Stało się! Namówił mnie! Szybki telefon od Brzozy – Testujesz Scouta? Pierwsza myśl, i tutaj zlinczuje mnie każdy fan cruiserów i chopperów, – Z nogami do przodu to tylko w trumnie! Takie dość ortodoksyjne zdanie wyrobiłem sobie po testach Ducati Xdiavela. Jak będzie z Indianem Scoutem?
Autor tekstu i zdjęć: Maciej Bejma
Najpierw ponarzekam – po jakiego grzyba sety z przodu, jak na każdej najechanej studzience czujemy każdy kręg kręgosłupa uderzający jeden o drugi? Pozycja ta nigdy nie dawała mi zbyt dużego komfortu, patrząc na dotychczasowe doświadczenia. Ale cóż zrobić, jadę po Scouta!
Pierwsze wrażenie

Pierwsze wrażenie nasz tytułowy harcerzyk sprawił bardzo sympatyczne, od razu widać tu historyczny sznyt. Zabudowane błotniki, w wersji testowanej w kolorze soczystej zieleni, były dodatkowo uwydatnione stylowymi, oldskulowymi szparunkami. Ilość wysokiej jakości chromu, w słoneczne dni pozwala oślepić niejednego pilota F-16 patrolującego niebo nad naszą Ojczyzną. Kawał klasyki, prawda?

A to dopiero początek. Klasyczne zegary ograniczone do zbędnego klasycznego minimum. Mamy do dyspozycji analogowy prędkościomierz z mega klasycznym cyferblatem, z doskonale ulokowanym wyświetlaczem cyfrowym, w którym mamy informację o zapiętym biegu oraz elektroniczny obrotomierz.

Indian daje nam możliwość przełączania wskazań miedzy obrotomierzem, licznikiem przebiegu dziennego, temperaturą silnika oraz drogomierzem. Wisienką na naszym amerykańskim torciku jest kanapa.

W egzemplarzu testowanym moje oko cieszyła oczywiście skórzana kanapa, w bananowym kolorze zwieńczona pięknym logo „Indian”.
Trzeba go zabrać do domu!

Do przejechania całe Trójmiasto, pierwsze kilometry były straszne. Nie moja pozycja, to nie hamuje, a w głowie siedziały mi cały czas słowa Michała z salonu Indiana w Gdańsku: – Zabierz go na winkle. Jak? Po co? Jednak nie zniechęcałem się. Szukałem pozytywów, wszak taki kawał legendy nie może być zły.
Droga do domu prowadziła przez miasto w godzinach szczytu, powiedzmy sobie szczerze, niezbyt dobre warunki na test takiego motocykla…
W teorii…

W praktyce zaczynałem odnajdywać coraz więcej pozytywów naszego amerykańskiego koleżki. Kierownica wydaje się dość szeroka, jak to zazwyczaj bywa w motocyklach tej klasy, i tutaj ogromy ukłon dla producenta. Motocykl w ruchu miejskim porusza się tak zwinnie, że nie czujemy masy ponad 250 kg, i możemy całkiem sprawnie poruszać się miedzy autami.
Ziomeczku z zza oceanu! Zaczynam cię lubić!

Myślałem, że zwinność tego motocykla będzie porównywalna do typowego fana kurczaków z Kentucky. Ha…Myliłem się!
Kolejną rzeczą która zaczynała powodować coraz większy banan na mojej skromnej facjacie ukrytej pod kaskiem w malowaniu Brozac (najsłynniejszy Smiley na froncie kasku) był silnik…

Myślę sobie… amerykańska v-ka, będzie tylko na początku, przy wyższych obrotach – nuda. Kolejny błąd Macieju… Mamy do dyspozycji równo 100 KM i 97 Nm przy pojemności 1133 ccm w układzie V przy kącie rozwarcia cylindrów 60 stopni. Dlaczego Maciej tym razem znów się mylił? Spodziewałem się momentu obrotowego dostępnego bardzo nisko. No właśnie… kolejny zaciesz pojawił się w momencie kręcenia Harcerzyka powyżej 5600 obr/min. Tak! Właśnie tak wysoko, w tak klasycznej linii, niezły mindfuck.

Motocykl jest dynamiczny jak na cruisera, aczkolwiek nie spodziewajcie się wyrywania nadgarstków. Najprzyjemniejsze odczucia z jazdy mamy do 140 km/h, powyżej tej prędkości, z racji koncepcji tego motocykla oraz braku owiewki, zaczyna po prostu mocno wiać.

Skrzynia biegów jest bardzo precyzyjna, każdy bieg wchodzi dość soczyście i pewnie. Co najważniejsze, nie mamy problemu ze znalezieniem luzu.
Hamuje, hamuje… tylko umieć trzeba

Wróćmy może do jego wady, a w zasadzie do zrozumienia budowy tego motocykla oraz niskiej linii rozmieszczenia masy. Mówiłem, że to nie hamuje. Zdziwicie się. To zaczęło hamować. Po przestawieniu myślenia, i przyzwyczajeń, w końcu neuron w mojej głowie dobiegł do celu i zagościł w tej myśli: Dlaczego tarcza hamulcowa z przodu i tarcza z tyłu są tej samej średnicy? Od kiedy tylko zacząłem używać naprzemiennie, oraz oczywiście wspólnie, przedniego i tylnego hamulca, ta wada zniknęła, a w jej miejsce pojawiła się efektywność. Znajdą się zapewne malkontenci, którzy stwierdzą, że brakuje 3-tłoczkowego zacisku, albo drugiej tarczy z przodu. Polecam jednak zmienić myślenie. To naprawdę działa efektywnie, i producent wie co robi, namawiając niejako klientelę, do stabilizowania motocykla podczas hamowania, używaniem obu opóźniaczy.
Przede mną kilka dni z Indianem, byłem rozochocony na myśl pełnego jego testu. Chwilowo znienawidziłem wszystkich prezenterów pogody jak i samą aurę. Kazaliście mi cały jeden dzień siedzieć w garażu i podziwiać motocykl, który było mi mega żal wyprowadzać na deszcz.
Jednak przeczekałem niepogodę, wstałem następnego dnia – słońce! Testujemy!

Jak pomyślał, tak poczynił… Wróciła ona, ta jedna, natarczywa myśl: – Zabierz go na winkle. Zatem…
Jedziemy na Kaszuby!

No bo z kim, jak nie z Harcerzem wędrówki w nieznane mogą być odkrywcze i fascynujące.
Po miejskiej przejażdżce zdążyłem już zasmakować zwinności i przyzwyczaić się do pozycji. Info dla sceptyków… nie popełniajcie mojego błędu… Sama pozycja na motocyklu jest bardzo ergonomiczna, sety wysunięte do przodu, jak na criusera przystało, do tego wygodna kierownica, no i oczywiście siodło… Tutaj pierwsze wrażenie, że siodło jest małe, po prostu znika bardzo szybko. Dawno nie siedziałem na tak wygodnej kanapie, wyprofilowanej wprost idealnie dla cruiserowej pozycji, pozwalające bez problemu kolanami przytulić bak.
Dlaczego było mi tak wygodnie? Dlaczego nie liczyłem poszczególnych kręgów kręgosłupa na mijanych nierównościach?
