NajnowszeKursy w Lublinie zawieszone. Instruktorzy: nie mamy kontroli nad kursantami

Kursy w Lublinie zawieszone. Instruktorzy: nie mamy kontroli nad kursantami

-

Po tragicznym wypadku, do jakiego doszło w poniedziałek w Lublinie, część tamtejszych ośrodków szkolenia kierowców zdecydowało się zawiesić kursy na prawo jazdy kategorii A. Instruktorzy obawiają się powtórki tragedii.

Przypomnijmy: w poniedziałek w oczekujące na zmianę świateł samochody wjechał rozpędzony kursant na motocyklu. 32-letni mężczyzna zginął na miejscu. Ze słów instruktora wynikało, że kursant miał kiepski dzień i prosił o udzielanie wskazówek na bieżąco. W krytycznym momencie nagle przyspieszył i przestał reagować na wezwania.

[sam id=”11″ codes=”true”]

Sześć lubelskich szkół nauki jazdy zdecydowało się zawiesić kursy na kategorię A do odwołania. Zdaniem instruktorów wypadek był konsekwencją niewłaściwego przygotowania warunków technicznych nowych kursów prawa jazdy.

Instruktorzy tłumaczą, że nie są w stanie całkowicie zapanować nad kursantem, który na spanikuje lub popełni błąd. Nie znają także zbyt dobrze ludzi, którzy wsiadają na bardzo szybkie Suzuki Gladiusy i nie wiedzą czy któryś z kursantów nie ma niskiej odporności na stres lub zaburzeń psychicznych.

Instruktorowi, który towarzyszył kursantowi podczas feralnej jazdy nie postawiono jak dotąd zarzutów. Inni instruktorzy wolą jednak dmuchać na zimne i nie ryzykować – to na nich ciąży odpowiedzialność za kursanta, nad którym kontrola jest dość ograniczona. 

Polskie przepisy nie mówią wprost czy instruktor ma jechać wspólnie z kursantem, za motocyklem czy z przodu. W Czechach standardem jest wspólna jazda instruktora i kursanta na jednym jednośladzie, zaś w Anglii można podejść do egzaminu bez ukończonego wcześniej kursu.

Suzuki Gladius, który wykorzystywany jest podczas kursów i egzaminów jest wyposażony w pochodzący z modelu SV650 dwucylindrowy silnik widlasty o mocy 72 KM. Podczas naszych redakcyjnych testów bez problemu osiągał on prędkości rzędu 180-200 km/h.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się nim!
Motovoyager
Motovoyagerhttps://motovoyager.net
Nasi czytelnicy to wybrana grupa ludzi. Motocykliści, którzy w Internecie szukają inteligentnej rozrywki, konkretnych porad lub inspiracji do wyjazdów motocyklowych. Nie jesteśmy serwisem dla każdego, zdajemy sobie z tego sprawę i… uważamy, że jest to nasz atut. Nie znajdziesz u nas artykułów nastawionych jedynie na kliki, nie wnoszących niczego merytorycznego. Nasza maksyma to: informować, radzić, bawić nie zaśmiecając głów czytelników bezsensownymi treściami.

18 KOMENTARZE

  1. Może jeszcze WORDy kupią z przetargu GSXy 1400 to taka Panna Lodzia albo jakiś Zakochany na pewno skończą 2 m pod ziemią.
    Porażka :(

  2. A niby jak mają kontrolować kursanta? Kij w szprychy? A może hipnoza przez radio? „Kolego…KOOOLEEEGOOOO!!!! Liczę do 3…3..2..1..Słysz dźwięk mojego głosu, dotknij ekranu..Uprasza się szanownego kursanta by tak nie zapierd.lał bo szanowny kursant zaparkuje komuś w tyle” To może zadziałać :)

  3. Szanowni Państwo,
    Problem polega na tym, że w Polsce instruktor nauki jazdy nie musi umiec jeździć, jest NAKAZ szkolenia od pierwszej lekcji na „sześćsetce”, a instruktorowi wolno jechać innym pojazdem za kursantem.
    Gdyby instruktor jechał razem z kursantem na motocyklu, tak jak szkolą normalne ośrodki, zamiast grzać tyłek na drugim motocyklu, nie doszłoby do wypadku.
    Od 2000 roku szkolę z tylnego siedzenia, skąd mogę zahamować, uniemożliwić ruszenie, zaś tor jazdy koryguję na bieżąco jeśli kursant popełnia błąd.
    Trzeba skończyć z absurdami prawnymi i dopuszczaniem do zawodu instruktora osób kompletnie nieprzygotowanych do zawodu. Obecnie byle dyletant może uzyskać uprawnienia instruktorskie, każdej kategorii, o ile posiada stosowne prawo jazdy. Powszechnie spotyka się instruktorów kategorii B, którzy nie mają i nigdy nie mieli własnego auta. W przypadku kategorii A dotyczy to 99% instruktorów.
    Zginął człowiek, zginął zgodnie z przepisami – przepisy NAKAZUJĄ wsadzać kursanta na motocykl zbyt duży jak na możliwości kursanta, jednocześnie nie nakazują jazdy z instruktorem na tylnym siedzeniu. Jeśli tak, to po jaką cholerę są zdublowane pedału w autach szkoleniowych?

  4. „Podczas naszych redakcyjnych testów bez problemu osiągał on prędkości rzędu 180-200 km/h.”
    Toyota Yaris też osiąga 180km/h!

  5. Takie przypadki potencjalnie zawsze moga sie zdazyc i popadanie w paranoje jest jeszcze gorsze, niczego nie zmieni. Gdyby sie zastanawiac nad potencjalnymi zagrozeniami to lepiej nie wychodzic z domu. Paranoja. W „przyrodzie” wypadki byly, sa i beda.

  6. Nie chciałbym się czapiać ale artykułu wynika, że redakcja popełniła rażące wykroczenie przekraczając dozwoloną prędkość nawet na autostradzie. Chyba, że ma udokumentowane pomiary prędkości z toru na którym dokonała tych pomiarów.
    :P

  7. Kurs na A nie jest obowiązkowy jak szkoła podstawowa.Ktoś po spełnieniu wymagań formalnych podjął świadomie taką decyzję zapisując się na kurs ,którego ukończenie niesie pewne ryzyko.Mimo tragizmu tej sytuacji nie dajmy się ponieść złym emocjom.

  8. Wreszcie ktoś się przyznał, że nie siedząc z kursantem na motocyklu nie ma nad nim kontroli.
    Może wreszcie szkoleniem kandydatów na motocyklistów/motorowerzystów zajmą się wyłącznie profesjonaliści a nie amatorzy siedzący w aucie i mądrujący się przez radio.

  9. @Tomek
    Od pewnego czasu przez www sledze Twoja szkole i uważam, że to co robisz jest wyjątkowo profesjonalne/interesujące i to pod każdym kątem. Jeżeli to co piszesz, w co zupełnie nie wątpię, to jest więcej niż skandal. Nie wyobrażalne. Dzieści/naście lat temu robiłem swoje prawko „A” we Francji i moim instruktorem była i jest osoba kompletnie żyjącą w symbiozie z motocyklami na co dzień lub wyczynowo. Nawet do głowy by mi nie przyszło, że można innych uczyć tego, co samemu się nie potrafi. Wszyscy wiemy, że w tej dziedzinie doświadczenie jest sprawą bardziej niż istotną, wręcz nieodzowną. We Francji mówi się, że dobry motocyklista to stary motocyklista, – coś w tym jest. Z drugiej strony, „pragnienie” motocykla dotarło do Polski trochę w złym momencie, tzn. gdy stal się modnym i trendy. To nie jest ten sam typ produktu „do skonsumowania” co ostatni model smartphone. Przyznacie, że ryzyko zupełnie inne. Uczenie jazdy innych to odpowiedzialność wyjątkowa, przynajmniej tak powinno być. Pewna euforia jaka jest ostatnimi laty w Polsce jeżeli chodzi o motocykle wywodzi się z naszej nie tak starej historii, tylko jest jeden problem, prawie trzydziestoletnia dziura, którą urzędasy starają się „zagospodarować” jak się da i jak najprędzej. Cwaniacy z tego skorzystali i tak jak w innych często dziedzinach ujrzeli eldorado. Szkoda tego chłopaka. Tak jak i każdego innego, co zapomina zamknąć szybki przed szerszeniami i robactwem co tego i innego pięknego lata zawiną się na kwitnących lipach i innych przydrożnych brzozach.

  10. Niektórzy pomstują że w Polsce każdy może zostać instruktorem. A przecież we Włoszech , Hiszpanii czy wspomnianej Francji i jeszcze paru cywilizowanych krajach uczyć cię może jeździć mama, ojciec, starszy brat czy kolega. To najzupełniej tam legalne i częste. Egzamin państwowy weryfikuje kwalifikacje zarówno kursantów ze szkół jazdy jak i tych pozostałych bo w końcu po to jest egzamin. I jakoś tam to działa z pożytkiem (także finansowym) dla obywatela. U nas to jednak nie .

  11. …a któż ma większe prawo do popełniania błędów jak nie kursant ? Nie można egzekwować doświadczenia oraz właściwych umiejętności i zachowań od kogoś przed kim zdobycie uprawnień jest mimo wszystko w momencie trwania kursu kwestią przyszłości. Nie możemy też w tym konkretnym przypadku przypisywać winy organizatorom ponieważ poddani nagonce zapobiegawczo będą kosić 99ciu na stu chętnych mimo że już dziś nie jest łatwo. Winne są głupie przepisy oraz ci którzy je tworzą z nastawieniem tylko i wył. na zysk jak również presja wynikająca ze świadomości egzaminowanych, którzy bezpośrednio doświadczają powyższych idiotyzmów i paranoi na własnej skórze … .

  12. Jaki wpływ na ruchy kierownicą i odkręcanie manety przez kursanta ma siedzący z tyłu instruktor.Całe szczęście, że jechał za motocyklem to go uratowało a kursant,choć to brutalne ale dobrze, że nikogo nie zabił.

  13. @AndrzejFJR w FR uczyć cie mogą rodzice gdy masz powyżej 16 lat, ale tylko jazdy samochodem na kategorie B oczywiście, na motocykl coś takiego nie istnieje. Wybacz !
    I nawet w tym wypadku to też nie jest takie proste, że wsiadasz i jedziesz. Musisz najpierw zdać egzamin ze znajomości kodeksu drogowego; następnie minimum 20 godz. z instruktorem i dopiero po pozwoleniu przez odpowiednie władze terytorialne możesz jeździć razem z przynajmniej z jednym z rodziców, należy przejechać min. 3000 km w jeden rok. Dopiero wtedy po ukonczeniu 18 lat można przystąpić do kompletnego egzaminu na prawo jazdy. Tu nie chodzi o to aby rodzice nauczali dziatwę, ale aby była większa praktyka i mniej nie zdanych egzaminów. Wybiera się to najczęściej z powodów finansowych, albowiem taki młody „B” uzyska niższe stawki ubezpieczeń i przechodzi egzamin pozytywnie w 70% co też jest dużym finansowym plusem.

  14. A co z kursami na licencję pilota?
    Przecież tam też nie ma kontroli nad kursantem.

    To może zawieśmy wszystkie kursy w kraju, gdzie przychodzi moment że kursant (uczeń) musi wykonać coś sam.

    Czy Wy zwariowaliście już do reszty?

  15. @ Jakub.We Francji i we Włoszech może cię uczyć jeździć osoba mająca prawo jazdy minimum 10 lat. W Wielkiej Brytanii 3 lata. I nie potrzeba tu żadnej administracyjnej zgody . Dotyczy to kat. B . Nie wiem jak jest gdzie indziej ale we Włoszech mając kat. B zdajesz egzamin na A bez kursu jeśli chcesz. Kurs na A jest obowiązkowy jeśli nie masz żadnej innej kategorii.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

POLECAMY

ZOBACZ RÓWNIEŻ