Policjanci z Polski i zagranicy, broń, motocykle, samochody, konkurs strzelecki, konkurs precyzyjnej jazdy, motocyklowa parada, wystawa nietuzinkowych aut i wiele, wiele innych atrakcji! Brzmi atrakcyjnie? No pewnie! Mundurowi z kraju i Europy pokazali, że umieją się bawić i rywalizować ze sobą. A my uczestniczyliśmy w tym wszystkim!
W dniach 8-11 sierpnia, w Warszawie miał miejsce 73. Międzynarodowy Zlot Gwiaździsty Policji organizowany przez IPMC (International Police Motor Corporation), stowarzyszenie powołane do życia w 1930 roku w Hamburgu.
Tegoroczny zlot zbiegł się w czasie z obchodami setnej rocznicy powstania Interpolu (międzynarodowej organizacji zrzeszającej policje 195 krajów, pomagającej organom ścigania w walce z różnorodnymi formami przestępczości, szczególnie międzynarodowej). W imprezie zapowiedziało udział ponad 80 funkcjonariuszy z takich krajów jak: Austria, Niemcy, Słowacja, Słowenia, Słowenia, Szwajcaria, Ukraina i oczywiście Polska. Finalnie niestety było ich mniej, ale i tak frekwencja całkiem dopisała.
Choć zlot miał cztery dni, my zostaliśmy zaproszeni na dwa pierwsze, naszym zdaniem najciekawsze. Wszystko zaczęło się od wizyty w strzelnicy Legii w Rembertowie. Jest to wojskowy obiekt, do którego nie można się dostać ot tak z zewnątrz. Musiałem poczekać przed bramą, zatrzymany przez dwóch żołnierzy, zanim organizator nie przyśle kogoś, kto potwierdzi moje uczestnictwo w imprezie – nie miałem żadnej przepustki czy dokumentu zaproszenia.
Startuję w konkursie strzeleckim?
Po chwili oczekiwania zostałem wpuszczony i kierując się hukami wystrzałów trafiłem na rozległy obiekt, na którym zastałem wesołą i kolorową ciżbę mundurowych z różnych europejskich krajów. Okazało się, że zostałem dopuszczony do strzelania, choć mój start odbywał się (co się okazało dopiero później) bez klasyfikacji.
Najpierw strzelałem z pistoletu maszynowego skorpion,

a następnie z glocka 17. Okazało się, że trafiłem kilka dziesiątek i dziewiątek, a przecież podjąłem się zdania z zaskoczenia, jak stałem, schodząc z Suzuki GSX-S 1000GT, którym przyjechałem na miejsce. Do ręki pięć nabojów i wal.

Potem udałem się na miejsce strzelania do rzutków. W akompaniamencie międzynarodowych krzyków dopingujących aktualnie strzelających zawodników ciężko było się odnaleźć, szczególnie, że do takiego ruchomego celu miałem strzelać po raz pierwszy w życiu. Do ręki dostałem dubeltówkę oraz znów pięć nabojów.

Po wydaniu przeze mnie komendy – Daj! instruktorka naciskała przycisk i specjalne urządzenie wystrzeliwało pomarańczowy dysk. Pach! Niestety nietrafiony. Za to łamiąc broń po strzale trafiłem – wyskakującą łuską prosto w twarz. Zawodnicy stojący obok mnie, którzy to widzieli, zareagowali gromkim śmiechem. Śmiałem się i ja, pamiętając, żeby następny raz broń delikatnie przekrzywić na bok, łamiąc ją po strzale.
Kolejny rzutek nietrafiony, ale trzeci i czwarty już tak. Piąty znowu pudło. Dwa na pięć – mistrzem w tym nie jestem, ale ucieszyłem się bardzo z dwóch trafień.
Potem pędem na stanowisko snajperów, jak nazywali mundurowi strzelanie na dystansie 100 metrów z karabinu z optyką.

Dziesiątka, dwie dziewiątki, ósemka i piątka. Nieźle, jak na pierwszy raz i znów z marszu oddane pięć strzałów, bez żadnej możliwości wstrzelenia się w broń.

Szkoda, że mnie nie sklasyfikowano, ale cóż – ostatni raz mundur miałem na sobie w podstawówce, i nie był to mundur a mundurek. Więc wiadomo, mundurowym nie jestem, a to był konkurs dla nich…
Parada!

Po strzelaniu kolejną atrakcją była parada. Maszyn było kilkadziesiąt, dlatego też organizatorzy zdecydowali się na asystę radiowozu, który bezpiecznie „na bombach” prowadził całą kawalkadę. Policyjny samochód wyprowadził nas z miasta, przejeżdżając z nami przez pierwsze kilometry, a później mieliśmy już radzić sobie sami.

Szczerze wam powiem, że trasa tej parady była tak nieprzemyślana, że za prowadzących ją motocyklistów czułem wręcz wstyd. Jadą z nami goście z Europy, trzeba pokazać im piękno Warszawy czy podwarszawskich okolic. Tymczasem zrobiliśmy kółko po Rembertowie, Ząbkach, Zielonce, Wołominie i Kobyłce. Wyjątkowo nieatrakcyjne do jazdy i równie mało efektowne wizualnie rejony, mając na wyciągnięcie ręki okolice Jeziora Zegrzyńskiego.

Gdy okazało się, że przejechaliśmy pełne kółko, jadąc wciąż 30-50 km/h po terenie zabudowanym i mijamy to samo skrzyżowanie, co kilkadziesiąt minut wcześniej, poczułem że cierpliwość mi się kończy. Do tego pogoda w kratkę – pada i przestaje padać, pada i przestaje i tak kilka razy. Gdy kawalkada została skierowana przez miejscowość Wołomin w kierunku Tłuszcza, stwierdziłem, że to najlepszy moment na odjazd do domu. W końcu następnego dnia widzimy się na Bemowie!
Konkurs jazdy precyzyjnej i bezpieczne Bemowo

Na terenie Automobilklubu Polskiego na Bemowie rozgrywane były Mistrzostwa Europy IPMC w jeździe motocyklami oraz samochodami, w których uczestniczyli nasi funkcjonariusze. Impreza odbywała się wraz z piknikiem „Bezpiecznie na Bemowie”, więc atrakcji absolutnie nie mogło zabraknąć. Były motocykle policyjne,

radiowozy,

a także „buda” Służby Więziennej i namiot, w którym strażnicy SW prezentowali sprzęt, jakiego używają np. do tłumienia więziennych zamieszek, namiot ratowników pogotowia z fantomem do nauki resuscytacji i wiele innych atrakcji,

takich jak np. wybór motocykli i aut jednego ze sponsorów wydarzenia, czyli firmy Suzuki Motor Poland (na której zaproszenie uczestniczyliśmy w tej imprezie).

Funkcjonariusze zajęci byli rywalizacją. Na płycie lotniska rozstawiono pachołki i zbudowano dwa tory – motocyklowy i samochodowy. W konkursie ścigano się pojazdami – a jakże – marki Suzuki – samochodami S-Cross i motocyklami GSX-S 125.
Impreza była niezwykle udana, pogoda dopisała, były atrakcje, znajomi i rozmowy z nieznajomymi. Bardzo ciekawy event!
Dziękuję Suzuki Motor Poland za możliwość uczestniczenia w tym wydarzeniu!




