Na naszych ulicach to niezmiernie rzadki widok. Czasem  przejedzie poradziecki zaprzęg lub produkt „made in Czechoslovakia”. Tymczasem w innych krajach to wciąż popularny sposób na zwiększenie możliwości przewozowych jednośladów.

I to nie tylko motocykli. Ponieważ bez problemu znajdziemy firmy, które dopasują wózek boczny do naszego pojazdu, choćby był nim nawet skuter, czy moped. Wszystko – jak to przeważnie bywa – jest kwestią pieniędzy.

Pomysł rodem z końca XIX wieku

Historia podczepianych wózków bocznych jest prawie tak samo długa, jak i motocykli. Idea narodziła się we Francji i miała stanowić remedium na małe możliwości załadunkowe ówczesnych jednośladów. Koncepcji było wiele, najczęściej budowano pojazdy na wzór rikszy, jednak największą popularność zyskała ta, w której wózek był elementem doczepianym do boku motocykla.

Kosz, jak popularnie nazywa się taką przyczepkę, mógł służyć do przewozu osób lub towarów. Jak duża część technicznych nowinek tamtego okresu, znalazł też zastosowanie w wojsku, gdzie był wykorzystany nie tylko jako bardzo mobilny środek transportu dla żołnierzy, ale także jako ruchome stanowisko ogniowe, po wyposażeniu w karabin maszynowy, rusznicę, a nawet moździerz.

W roli pojazdu do przewozu bagażu z czasem zaczął konkurować z holowanymi przyczepkami. W porównaniu z wózkami miały tę zaletę, że w mniejszym stopniu ograniczały mobilność motocykla, nie zwiększały jego szerokości, a tym samym nie pozbawiały na przykład możliwości przeciskania się w miejskich korkach.

Przede wszystkim zaś motocykl wyposażony w wózek boczny prowadzi się zupełnie inaczej, co odstraszało wielu potencjalnych nabywców. O wiele łatwiej było po prostu kupić tanie, małe samochody, które w okresie po drugiej wojnie światowej praktycznie zalały Stary Kontynent. W dodatku w aucie nie padało na głowę i było cieplej. Z tymi argumentami ciężko było dyskutować.

Z czasem na rynku pojawiło się wiele firm specjalizujących się w produkcji wózków. Marki takie, jak Steib, Stoye są zapewne znane nie tylko fanom zabytkowej motoryzacji. W naszym kraju prawdopodobnie najpopularniejsze były jednak czechosłowackie Velorexy.

Zakręt z wózkiem bocznym – nie taki diabeł straszny…

Jak w wielu przypadkach są plusy i minusy. Motocykl z bocznym koszem jest bardziej stabilny, a jeżeli kosz posiada napęd na koło, to możliwości pokonywania terenu znacząco rosną.

Problem zaczyna się wraz z pojawieniem się na horyzoncie zakrętu. Ten lewy powoduje, że siła odśrodkowa przechyla motocykl z wózkiem na zewnątrz. Przy zbyt wysokiej prędkości może się to skończyć nawet przewróceniem się pojazdu.

Z kolei przy skręcie w prawo siła odśrodkowa daje efekt podnoszenia kosza, co może okazać się równie niebezpieczne.

Z prawami fizyki próbowano sobie radzić rezygnując z połączenia sztywnego na rzecz wahliwego. I tu również pojawiały się różne rozwiązania. W jednym wychylał się jedynie motocykl, w innych dodatkowo zmieniało pozycję koło wózka, a w bardziej zaawansowanych położenie względem pionu zmieniał cały zaprzęg.

Może jednak dwuślad?

Motocykle z koszem są nadal popularne w krajach wielkich przestrzeni, jak na przykład w Rosji czy Australii. Korki nie są tam problemem, a jednoślad uzbrojony w wózek boczny jest ceniony za dużą praktyczność. Można załadować do niego rodzinę, parę worków ziemniaków, czy plony z farmy. Stąd duża popularność na przykład Urali, które mają jeszcze tą zaletę, że są prostymi konstrukcjami, łatwymi w naprawach.

Rosyjskie motocykle z Irbitu to tylko jedna z wielu propozycji. Wciąż obecna jest na rynku firma Watsonian-Squire, która została założona w 1912 roku. Jej oferta skierowana jest głównie do posiadaczy motocykli klasycznych i neoklasycznych, ale także skuterów, a nawet maszyn adventure, jak na przykład Royal Enfield Himalayan.

Również Velorex nadal utrzymuje się na rynku. W ofercie posiada wózki produkowane, chyba bez większych zmian, od lat 80. ubiegłego wieku, różniące się między sobą między innymi stopniem ochrony pasażera – wyłącznie szybką lub pełnym zadaszeniem.

Jednak największe emocje wzbudzają motocykle z nietypowymi wózkami, budowane w małych seriach lub nawet pojedynczych egzemplarzach.

Snaefell Laverda

To dzieło francuskiego motocyklisty Francoisa Knorreck’a, oparte na motocyklu Laverda z 1976 roku.

Bardzo nietypowe, samochodowe nadwozie wózka na pewno zapewnia duży komfort pasażerowi i chroni go od złych warunków atmosferycznych. Uwagę przykuwają podnoszone drzwi i bagażnik, rodem ze sportowych aut.

Projekt OC Garage dla BMW R100GS

Twórcą tego wyjątkowego pojazdu jest Oscar Tasso. Rama została wykonana ręcznie z aluminiowych blach, a ścianki z drzewa mahoniowego. Siedzenie wyprodukowano zaś z wysokiej jakości skóry. Wszystko to z myślą o zapewnieniu pasażerowi możliwie dużego komfortu.

Tomahawk SE Sidecar

Piękny, stylowy wózek dedykowany równie stylowym Indianom, jak na przykład model Springfield. Tomahawk wyróżnia się nie tylko nostalgicznym designem, ale też wysoką jakością wykonania i dbałością o szczegóły.

Do dyspozycji pasażera są drzwiczki, wyściełane podłokietniki, wnętrze obite materiałem i tapicerowane siedzenie. Cena to „jedyne” 8 495 dolarów.

Chariot Steampunk Custom Honda Goldwing

Ten bardzo nietypowy zaprzęg powstał na potrzeby filmu fabularnego Tall Tale: The Adventures of Pecos Bill z 1995 roku. Jeśli jesteś miłośnikiem historii Cesarstwa Rzymskiego, to propozycja dla ciebie. Oczywiście pod warunkiem, że w kieszeni masz 7 000 dolarów, bo na tyle wyceniono pojazd.

Rydwan napędzany jest końmi mechanicznymi zamkniętymi w jednostce napędowej rodem z Goldwinga. Wózek podobno przystosowany jest do prowadzenia ostrzału z łuku.

Jakie motocykle z wózkami bocznymi jeszcze znacie?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.