Zawieszenie V-Stroma jest znacznie sztywniejsze – tutaj również zastosowano regulację twardości tyłu i przodu, ale fabryczne ustawienia zapewniają lepsze wyczucie przodu niż to, które oferuje Versys. W terenie ręce mają wprawdzie nieco mniejszy komfort, ale na asfalcie V-Strom radzi sobie znakomicie.
I dlatego właśnie, z powodu lepszego „czucia” motocykla, zdecydowanie lepiej w lekkim terenie jeździło mi się V-Stromem. Oczywiście do jazdy w ciężkim terenie nie nadaje się żaden z nich, jednak dla mnie Sztormiak ma w tym aspekcie niewielką przewagę na Versysem.
Mariusz
Żaden z podróżników nie uniknął jednak przykrej cechy, która w motocyklu przeznaczonym na asfalt jest nie do pomyślenia – wężykowania. Szczególnie doskwiera mi to w Versysie, który bez najmniejszego stresu pojedzie ponad 200 km/h. Właściwie: pojechałby bez stresu, bo powyżej 170 km/h przednie koło sprawia wrażenie braku kontaktu z asfaltem – pierwsze, co wówczas przychodzi na myśl, to „Ojcze Nasz”.
W Suzuki podążanie przedniego koła śladem węża nie jest tak dokuczliwe, ale pojawia się nieco wcześniej – bo czasem już od 150 km/h. Piorunująca mieszanka wężykowania i dramatycznego jęku silnika skutecznie zniechęca do testowania prędkości maksymalnej V-Stroma.