_SLIDERMotocykle istnieją tylko teoretycznie. W praktyce nie istnieją

Motocykle istnieją tylko teoretycznie. W praktyce nie istnieją [FELIETON]

-

Nie ma w Google – nie ma wcale. To przysłowie znakomicie oddaje stan świadomości naszych włodarzy w kwestii istnienia motocykli. Motocykle w umysłach ludzi odpowiedzialnych za stan bezpieczeństwa naszych dróg nie istnieją.

Gdy podróżuję po piękniejących w oczach drogach naszego wspaniałego kraju, co rusz dociera do mnie, że motocykle w naszym kraju nie istnieją. To znaczy istnieją teoretycznie, jak powiedziałby słusznie miniony minister Sienkiewicz. Zarówno ministrowie, jak i lokalni kierownicy zarządów dróg wiedzą wprawdzie, że istnieje coś takiego jak jednoślad, ale nie uważają tego za pełnoprawny pojazd. Raczej jakąś

fraszkę, igraszkę, zabawkę blaszaną.

W mediach na szczęście kończy się powoli era straszenia opinii publicznej potworem motocyklowym, który niesie tylko śmierć i kalectwo. Akcje „idzie wiosna, będą warzywa” przygotowywane przez kompletnych durniów, którzy nigdy nie siedzieli na motocyklach, zastępowane są coraz częściej rzetelnymi kampaniami informacyjnymi i to cieszy.

Ale kiedy w mediach i na drogach sytuacja idzie ku zrozumieniu wzajemnych racji, równocześnie bez mrugnięcia okiem głupi urzędnicy wydają decyzje o zastosowaniu barier linowych, które w wielu przypadkach działają na motocyklistów jak gilotyna. No ale co z tego? Ważne, że dla „prawdziwych” pojazdów, czyli samochodów, rozwiązanie to jest skuteczne.

Dawcom śmierć

Głupota lub bezmyślność nie dopuszczają do urzędniczych łbów nawet myśli o zastosowaniu w tradycyjnych barierach aluminiowych specjalnych osłon, które zapobiegają poważnym obrażeniom motocyklistów podczas wypadku. Rozwiązania takie są standardem w całej Europie Zachodniej, w którą tak chętnie wpatrują się urzędnicze ślepia.

Ponieważ motocykle to fanaberia i zakała dróg, drogowcy z uporem maniaka malują znaki poziome farbą, która z powodzeniem mogłaby zastąpić nawierzchnię pierwszoligowego lodowiska. Obstawiam, że dostali pokaźne zapasy tej farby z krajów starej Unii, gdzie paskudztwo to wycofano wiele lat temu jako zbyt niebezpieczne.

Ręka w górę jak często na górskich drogach Alp zdarzyło się wam spotkać leżący na zakręcie żwir? Ano właśnie. Dla zarządców tamtych dróg jest jasne, że tych kilka kamyczków może stanowić śmiertelne niebezpieczeństwo dla motocyklistów. Dbają, żeby nie narazić się na proces i wyrzuty sumienia.

U nas na sprawę patrzy się nico inaczej – samochód przejedzie, więc luz, kto by się tam dawcą przejmował –

niech ginie albo ostrożnie jeździ.

No i ostatni problem. Pętle indukcyjne. Jakoś we wrześniu czekałem 10 minut na zmianę światła na pustym skrzyżowaniu. Zmieniło się kiedy podjechał samochód. Niech mi ktoś powie, że jako motocyklista nie jestem dyskryminowany. W Stanach władze poradziły sobie z tym problemem – bikerzy mogą przejechać na czerwonym. A u nas? Zapewne wzorem Korei Północnej urzędnicy zakażą jazdy motocyklem.

Albo nie zakażą. Dla nich i tak motocykle nie istnieją.

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się nim!