Zęby Miauczyńskiego, czyli 8 drobnych rzeczy, które wkurzają mnie jako motocyklistę [felieton]

-

Jazda motocyklem to jedna z moich największych życiowych przyjemności. Nie wiem, czy nie zamieniłbym jej na cokolwiek innego, ale na pewno jest w pierwszej trójce. Wiąże się z nią jednak zestaw drobnych upierdliwości, które potrafią doprowadzić mnie do białej gorączki. Mimo upływu lat i wyposażenia się w topowe kaski, ciuchy i akcesoria, nie rozwiązałem tych problemików do końca. I w zasadzie straciłem już nadzieję, że kiedyś się to uda…

Nie odbierajcie proszę tego felietonu jako skargi do nieba na wydumane dramaty. To luźny tekst naskrobany w czasie trawienia świątecznych posiłków, w końcu jesteśmy tuż po Wielkanocy. Temat podrzucił mi Brzoza, który stwierdził: „Ty to jakiś taki za spokojny jesteś, a weź napisz, co cię wkurza na motocyklu. Bo na pewno coś wkurza”. Rzeczywiście, zazwyczaj ciężko jest mnie wyprowadzić z równowagi. Z ciekawości przekopałem internet i poczytałem, co napisali inni autorzy podobnych rozważań. Okazało się, że najczęściej wpieniają ich rzeczy, które po mnie po prostu spływają. 

Motocyklisto, wszyscy mają cię w dupie! I to jest bardzo dobra wiadomość! [Felieton]

Nie szukam problemów

Czy przeszkadza mi droga benzyna? Oczywiście, jak każdy, wolałbym, żeby była tańsza. Mam jednak wrażenie, że jej ceny rosną wraz ze średnimi zarobkami, więc odczuwalnie uwierają tak samo od lat. Ograniczenia prędkości, bzdurne przepisy, wysokie mandaty? No są, trzeba z tym żyć. Nie jestem najbardziej przepisowym kierowcą w Polsce, ale wierzę w święty umiar. Czyli w naginanie, a nie olewanie sikiem parabolicznym. Plus 20, a nie 120. Póki co się sprawdza, nigdy nie miałem ani wypadku, ani nawet drobnej kolizji, od lat nie dostałem też mandatu. Nie mam też kosy z pieszymi i rowerzystami, bo po prostu dostrzegam ich na drodze i nie traktuję jak przeszkody. Nie czuję się zaszczuty czy dyskryminowany, a czytając teksty o „mentalności niewolnika” tylko się uśmiecham. I trochę szkoda mi ludzi stale żyjących w oblężonej twierdzy.

Zęby Miauczyńskiego, czyli 8 drobnych rzeczy, które wkurzają mnie jako motocyklistę [felieton]

Nie mam też problemu z innymi kierowcami, w tym motocyklistami. Tak, bywają niedouczeni i często wykonują głupie manewry. Moja metoda to prędkość, dystans i reakcja. Wkurzam się tylko wtedy, gdy ktoś doprowadza do sytuacji, w której nic ode mnie nie zależy. Nawet zachowując ostrożność mogę być tylko widzem i mimowolnym uczestnikiem kwaśnej akcji. Czyli na przykład ścina zakręt (zwłaszcza ślepy), gapi się w telefon albo pojawia się znikąd i wyprzedza z ogromną różnicą prędkości i na przysłowiowe „żyletki”, często po zmroku.

Tak samo nie narzekam na sytuacje towarzyskie, typu robienie tzw. trzody na zlotach. To akurat z bardzo prostego powodu – nie jestem specjalnie towarzyski i po prostu nigdy nie byłem na takiej imprezie i raczej się nie wybieram, zupełnie obcy jest mi także klimat klubowy. Wyznaję motocyklizm solowy lub w bardzo małej, starannie dobranej grupie.

Zęby Miauczyńskiego, czyli 8 drobnych rzeczy, które wkurzają mnie jako motocyklistę [felieton]

No dobrze, co więc tak konkretnie mnie wkurza, kiedy jeżdżę motocyklem? Szczegóły, szczególiki, drobne g…nka. Zupełnie jak u mojego kochanego Adasia Miauczyńskiego w scenie mycia zębów: 

Ubieranie się – codzienna Golgota

Tak samo jak wierzę, że generalnie zawsze warto mieć na sobie właściwą odzież motocyklową, tak jej po prostu nie znoszę. Grube materiały, protektory, zamki, klapki, suwaczki, guziczki. Od poziomu samej bielizny – termoaktywka albo przepocona, mokra bawełna. Ten codzienny cyrk z przynajmniej kilkoma minutami spędzonymi na ubieraniu się potrafi mi zepsuć krew. Kiedy w końcu wsiadam na motocykl i ruszam, czuję się jak mors, który zeskoczył z kry do morza i w końcu może być sobą. Do momentu, kiedy muszę się zatrzymać, zdjąć rękawice, zrobić coś, założyć rękawice…

Zęby Miauczyńskiego, czyli 8 drobnych rzeczy, które wkurzają mnie jako motocyklistę [felieton]

Częste zmiany pogody

To akurat jest pośrednio związane z poprzednim akapitem. Bardzo lubię jeździć wiosną i jesienią, ale ciągłe zmiany pogody odbierają mi dużo frajdy. Niech już będzie kiepska, ale przynajmniej jednolita! Bez konieczności częstego zatrzymywania się i przebierania. Tak, kiedy jestem odpowiednio ubrany, lubię nawet jazdę w deszczu. Pod warunkiem, że nie odbywa się w półgodzinnych interwałach przeplatanych palącym słońcem i szklarnią na pomidory pod ubraniem.

Zęby Miauczyńskiego, czyli 8 drobnych rzeczy, które wkurzają mnie jako motocyklistę [felieton]

Brak trzeciej ręki

Kiedy wsiadam lub zsiadam z motocykla, zawsze mam coś do zabrania. Zazwyczaj kask, telefon i kluczyki, ale często też jakieś rzeczy z kufra, zakupy czy wręcz cały bagaż. A potem trzeba np. znaleźć klucze do domu czy garażu, oczywiście w ostatniej sprawdzanej kieszeni. I to nie na wierzchu, tylko w jednej z wewnętrznych warstw ciuchów. I nie ma jak w aucie, że zawsze jest gdzie odłożyć coś na chwilę. Motocyklistom przydałaby się trzecia ręka. 

Zęby Miauczyńskiego, czyli 8 drobnych rzeczy, które wkurzają mnie jako motocyklistę [felieton]

Owady – latająca złośliwość

Tak jak domowa drukarka potrafi wyczuć strach i zbiesić się akurat wtedy, kiedy na szybko potrzebujemy ważnego wydruku, tak i latające owady posiadają jakiś dodatkowy zmysł. Mianowicie doskonale wiedzą, kiedy wyczyściłem wizjer kasku. Na brudnym potrafią rozbijać się z rzadka, ale kiedy tylko jest idealnie czysty i pachnący „szprejem”, od razu wysyłają wrogą ekspedycję. Często w postaci tylko jednego, za to dobrze wypasionego kamikadze, który z głośnym plaskiem kończy swój żywot na samym środku. 

„Skrzypek na garnku”

To być może tylko moja fanaberia, wynikająca z niezłego słuchu i jednoczesnej nadwrażliwości na pewne dźwięki. Przykładowo, nocując w hotelu, nie jestem w stanie zasnąć przy pracującej klimatyzacji czy choćby najdelikatniejszym buczeniu lampy jarzeniowej lub innego urządzenia. Słabe, ale powtarzające się dźwięki mnie rozwalają. Tak już mam. I tutaj pojawia się temat niepożądanych dźwięków w kasku. Szum wiatru jestem w stanie zaakceptować. Natomiast zauważyłem, że niezależnie od modelu „garnka”, taniego czy drogiego, integrala czy szczękowca, co jakiś czas pojawia się skrzypienie mechanizmów przy drobnych ruchach głowy. Zupełnie przypadkiem, nie wiadomo kiedy. A potem samo z siebie znika, też nie wiadomo kiedy. Coś tam po prostu się układa albo nie, i kask skrzypi. Cytując klasyka, „jebła idzie dostać”. 

Zęby Miauczyńskiego, czyli 8 drobnych rzeczy, które wkurzają mnie jako motocyklistę [felieton]

Drobne awarie, duża irytacja

Paradoksalnie, drobne usterki motocykla wkurzają mnie bardziej niż poważne awarie. Oczywiście w czasie codziennej jazdy po okolicy, a nie dalekich wypraw. Zwłaszcza kiedy maszyna wróciła z naprawy, przez parę dni jest idealna, a potem nagle „czek endżin”, jakiś drobny wyciek czy choćby złapana guma. Nie lubię dłubać przy motocyklach, zresztą przy trójce małych dzieci często nie mam czasu nawet na samą jazdę, nie mówiąc o siedzeniu w garażu. Kiedy zdarzy się coś grubszego, podchodzę do tego z większym spokojem. Widocznie wszechświat tak chciał, trzeba odprowadzić do serwisu i swoje odczekać. Drobne awarie są jak ten ząb Miauczyńskiego…

Zęby Miauczyńskiego, czyli 8 drobnych rzeczy, które wkurzają mnie jako motocyklistę [felieton]
Mój stary R 1100 GS. Mistrz drobnych awarii

Auta zaparkowane do sprzedaży

Polska specjalność, czyli przydomowe komisy samochodowe. Jakiś Passat czy inne Mondeo wystawione przed bramą z kartką „Sprzedam”. Nie mam nic przeciwko, każdy orze jak może, zwłaszcza że z czasem jest tego chyba coraz mniej. Natomiast kiedy jadę motocyklem, dopiero z pewnej odległości widzę, czy to wystawka, czy raczej ktoś wyjeżdża z posesji i trzeba przygotować się na ewentualny manewr unikowo-ratunkowy. Niepotrzebna rysa na błogim stanie relaksu.

Brud, brudzik, brudunio

Mistrz Andrzej Mleczko napisał (a w zasadzie narysował), że nie da się elegancko wymiotować. Z kolei mój znakomity kolega, Lech Potyński, napisał w latach 90. świetny felieton pt. „Niedomytość”. Opisał w nim zjawisko stałego brudu za paznokciami i brak możliwości doprowadzenia się do „pełnej sprawności kosmetycznej”. Oczywiście w czasach, w których żeby jeździć motocyklem musiałeś ciągle przy nim grzebać, wyglądało to inaczej niż dzisiaj.

Zęby Miauczyńskiego, czyli 8 drobnych rzeczy, które wkurzają mnie jako motocyklistę [felieton]

Natomiast takiego drobnego codziennego syfku po prostu nie da się uniknąć. Ochlapane buty i nogawki spodni, kiedy jedziesz na ważne spotkanie. Świeżo wyprana kurtka cała w owadach. Umyty motocykl, a chwilę później drobne błotko na lagach i smar z łańcucha na tylnej feldze. Na co dzień nie zwracam na to uwagi, ale są sytuacje, w których chciałbym móc zachować „samochodową” czystość. 

Jeszcze raz, moi drodzy – nie narzekam, luźno opisuję, kocham jazdę. A wy, macie swoje motocyklowe „zęby Miauczyńskiego”? 

Konrad Bartnik
Konrad Bartnik
Motocyklista, perkusista, ojciec, wielbiciel dobrej kuchni i dużych porcji. Jego największa miłość to motocyklowe podróże – bliskie i dalekie, po asfalcie i bezdrożach. Lubi wszystko, co ma dwa koła, a najbardziej klasyczne nakedy ze szprychami i okrągłą lampą. Na co dzień drapie szutry starym japońskim dual sportem. Nie zbiera mandatów i nigdy nie miał wypadku. Bywa całkiem zabawny.

5 KOMENTARZE

  1. “Ubieranie się”, jak che się tylko przejechać, to jeden z największych udręk. I jeszcze jak nie masz garażu, a masz pokrowiec, to motocykl trzeba rozebrać. Spontaniczna przejażdżka przechodzi w pasmo koniecznych czynności.
    Przydrogowe komisy też często widzę. :)

  2. Powiem tak ! Mam podobnie a ubieranie często zniechęca mnie do krótkiej przejażdżki mimo że mażę o tym w czasie pracy! No i kaski ! Na Marsa ludzkości się wybiera a kask nawet za kilkaset złotych waży tyle że po godzinie kark i barki wysiadają nawet na turystyku ! nie wyobrażam sobie jazdy ścigaczem kilka godzin bez przerwy bo głowa by mi odpadła ! Jeśli chodzi o zagrożenia jakie czychają na motocyklistę w trakcie jazday to powiem krótko! To rosyjska ruletka czyli trzeba mieć dużo szczęścia i caly czas kontrolować otoczenie i nie mieć złudzeń że nie wyjedzie czy że mnie widzi albo że chce mnie przepuścić!

  3. Z kategorii odzieżowej, ale nie ubieranie się bo traktuje to trochę jak ubieranie munduru na misję bojową. Ale jak któraś z części munduru trafi do prania to montaż ponowny ochraniaczy kieruje mnie wprost do najmroczniejszej czeluści nienawiści.

  4. Ale mnie ten artykół… Chłopie, na tym polega jazda motocyklem. IMHO chciałbyś jeździć w próżni, najlepiej na Księżycu po drodze wysłanej poduszkami. Marudzisz i tyle! Miałczyński przy Tobie to mały Pikuś. Ogarnij się!

  5. Ubieranie się przed wskoczeniem na moto to udręka i przyczyna tego że często gęsto zamiast wskoczyć na moto i przejechać się kilka km po zakupy, wskazuje do auta i wracam nim z zakupami w czasie, kiedy dopiero ubrany i wyszpejowany wyjeżdzałbym na nie na motku. Inna sprawa że moto które mam, a jest nim także jak u redaktora Bartnika R 1100 GS to kochane kowadło na trasową włuczengę, na którą brak czasu że względu na rodzinkę i małe dzieci. Ale do latania wkoło komina na co jeszcze jest czas średnio się toto nadaje. Dlatego tęsknym okiem patrzę na Hondę Monkey jako coś małego, lekkiego, dającego frajdę z jazdy na bliskie odległości wkoło komina, solo bo żonka pasji nie podziela. Nie epatującego osiągami i przyspieszeniem ale dającego prawdziwą frajdę niemęczącej jazdy na czymś lekkim, fajnym i dobrze wykonanym. Coś co powoli mi na nowo odkryć czysto fizyczną radość z jazdy co jeżdżąc na moim kowadle już zatraciłem.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

POLECAMY