Urzekające drogi Nowej Zelandii stały się celem kolejnej wyprawy podróżniczki i naszej przyjaciółki Weroniki Kwapisz. Zobaczcie galerię niezwykłych zdjęć z pierwszych dni w tym pięknym kraju!

Za mną pierwsze dni na nowozelandzkiej ziemi. Początkowo obawiałam się lewostronnego ruchu, lecz jak to mówią, strach ma wielkie oczy. Dosyć szybko przyzwyczaiłam się do jazdy po przeciwnej stronie i nawet ronda przestały mnie przerażać. Podróż zaczęłam w Auckland i zmierzam w kierunku południowej wyspy. Pogoda na każdym kroku wszystkich zaskakuje. Podobno dawno nie było tutaj takiego kwietnia. Dzisiaj wiem, że kostium kąpielowy mogę schować głęboko do torby motocyklowej, bo z pewnością nie będę go potrzebować, chyba że jakimś cudem znajdę, gdzieś gorące źródła. Jak na razie skutecznie rozgrzewają mnie jedynie podmuchy wiatru królujące w okolicy Tongariro National Park.

Droga znana, jako “Desert Road” może przyprawić o zawał serca niejednego motocyklistę, kiedy to kolejny podmuch stara się zrzucić nas z motocykla. Podczas jazdy tuliłam się do Speedmastera, jak tylko mogłam, aby nie zlecieć z jego siodła.

Największe wrażenie wywarli na mnie ludzie. Jeszcze w żadnym kraju nie spotkałam się z tak niewymuszoną, szczerą, ciepłą serdecznością. Tutaj każdy, gdy tylko mamy jakiś problem służy pomocą. Już nie mogę się doczekać jazdy po południowej wyspie, która słynie z cudów natury.

Aotearoa, kraj długiej, białej chmury. Tak w języku maoryskim opisywana jest Nowa Zelandia. I po przejechaniu Triumphem Speedmaster już ponad 2 000 kilometrów trudno mi się z tym nie zgodzić. Pogoda tutaj potrafi być bardzo zmienna. Wyjeżdżając z jednej z miejscowości miałam piękna słoneczną pogodę, a 20 kilometrów dalej królowały na przełęczach ulewne deszcze.

Innego dnia walczyłam z silnymi wiatrami bocznymi. Gdy są one stałe można na motocyklu obrać pochyloną pozycję i jechać tak pod kątem kilkadziesiąt kilometrów. Niestety tutaj najczęściej mam do czynienia z podmuchami, co przy pokonywaniu jednej z agrafek o mały włos nie skończyłoby się moim zawałem, kiedy to wychodząc z zakrętu chciałam się wyprostować, lecz boczny wiatr skutecznie chciał mi to uniemożliwić spychając mnie w przepaść.

Dobrze, że samochód jadący za mną trzymał spory dystans i skończyło się to jedynie na awaryjnym hamowaniu. Innego dnia, kiedy pokonywałam Lindis Pass nie spodziewałam się, że w ciągu trzech godzin będę wstanie wypowiedzieć tyle przekleństw – tak mocno wiało.
Natura na każdym kroku pokazuje tutaj turystom, gdzie jest ich miejsce. Nie dziwi, więc fakt, że aż jedną trzecią tego kraju stanowią parki narodowe, a bajkowych tras czy widoków tutaj nie brakuje.

Moje serce podbiła trasa Milford Sound Highway, która prowadzi nad zjawiskowy fjord. Ilość zakrętów może przyprawić o zawrót głowy, a widoki zapierają dech w piersiach i jadąc motocyklem często zastanawiam się czy nie wylądowałam przypadkiem na planie kolejnej części “Władcy Pierścieni”. Choć gwiazdą tej wyprawy z pewnością jest Speedmaster.

Przykuwa on wzrok na każdym kroku. Nie ma miejsca czy postoju, aby ktoś mnie nie wypytywał o ten motocykl. A prowadzi się on nadzwyczaj lekko zważając przecież, że to cruiser. Do tego ten gang silnika, który jest poezją samą w sobie. Wiele osób nie rozumie, dlaczego na moje wyprawy wybieram klasyczne motocykle, lecz ja sobie nie wyobrażam innego motocykla, niż takiego z duszą. Liczy się przecież, droga przed nami, toczące się koła naszego motocykla i nic więcej.

Riding Across New Zealand – galeria

5 KOMENTARZE

  1. czyli że ta “WYPRAWA MOTOCYKLOWA” polegała na przewiezieniu motocykla samolotem do Auckland czy na wynajęciu tam motocykla?

      • a konkretnie to nie wiem czy to jest jeszcze wyprawa motocyklowa, czy wczasy na motocyklu.Trochę to przypomina wycieczki na Rodos którą po wyjściu z samolotu
        zwiedza się na Burgmanie albo Gienku.I tyle. Nie jestem “sarkastyczny” tylko myślę że takie przygody można opisać w innych gazetach. Może Pani Domu albo Twoje Imperium.Tu chyba szukamy czegoś innego.Poza tym artykuł mi się podoba.Motocykl i ta Pani też sprawiają dobre wrażenie.

  2. Marudzenie,
    Weronika buja sie po NZ pokazujac naprawde piekny kraj, zazdroszcze
    A jesli ma sponsora, to tylko pogratulowac
    Bylem tam autem, super wspominam, ale motocyklem byloloby wspaniale
    Trzymam kciuki i pozdrawiam
    Weronika, poprosze o wiecej zdjec

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here