O Albanii napisano już wszystko i chyba na wszystkie sposoby. Zapraszam jednak do przeczytania opisu mojego samotnego wyjazdu do tego arcyciekawego kraju, który potrafi zmęczyć jak żaden inny, ale też zachwycić w zupełnie wyjątkowy sposób.

Tekst i zdjęcia: Tomasz Wanowicz

Nie przygotowywałem się do wyjazdu jakoś specjalnie, nie miałem wiele czasu, ale sumie mentalnie byłem gotowy od zawsze, sprzętowo również. Pozostała kwestia urlopu i decyzji samej w sobie. Dziesięć dni wcześniej do Albanii wyjechał mój przyjaciel Marek, jednak on robił trasy po asfalcie – ja miałem jednak inny koncept…

Dzień 1, 08.07.2016

Wyjeżdżam z domu z myślą żeby jak najszybciej się zresetować. Jadę A4 i ciągle myślę o pracy – jak zrealizować lipcowy plan sprzedaży? Dopiero gdy mam na owiewce zagraniczną winietę, uśmiecham się do siebie. Połykając każdy kilometr czeskiej autostrady czuję, jak defragmentacja dysku  postępuje, uruchamia się autoarchiwizacja wiadomości starszych niż wczorajsze, a spam trafia do śmieci. Po równo 12 godzinach i 995 km dojeżdżam do Krk w Chorwacji.

20160715_160049

Super hostel na starówce, piętrowe łóżka, wszystko za jedyne 85 zł. No i w gratisie trzech sinych z przepicia kolegów na 10m2… Prysznic i toaleta na korytarzu – no cóż, za wygody trzeba płacić. Okazuje się, że z hotelu mam tylko 150 metrów do serca starego miasta. O 22.00 tłum ludzi, otwarte sklepiki, kafejki. Czuję, że jedną nogą jestem już na urlopie.

IMG_3553
Dzień 2

W entuzjastyczny poranek wpadam na pomysł, aby przejechać motocyklem po kilkusetletnim bruku starówki w Krk. Jest godzina 9.00, turyści jeszcze śpią ,robię więc kilka fotek. Ni stąd ni zowąd pojawia się policjant (wypatrzyli mnie chyba na kamerkach). Wciskam mu, że to automapa, że ja z Polski, że Lewandowski to też Polak… policjant uśmiecha się i puszcza mnie.  Jak to dobrze, że te słowiańskie języki są tak do siebie podobne!  Ruszam w kierunku Dubrovnika. Pierwsze 100 km idzie jak po grudzie. Jest sobota, masa turystów, nie ma jak wyprzedzać, a miał to być luźniejszy dzień do jazdy. W pierwsze 25 minut jazdy widzę trzy razy więcej motocyklistów, niż jadąc 5 dni przez Turcję.

20160710_131739

Ruch jednak powoli się zmniejsza, pojawiają się serpentyny, więc jest okazja, żeby poćwiczyć wykładanie się w zakręty. Endurackie gumy zdobywają w końcu moje zaufanie. Wreszcie autostrada i można powalczyć o czas, widoczki coraz fajniejsze, długie tunele, takie tam. Tej autostrady tylko 300 km i aż 100 kun chorwackich (58 zł). Około 17.00 jestem w hostelu jakieś 15 km od centrum Dubrovnika. Odwiedzam starówkę – to trzeba koniecznie zobaczyć i spędzić tam minimum 3-4 godziny, wspaniała dzielnica pełna starych budowli – kawał historii. Wieczorem w hostelowym barze poznaje parę Niemców (pod sześćdziesiąt lat), jadą tandemem do Australii, planują wycieczkę na 5 lat!!! Jest też młody Rosjanin i dwa hasła wieczoru: „vodka – connecting people” oraz “breakfast in Montenegro, dinner in Albania”. Przez cały dzień doładowywałem swoją kamerę prądem z motocykla, niestety strasznie się nagrzała w tankbagu i nie działa.

20160715_174344

3 KOMENTARZE

  1. Tez bylem. Super wyprawa i wspanialy kraj. I z perspektywy czasu wiem ze jeden raz to malo, tam trzeba wrocic. Super tak trzymaj pozdrawiam. Olo

  2. „…Ze szkód pęknięty uchwyt halogenu, szkiełko kierunkowskazu i najgorsze… nadszarpnięte EGO” – sprawdź w boxer-parts lub Tauratechu, może będą mieli oryginalne… Bierz polskie, skoro EGO takie samo jak niemieckie, chińskie czy japońskie a dużo tańsze – po co przepłacać? :) :)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ