Kawasaki W800 to efektowny pomnik dawnych czasów, skrywający jednak kilka współczesnych rozwiązań. Jest jak poranny uśmiech ukochanej kobiety dający zapomnieć o portfelu skutecznie odchudzonym w galerii handlowej.
Jeśli zaatakujemy kogoś szybkim pytaniem o skojarzenie ze słowem „motocykl”, w jego głowie prawdopodobnie pojawi się obraz pojazdu bardzo podobnego do Kawasaki W800. Idealne proporcje, pięknie wyeksponowany silnik i dużo chromu. Parafrazując legendę polskiej myśli trenerskiej „lampa jest okrągła, opony są dwie”. To najkrótszy i jednocześnie najbardziej trafny opis perełki z Akashi.
Na początku zastrzegam, że tym razem będę wyjątkowo nieobiektywny. W800 jest motocyklem, który wielbię od lat i możliwość spędzenia na nim kilku dni była jedną z najlepszych rzeczy, które spotkały mnie tej wiosny. W moje niecierpliwe ręce trafił egzemplarz z roku modelowego 2015 w pięknym wiśniowo – kremowym malowaniu.
Samo określenie wyglądu tej maszyny jako klasyczny nie wystarczy, gdyż klasyka niejedno ma imię. Barokowe motocykle zza oceanu mają twarz Elizabeth Taylor z „Kleopatry”, klasyczne UJM-y z wysp japońskich kuszą jak zadziorna Farrah Fawcett z „Aniołków Charliego”. Obcowanie z Kawasaki W800 to „Śniadanie u Tiffany’ego” w towarzystwie Audrey Hepburn – wielka klasa, stonowana elegancja, doskonałe proporcje. Jest to maszyna nawiązująca do brytyjskiej tradycji motoryzacyjnej, z BSA i Triumphem na czele.
W stylistyce W800 praktycznie nie ma słabych punktów. Wszystko jest spójne, estetyczne, proporcjonalne i starannie wykonane. Nie ma miejsca na wstydliwe zakątki, które można ukryć pod owiewką – tu każdy element jest na wierzchu i poza swoją główną funkcją buduje też ogólny wizerunek maszyny. Mamy tu więc okrągłe lampy ze stylowymi wysięgnikami kierunkowskazów, klasyczny zbiornik paliwa w dwukolorowym malowaniu z chromowanym logo „W” i piękną przeszywaną kanapę.
Błotniki ociekają chromem, a ich polerowanie stało się na kilka dni moim głównym hobby. Urzeka również efektownie ożebrowany silnik umieszczony w tradycyjnej kołyskowej ramie. Prawdziwym smakołykiem jest klasyczne zawieszenie z dwoma regulowanymi sprężynami z tyłu i przednie teleskopy w gumowych osłonach, a także tłumiki o butelkowym kształcie, idealnie dopasowane do motocykla.
Wszystko to sprawia, że obchodząc W800 dookoła cmokamy z podziwem jak arabski szejk na aukcji koni w Janowie Podlaskim. Jedyne plastikowe elementy, jakie wypatrzyłem to obudowa zegarów i przełączniki na kierownicy, nie kłują jedak w oczy jak blizny po skalpelu pod silikonową piersią. Cała reszta to wyłącznie czysty metal i guma.
