Motocykl KTM, którego nie chciała Straż Miejska z Białej Podlaskiej sprzedano w ograniczonym przetargu… strażnikowi miejskiemu. To nie koniec – nabywca zapłacił za jednoślad cenę o niebo niższą niż te, które figurują w ogłoszeniach.

Sprawa motocykla Straży Miejskiej w Białej Podlaskiej zbulwersowała naszych czytelników. Kontrowersje wzbudziła zwłaszcza forma przetargu – ograniczono go tylko do miejskich urzędników. Także cena wywoławcza motocykla – 12 800 zł była mocno podejrzana. Motocykle KTM z takim przebiegiem na portalach aukcyjnych i ogłoszeniowych znaleźć można za około 20 000 zł.

[sam id=”11″ codes=”true”]

Jak informuje dziennikwschodni.pl przetarg wygrał jeden z bialskich strażników miejskich, który zaoferował kwotę 14 490 zł. Przypomnijmy – motocykl wyprodukowany w 2010 roku miał zaledwie 130 km przebiegu. Ani Urząd Miasta, ani Straż Miejska nie dopatrzyły się w całej sytuacji niczego niestosownego. Komendant Straży Artur Żukowski w odpowiedzi na pismo jednego z naszych oburzonych czytelników stwierdził, że „Sprzedaż motocykla odbywa się na podstawie zarządzenia (…) Prezydenta Miasta Biała Podlaska” i dotyczy „likwidacji majątku zbędnego”.

KTM nie dla straży (2)Komendant Żukowski dodał także, że „proces wyceny i likwidacji (…) prowadzony jest przez działającą w Urzędzie Miasta komisję likwidacyjną, powołaną przez Prezydenta Miasta”. Oznacza to, że urzędnicy nie mają obowiązku ani ochoty starać się uzyskać korzystnej ceny.

KTM nie dla straży (1)Choć taki przetarg nie łamie prawa, jest przykładem rażącej niegospodarności – kwota uzyskana podczas sprzedaży przez portal aukcyjny byłaby z pewnością znacznie wyższa. Bulwersujący jest także fakt, że strażnik miejski, który nie potrafił korzystać z motocykla służbowo, umie użytkować jednoślad prywatnie.

9 KOMENTARZE

  1. Widać jak niewiele wiedzą tzw. przeciętni pracownicy sektora prywatnego o tym w jaki sposób marnotrawiona jest publiczna kasa. Przykład z podwórka publicznych uczelni – ciekaw jestem kto będzie zaskoczony – pracownicy od doktora habilitowanego wzwyż (a często i od doktora) mają masowo kupowane laptopy warte powyżej 9-10000 zł do własnego użytku. Za uczelnianą, więc też ministerialną kasę.

    Nikt nikogo nie czaruje, będą wykorzystywane do przeglądania Internetu, pisania maili i szpanu. Mniej więcej po 2-3 latach wymienia się taki sprzęt na nowy, a stary trafia do szafy i czeka na likwidację. Gdy czytam o motocyklu, to pusty śmiech mnie ogarnia: kilkadziesiąt tysięcy złotych w skali tego co widzę w swojej pracy to grosze, aby wydać taką kwotę na przykład na drukarkę nie muszę nikogo właściwie pytać o zgodę. Piszę zapotrzebowanie, ogłasza się przetarg i po niedługim czasie mogę mieć przy biurku w pokoju kombajn do obsługi małej firmy. A tu na własny użytek. Niestety.

  2. różnicę niech dopłaci urzędas, który uzasadnił potrzebę zakupu tego motocykla. Co to do cholery ma być? Jaja sobie ktoś robi z podatników?

  3. Jestem pracownikiem wyższej uczelni. I powiem Maćku krótko – gadasz głupoty i cuda na kiju. Dowiedz się, sprawdź. Potem komentuj.
    :)

  4. Motovoyager piętnuje nieuczciwośc w państwowych instytucjach natomiast sam popełnia kradzieże. Od pół roku staram się odzyskac pieniądze, które zapłaciłem za prenumeratę, która nie doszła do skutku. Nikt nie odpowiada na moje wiadomości. Co jest sytuacją zupełnie odwrotną, kiedy chciałem ją wykupic. Sprawa wyląduje na policji w najbliższym czasie. Wstyd!!!

    • Aleksander – portal motovoyager.net nie był wydawcą Magazynu Motovoyager. Nie jesteśmy prawnie powiązani z tamtym tytułem.

  5. Wydawcą nie jesteście ale sukcesorem jak najbardziej. Nowa forma prawna jest tylko ucieczką przed zapłatą pieniędzy ludziom, którzy wam zaufali i zapłacili za prenumeratę. Jeżeli uważacie się, w związku z tym, za oczyszczonych moralnie, to tylko pogratulować. Ja nie potrafiłbym spokojnie zasnąć. I proponuję – nie moralizujcie, bo nie jesteście tymi, którzy mogliby to robić.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Zapisz się na MV-newsletter!