Ubiegły sezon motocyklowy rozpocząłem fantastycznym zlotem. Mimo, że imprez w naszym kraju nie brakowało, a pogoda nie zachęcała do dalszych wyjazdów, wybrałem się z kolegami na Brest Biker Fest na Białoruś.

Tekst i zdjęcia: Paweł Oleszczuk

Ta wyprawa bierze udział w konkursie „Dziel się frajdą, zgarniaj nagrody”.

Na początku ubiegłego sezonu sprawdzam jakie wydarzenia motocyklowe planowane są w mojej okolicy. Znajduję standardowe rozpoczęcia sezonu w różnych miejscach, jednak największą uwagę przykuwa Brest Biker Fest w Brześciu na Białorusi. Zaczynam szukać informacji na ten temat, lecz na polskojęzycznych stronach nic nie znajduję, więc odpuszczam tę imprezę.

Koledzy z Gromu
Na rozpoczęciu sezonu w Białej Podlaskiej poznaję bliżej nowych kolegów z klubu Grom. Po rozmowie z nimi i dowiaduję się, że co roku organizują wyjazd do Brześcia. Postanawiam wybrać się tam z nimi.

[sam id=”11″ codes=”true”]

W piątek rano, po zebraniu i wykupieniu wszystkich dokumentów tj zielonej karty, wizy i paszportu, zbieramy się na stacji benzynowej na obrzeżach miasta. Miało być 14 maszyn ale w ostateczności przyjeżdża dziewięć. O siódmej ruszamy. Pogoda jest przyzwoita, niestety nie na długo. W Terespolu dołącza do nas Leszek. Razem wjeżdżamy na przejście graniczne. Wszystko przebiega bardzo płynnie. Białorusini wstrzymują dla nas ruch z naprzeciwka, abyśmy mogli bezproblemowo przejechać na ich stronę do kontroli paszportowej.

Kawa w Kobryniu
Kilku motocyklistom z innej grupy zabrakło kilku dokumentów od pierwszego białoruskiego pogranicznika i niestety muszą do niego wrócić. Dzięki temu że Marek wyśmienicie mówi po białorusku, wypełniamy bezbłędnie wszystkie dokumenty i już jesteśmy legalnie po drugiej stronie Bugu.

Policja czuwała nad bezpieczeństwem i trzeźwością
Zaczyna padać. Kiedy już po chwili leje jak z cebra, postanawiamy zmienić plan podróży. Odpuszczamy wizytę w Pińsku, gdzie zamierzaliśmy obejrzeć pozostałości po flocie rzecznej, która tam stacjonowała. Po zatankowaniu maszyn do pełna paliwem po 3 zł za litr jedziemy prosto na miejsce imprezy. Po dotarciu do Brześcia kwaterujemy się w pokojach, które są rarytasem – nie ma ich zbyt wiele i trzeba je rezerwować z rocznym wyprzedzeniem.

ośrodek7
Słońce czasem było łaskawe
Szukamy pomysłu na resztę dnia. Po krótkiej naradzie postanawiamy odwiedzić pobliski Kobryń. Część z nas zostaje w ośrodku a reszta rusza na zwiedzanie. Białoruś jest bardzo czysta, na murach budynków nie ma żadnych malowideł rzekomych artystów a na chodnikach nie znajdzie się niedopałków ani papierów.

Ośrodek6
Teren zlotu był świetnie zorganizowany
Słonce wychodzi zza chmur. Docieramy do celu po kilkunastu minutach. W międzyczasie dowiaduję się, że na miejscu przebywa jeden z kolegów z „Gromu” – może pokazać nam miasteczko, które zna na wylot. Na miejscu, po krótkim powitaniu bierzemy się za zwiedzanie. Zaczynamy od polskiej parafii w Kobryniu, a po obejrzeniu wszystkich ciekawych miejsc kończymy na oglądaniu cerkwi. Wieczór się zbliża, więc postanawiamy wracać na kwatery.

Kobryń
Po powrocie wyskakujemy z ciuchów motocyklowych i idziemy na imprezę zorganizowaną na terenie zlotu. Ludzie są wyjątkowo życzliwi. Częstują nas wszystkim co mają: słoniną, chlebem i wódką. Piękne Białorusinki chodzą i zachęcają do degustacji lokalnych wyrobów spirytusowych.

Stare wejście do Twierdzy Brzeskiej od strony Terespola
Następnego dnia szykujemy się do parady. W tym roku na zlocie ze względu na pogodę maszyn jest „niewiele” – około dwóch tysięcy. Parada to przejazd z ośrodka do Brześcia – 20 kilometrów. Po paradzie zwiedzamy Twierdzę Brzeską, następnie wracamy na dalszą część zabawy.

ośrodek4
Kamper w wersji motocyklowej
W niedzielę pozostaje nam się spakować i wracać do domu. Przejazd przez granicę przebiega jeszcze szybciej niż poprzednio. Po zjechaniu z terminalu granicznego zaczyna znowu padać więc jak najszybciej żegnamy się i jedziemy w swoją stronę.

Nowe wejście do Twierdzy Brzeskiej
W tym roku wybieram się na kolejny zlot w Brześciu. Mam nadzieję, że delegacja z Polski będzie liczniejsza, bo w zeszłym było w sumie około 15 osób. Zlot został zapoczątkowany przez właścicieli Goldwingów lecz rozrósł się na tyle, że samych „złotych skrzydeł” jest około połowa. Reszta to przekrój wszystkich marek dostępnych na rynku. Przyjeżdżają tutaj bikerzy ze Szwecji, Łotwy, Litwy, Estonii, Grecji, Ukrainy oraz Rosji.

Autor
Autor relacji - Paweł Oleszczuk

[sam id=”11″ codes=”true”]

2 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ