatr Wysokich. Fajna, relaksująca wycieczka, ze sporą dawką sportowego pazura. Mam nadzieję, że nie przyjdzie żadna pamiątkowa fotka.
Następne BMW Motorrad Days za rok. Wpadajcie koniecznie, nieważne jakim motocyklem jeździcie.
