Przejechali motocyklem kawał Europy, kilka razy Amerykę Północną i Środkową, a w podróży po Ameryce Południowej byli bez przerwy przez 18 miesięcy. Ich dwuletni Harley Pan America ma już 100 tys. km przebiegu. Eli i Grzegorzowi Kędziorom z kanału „Screw It, Let’s Ride” wciąż jednak mało. Świat jest zbyt piękny i pociągający, żeby siedzieć w domu.
Rozmawiał: Konrad Bartnik
Z Elą i Grzegorzem spotkałem się w warszawskim salonie H-D Twin Peaks, przed ich zaplanowaną na ten wieczór prezentacją. Okazali się bardzo przyjaznymi, otwartymi i wręcz kipiącymi miłością do podróży ludźmi. Krótka pogawędka zmieniła się w godzinną rozmowę, po której sam nabrałem ogromnej ochoty, by spakować motocykl i po prostu gdzieś ruszyć. Taka jest siła zrealizowanych marzeń, którymi dzielimy się z innymi.
Czy liczyliście kiedyś, ile już czasu razem podróżujecie motocyklem po świecie?
Grzegorz Kędzior: Praktycznie odkąd się znamy, czyli od 2013 roku, więc teraz zaczyna się nasz 11 wspólny rok. Najpierw pojechaliśmy na wycieczkę na zlot motocyklowy do Austrii i dzisiaj się śmiejemy, że to był dla Eli test bojowy. Pojechaliśmy tam ordynarnym chopperem z maleńką kanapą dla pasażera, dosłownie takim zadupkiem. Dała radę, z uśmiechem dojechała i wróciła, więc chyba jej się spodobało. Dlatego już na kolejny sezon zaplanowaliśmy pierwszą wspólną dłuższą podróż – do Hiszpanii i Portugalii. Spędziliśmy tam miesiąc, a w kolejnym roku pojechaliśmy na kolejną miesięczną wyprawę, tym razem do Rumunii, z której zrobiła się głównie Grecja (śmiech).
![Harleyem przez obie Ameryki. Ela i Grzegorz ze Screw It, Let’s Ride o wspólnym życiu w ciągłej podróży [wywiad]](https://motovoyager.net/wp-content/uploads/2024/02/Screw-It-Ameryka-Poludniowa-nowe-3.jpg)
To były nasze początki w Europie, a nieco później, w 2017 roku, po raz pierwszy przeskoczyliśmy przez Atlantyk. Wówczas, w czasie dwumiesięcznej wyprawy, odwiedziliśmy Stany i kawałek Kanady. Potem, w 2018 roku była Kuba, w 2019 Ameryka Centralna, z planami na Południową. Wróciliśmy do Polski, a nasz motocykl został w Panamie. Mieliśmy tam przylecieć po ośmiu miesiącach, ale w kraju zastał nas covid… Nasza wymarzona podróż po Ameryce Południowej doszła więc do skutku dopiero w 2022 roku.
![Harleyem przez obie Ameryki. Ela i Grzegorz ze Screw It, Let’s Ride o wspólnym życiu w ciągłej podróży [wywiad]](https://motovoyager.net/wp-content/uploads/2024/02/Screw-It-wywiad-1.jpg)
Ela Kędzior: Pamiętam, że pierwsze przygody motocyklowe miałam w wieku nastoletnim, potem długo długo nic. Zastanawiałam się więc, jak jako pasażerka powinnam się zachowywać na motocyklu. Szukałam w internecie informacji na temat tego, co jest dozwolone, a co nie. Tak wyglądały nasz pierwsze randki motocyklowe…
A ty Elu jesteś zdeklarowaną pasażerką, czy również umiesz jeździć motocyklem?
E.K.: Zdecydowanie jestem i lubię być pasażerką, i mówię o tym na każdym kroku, czym czasem bulwersuję niektóre kobiety w naszym środowisku. Odpowiada mi jasny podział ról, jaki mamy w czasie naszych podróży. Oczywiście nie zarzekam się i nigdy nie mówię „nigdy”, natomiast w tej chwili nie myślę o zajęciu miejsca kierowcy.
![Harleyem przez obie Ameryki. Ela i Grzegorz ze Screw It, Let’s Ride o wspólnym życiu w ciągłej podróży [wywiad]](https://motovoyager.net/wp-content/uploads/2024/02/Screw-It-Ameryka-Poludniowa-nowe-7.jpg)
Pamiętacie ten moment, w którym stwierdziliście, że wyjdziecie poza, nazwijmy to, polski turystyczny standard, typu trasy w kraju i bliskiej Europie, i będziecie wyjeżdżać naprawdę daleko i na długo?
G.K.: Już nasza pierwsza podróż po USA w 2017 roku była pewnym zwiastunem kolejnych wydarzeń. Z planowanych 16 tys. km zrobiło się 21 tys., które wtedy przejechaliśmy naszą 20-letnią Electrą. Byliśmy przemile zaskoczeni, że ten dosyć stary, kupiony „w ciemno” motocykl zechciał się nie zepsuć. Zostawiliśmy go później u naszych znajomych na Florydzie. W tym samym czasie w naszych głowach zaczął się kołatać plan, by odwiedzić Kubę tym motocyklem. Ze Stanów to niby niedaleko, raptem 100 mil przez morze, ale nie ma tam żadnych komercyjnych połączeń typu prom, jest embargo itd., itd.
Wróciliśmy wtedy do Polski i typowo po polsku powiedzieliśmy sobie: ej, to niemożliwe, że się nie da. Zaczęliśmy szukać różnych opcji i możliwości. W końcu znaleźliśmy kogoś, kto mógł nam pomóc. Po pięciu miesiącach przygotowań przylecieliśmy do Miami, gdzie byliśmy umówieni z gościem, który miał nas zabrać i przywieźć z powrotem kutrem. Wymieniliśmy masę maili, formalności były załatwione, ambasady, kontakty… Pojawiliśmy się na miejscu, a gość oświadczył, że musiał anulować całą podróż, rzekomo z powodu problemów z łodzią. W rzeczywistości miał raczej problemy z prawem, ale taka była oficjalna wersja.
![Harleyem przez obie Ameryki. Ela i Grzegorz ze Screw It, Let’s Ride o wspólnym życiu w ciągłej podróży [wywiad]](https://motovoyager.net/wp-content/uploads/2024/02/Screw-It-Ameryka-Poludniowa-nowe-6.jpg)
Wyskoczyliśmy więc z dosyć abstrakcyjnym planem, żeby pojechać do Key West i tam poszukać kogoś, kto zabierze nas na Kubę. To było szaleństwo – sztywne ramy czasowe, ciężki motocykl, nas dwoje, ograniczony budżet… Udało się jednak, znaleźliśmy człowieka, który zabrał nas na swój jacht, a po dwóch tygodniach na Kubie odstawił nim z powrotem na Florydę. Po tej podróży, w której nic się nie kleiło, ale jakimś niesamowitym przypadkiem wszystko doszło do skutku stwierdziliśmy, że nie ma rzeczy niemożliwych. To była przełomowa podróż.
A mieliście kiedyś odwrotną sytuację? Kiedy wszystko wydawało się proste i nagle się zawaliło?
G.K.: Czymś takim na pewno była pandemia. Mieliśmy poukładany plan: wracamy do Panamy, gdzie czeka na nas nasz motocykl, stamtąd przerzucimy go do Kolumbii i pojedziemy dalej. Wtedy przyszedł covid… najpierw zapowiadali trzy miesiące, potem sześć, aż w końcu ta świeczka nadziei zaczęła przygasać. Musieliśmy odpuścić i cierpliwie poczekać, aż to się wszystko uspokoi, i dopiero wtedy na nowo planować.
![Harleyem przez obie Ameryki. Ela i Grzegorz ze Screw It, Let’s Ride o wspólnym życiu w ciągłej podróży [wywiad]](https://motovoyager.net/wp-content/uploads/2024/02/Screw-It-Ameryka-Poludniowa-nowe-5.jpg)
Biorąc pod uwagę skalę waszych przedsięwzięć, ciężko już mówić o zwykłym hobby. Należałoby to raczej nazwać stylem życia. Jak udaje wam się pogodzić wielomiesięczne wyjazdy z kwestiami materialnymi i zawodowymi? Bierzecie np. bezpłatny urlop? Pracujecie po drodze?
E.K.: Był plan na pracę, ale może zacznijmy od początku. Kiedy podróże były krótkie, wszystko było dużo łatwiejsze. Jednak apetyt rósł w miarę jedzenia, chcieliśmy więcej i więcej, i dzięki temu zaczęły nam się ustawiać priorytety. Stwierdziliśmy, że to jest to, na czym nam najbardziej w życiu zależy, że jest to naszą życiową pasją. W związku z tym wszystkie inne rzeczy zaczęły schodzić na drugi, trzeci, dziesiąty plan. I to już jest dużo – jeśli masz tak ustawiony priorytet, to już jest mega dużo.
Kiedy rozmawiamy z ludźmi na ten temat, od razu zaznaczamy, że nie mamy dzieci. Wtedy reakcja najczęściej jest taka: aaa, to już wszystko jasne. Nie da się ukryć, że to prostuje wiele kwestii, logistycznych, finansowych i przede wszystkim mentalnych.
![Harleyem przez obie Ameryki. Ela i Grzegorz ze Screw It, Let’s Ride o wspólnym życiu w ciągłej podróży [wywiad]](https://motovoyager.net/wp-content/uploads/2024/02/Screw-It-Ameryka-Poludniowa-nowe-1.jpg)
G.K: Jest to niewątpliwie czynnik ułatwiający, ale są przecież ludzie, którzy podróżują mając liczne rodziny, choć akurat nie znamy takich, którzy robią to na motocyklu. Da się to jakoś ogarnąć, choć my akurat nie wiemy jak (śmiech).
Należy mieć po prostu świadomość, że w życiu nie można mieć wszystkiego. Korzystamy z bezpłatnych urlopów, co w naszej branży – okołobudowlanej – jest szczególnie w okresie letnim mocno uciążliwe. W końcu wtedy jest najwyższy sezon na wszelkie roboty.
Korzystacie ze wsparcia sponsorów? Na ile pomagają w tym rozwinięte social media?
E.K.: Dla nas sponsorem jest ktoś, to zapewnia wsparcie finansowe. Jeśli natomiast jest to wsparcie sprzętowe, to bardziej mówimy o partnerach. Nie mamy jako takich sponsorów, natomiast wspiera nas kilka firm, co bardzo nam pomaga. W pełni rozumiemy, że działa to w dwie strony, dlatego zawsze wywiązujemy się ze swoich zobowiązań, typu testowanie sprzętu, pisanie opinii jak sprawdzają się testowane produkty w długiej wyprawie, a także pokazywanie tych produktów w naszych materiałach.
Na początku nie mieliśmy większej świadomości, jakie są realia, jeśli chodzi o używany przez nas sprzęt. Przykładowo, w ramach prezentu ślubnego kupiliśmy sobie bardzo dobry namiot, profesjonalne śpiwory, tego typu rzeczy. Wydawało nam się, że jeśli zainwestujemy w najlepsze rzeczy, to one będą na całe życie. Dopiero podróże wszystko zweryfikowały. Przy naszej intensywności to rok-dwa lata i wiele rzeczy musimy wymieniać. Dotarło do nas, że jak byśmy nie oszczędzali i jak trafionych zakupów nie robili, to kwestie sprzętowe nie mają końca.
![Harleyem przez obie Ameryki. Ela i Grzegorz ze Screw It, Let’s Ride o wspólnym życiu w ciągłej podróży [wywiad]](https://motovoyager.net/wp-content/uploads/2024/02/Screw-It-Ameryka-Poludniowa-nowe-4.jpg)
G.K.: W czasie naszych pierwszych podróży, jeszcze Electrą, wszystko ogarnialiśmy własnymi środkami. Nie mieliśmy wtedy nawet swoich kanałów w social mediach. To rozwinęło się dopiero później, za namową naszych przyjaciół, gdy wróciliśmy z Ameryki Środkowej. Oni byli mocno już działającymi influencerami i nas mobilizowali. Mówili: macie tyle fajnych materiałów, weźcie to pokażcie światu. Być może uda wam się zbudować jakieś formy relacji z firmami i to wam sporo ułatwi. Akurat przyszedł covid i mieliśmy trochę czasu, żeby zbudować nasze social media. I rzeczywiście, udało nam się pozyskać partnerów, z którymi współpracujemy.
Czy w czasie waszych wyjazdów do Ameryki Środkowej i Południowej choć raz potwierdził się stereotyp o tych krajach jako niebezpiecznych, pełnych przemocy i rządzonych przez gangi? Zwłaszcza że podróżowaliście motocyklami, które mocno wybijają się na tle tych, które najczęściej spotyka się na tamtejszych drogach – najpierw Electrą, teraz Pan Americą.
G.K.: Powiem krótko – nie. Kiedy po raz pierwszy mieliśmy przekroczyć granicę USA i Meksyku i zatrzymaliśmy się u dealera Harleya, sporo się nasłuchaliśmy. A po co wy tam jedziecie, że niebezpiecznie, że kartele… wręcz nie chcieli nas puścić! Ruszyliśmy z Laredo, zatrzymaliśmy się dopiero w Monterrey, u kolejnego dealera, tym razem już meksykańskiego. Panowała tam świetna atmosfera, namawiali nas na pozostanie tam dłużej, czuliśmy się tam świetnie. Jeździliśmy wtedy po Meksyku trzy tygodnie bez ani jednej dziwnej sytuacji, typu drobna przestępczość, kradzież itp. Równie spokojnie było w czasie podróży przez całą Amerykę Środkową. Generalnie przyjęliśmy zasadę, że nie szukamy kłopotów i jak dotąd ona się sprawdza.
E.K.: W Ameryce Środkowej da się zauważyć pewną prawidłowość – w każdym kraju ostrzegają cię przed kolejnym. W Stanach przed Meksykiem, w Meksyku przed Gwatemalą, w Gwatemali… i tak dalej, aż do Panamy. U sąsiada zawsze gorzej (śmiech).
![Harleyem przez obie Ameryki. Ela i Grzegorz ze Screw It, Let’s Ride o wspólnym życiu w ciągłej podróży [wywiad]](https://motovoyager.net/wp-content/uploads/2024/01/Screw-It-spotkania-4.jpg)
G.K.: Jedno jest natomiast charakterystyczne dla Ameryki Centralnej – przekraczanie kolejnych granic to udręka. Prym wiedzie tutaj granica wjazdowa do Nikaragui, na której zawsze spędza się dużo czasu. Nasz rekord to pięć godzin.
E.K: Bywały oczywiście sytuacje dyskomfortowe, typu jest ciemno, brudno i śmierdzi, ale nigdy nic za tym nie szło. Nikt nas nie śledził, nikt krzywo nie patrzył. Wjeżdżając do Ameryki Południowej non stop coś słyszeliśmy o trzech krajach. Kolumbia – w kontekście drobnej przestępczości na turystach. Brazylia – napady na motocyklistów w dużych miastach. No i Wenezuela – stamtąd to już w ogóle żywi nie wyjedziecie (śmiech).
W rzeczywistości w czasie całej naszej 18-miesięcznej podróży mieliśmy tylko jeden niemiły przypadek, wyjeżdżając z Kolumbii. Musieliśmy coś sprawdzić w telefonie, choć ostrzegano nas, żeby nie wyciągać żadnych takich sprzętów na ulicy. Patrzyłam na ekran i kątem oka dostrzegłam gościa nadjeżdżającego na skuterze, który wyciągał ku mnie rękę. Szybko się odwróciłam, a ten facet tylko otarł się o moje ramię. Z czasem nabiera się chyba intuicji w tych sprawach, ale tak jak mówiliśmy, nie pchamy się w kłopoty.
G.K.: Motocykla nigdy nie zostawiamy samego, chyba że miejsce jest absolutnie bezpieczne, typu zamknię