Warto regularnie weryfikować własne przekonania, ale przede wszystkim warto patrzeć na znaki drogowe. Przekonał się o tym kierowca Porsche, który na odcinku autostrady A2 pod Magdeburgiem rozpędził się do 321 km/h, myśląc, że nie ma tam ograniczenia prędkości. Tymczasem było – do 120 km/h, był też fotoradar, który zrobił bardzo drogie zdjęcie. W dodatku słony mandat może teraz nie być największym problemem tego mężczyzny…
Często lubimy sobie żartować w kontekście jazdy szybszej niż pozwalają przepisy, że oczywiście jechaliśmy po niemieckiej autostradzie. W powszechną świadomość, również motocyklistów, wryło się przekonanie, że na wszystkich trasach tego typu u naszego zachodniego sąsiada możemy się rozpędzać, ile fabryka dała. Tymczasem jest nieco inaczej – odcinków bez limitów prędkości jest wciąż wiele (szacuje się, że ok. 70% całej sieci autostrad), ale też stale przybywa miejsc, w których zarządca drogi ustawił ograniczenie, któremu często towarzyszą fotoradary.
Dzieje się tak m.in. z powodu pogarszającego się stanu technicznego autostrad w Niemczech i licznych remontów, a także przy dużym natężeniu ruchu na niektórych odcinkach, zwłaszcza pełniących również funkcję obwodnic dużych miast.

O ponad 200 km/h za szybko
Niedawno na odcinku autostrady A2 w okolicach Magdeburga kierowca Porsche został uwieczniony przez fotoradar, kiedy jechał z prędkością 321 km/h. Mężczyzna był widać przekonany, że to odcinek bez limitu. Tymczasem zarządca drogi ustanowił w tym miejscu ograniczenie do 120 km/h. Przekroczył więc limit o dokładnie 201 km/h, co jest jednym z najwyższych zanotowanych wyników w Niemczech w ostatnim czasie.
Co grozi teraz temu kierowcy? Na pewno dostanie 900 euro mandatu, a jego prawo jazdy zostanie zatrzymane na trzy miesiące. To jednak nie wszystko. Jego czyn może zostać zakwalifikowany jako nielegalne wyścigi, które są surowo karane w Niemczech. Jeżeli sąd przychyli się do takiej interpretacji, może skazać kierowcę na 15 miesięcy utraty uprawnień i grzywnę w wysokości jego dwumiesięcznych zarobków. Średnia niemiecka pensja wynosi w tym roku ok. 2850 euro netto, ale biorąc pod uwagę klasę auta, kara może być znacznie wyższa.
Legalnie, ale z konsekwencjami
Warto mieć świadomość, że również na niemieckich odcinkach bez limitu prędkości nie mamy pełnej swobody. Obowiązuje tam tzw. prędkość zalecana (Richtgeschwindigkeit) wynosząca 130 km/h. Nie jest to prawnie wiążące ograniczenie, więc teoretycznie można jechać szybciej, o ile pozwalają na to warunki i kierowca ma pełną kontrolę nad pojazdem.
Konsekwencje w razie wypadku są jednak istotne:
- Jeżeli do kolizji lub wypadku dojdzie przy prędkości wyższej niż 130 km/h, sąd może uznać, że kierowca przyczynił się do szkody, nawet jeśli formalnie miał prawo tak jechać.
- W praktyce oznacza to współodpowiedzialność i konieczność pokrycia części odszkodowania z własnej kieszeni lub przez ubezpieczenie
- Ten zapis ma zniechęcać do skrajnie szybkiej jazdy i podkreśla, że bezpieczeństwo jest ważniejsze niż sam brak limitu.
Co więcej, w Niemczech regularnie powraca dyskusja o zniesieniu przepisów, które rozsławiły Autobahny na całym świecie i ustaleniu stałego limitu. Powodami, oprócz względów bezpieczeństwa, są również ekologia, ekonomia i zamiłowanie Niemców do walki z hałasem. Zresztą już dziś zdecydowana większość niemieckich kierowców nie korzysta z przywileju legalnej bardzo szybkiej jazdy i jeździ po autostradach nawet wolniej niż zalecane 130 km/h. Może już się wyszaleli…
