Suzuki Inazuma zaskakuje. Wygodna pozycja kierowcy pozwala użytkować ją niemal każdemu, a niezwykle dynamiczny silnik daje sporo frajdy w mieście. Czy mała Inazuma ma zatem wady? Sprawdzaliśmy to podczas testu.
Zdjęcia do testu: Izabela Jurkowska
Suzuki GW250 Inazuma jest motocyklem rewolucyjnym. Po pierwsze dlatego, że powstał we współpracy z firmą Haojue – znanym chińskim producentem jednośladów. Po drugie – Japończycy odważyli się użyć dla miejskiego maleństwa nazwy, która stała się niemal kultowa wśród posiadaczy specjalnej wersji Suzuki GSX1200.
Michał Stefaniak, użytkownik Suzuki GSX1200 Inazuma:
GSX1200 przyspiesza od zera do 100 km/h w 2,9 s czyli tak samo jak Yamaha R1, więc nazwa „Inazuma” czyli „Błyskawica” jest dla tego motocykla jak najbardziej odpowiednia. Nadanie takiego przydomka małemu miejskiemu toczydłu traktuję jako żart projektantów lub próbę podniesienia rangi tego sprzętu.
Duża, choć mała
Kiedy patrzę na Inazumę, pierwsze przychodzi mi do głowy to, że jest dość mała. Wrażenie znika po zajęciu miejsca za kierownicą ustępując poczuciu pełnej kontroli nad niewielkim jednośladem. Z „małej” Inazuma zmienia się w „poręczną”. Lekkość i wyważenie motocykla dobrze wróżą szybkim manewrom w miejskiej przestrzeni. Linie motocykla sprawiają również wrażenie, że maszyna wydaje się być większa niż jest w rzeczywistości. Dodatkowo efekt ten potęgują dwa tłumiki poprowadzone nisko po obu stronach tylnego koła.
[sam id=”11″ codes=”true”]
Inazuma wygląda na motocykl tani. Próżno szukać tutaj śladów misternych detali z Yamahy MT-09 lub Suzuki GSR750. Wszystko zostało podporządkowane kryterium ceny – nawet pokrycie kanapy wykonane z „gustownego” skaju wygląda jak żywcem wzięte z lat 90. Jeśli weźmiemy jednak pod uwagę, że tegoroczny model można kupić już za niecałe 18 000 zł, siermiężne wykończenia zaczynają wyglądać jakoś ładniej.

