Dla amatorów enduro Podlasie oferuje  ciągnące się kilometrami szutrowe drogi. Zwolennicy asfaltu znajdą dziesiątki zakrętów oraz piękne proste wśród lasów i pól. Wybraliśmy się tam z kolegą w pewien czerwcowy weekend, obaj na KTM LC4 640 Adventure. 

Tekst: Piotr Mizerski

Zdjęcia: Piotr Mizerski, Tomasz Wawer

O wyjeździe enduro na Podlasie myślałem już od dłuższego czasu. Przed kilkoma laty byłem tam wprawdzie motocyklem i zachwyciła mnie wtedy linia brzegowa Bugu z dziesiątkami porozrzucanych chaotycznie bunkrów z Drugiej Wojny Światowej i drewniana wiejska zabudowa z uroczymi cerkwiami. Jednak nie starczyło mi wówczas czasu na dokładne zwiedzenie tego regionu. Tym razem postanowiłem zapuścić się na Podlasie sprzętem, przystosowanym nie tylko do jazdy po asfalcie. Wstępne opracowanie trasy, telefon do kolegi i w piątkowe popołudnie w dwa motocykle ruszamy z Warszawy na wschód.

Z korków na wieś

Nasz wyjazd nie zaczyna się tak, jak to sobie wcześniej wyobrażaliśmy. Musimy się wydostać z miasta wtedy, kiedy połowa mieszkańców udaje się na weekend.

Rozpoczyna się nasza wyprawa
A ja na dodatek postanowiłem wcześniej wypróbować nowe aluminiowe kufry. Tak obładowany KTM LC4 ma niemalże szerokość malucha i przebijanie się nim przez korki jest mocno utrudnione. Dopiero po godzinie jesteśmy na rogatkach miasta. Szybkie tankowanie pod korek i nareszcie czujemy powiewy wiatru. Droga którą wybraliśmy staje się z każdym kilometrem coraz bardziej pusta i urokliwa. Krajobrazy po drodze stopniowo zaczynają się zmieniać.
To już koniec wymagającego terenu
Smutne, murowane, pudełkowe domy Mazowsza ogrodzone siatką wypierane są przez charakterystyczne dla wschodu Polski drewniane chałupy z kolorowymi okiennicami i sztachetowymi płotkami. Zapach spalin stopniowo jest zastępowany przez aromat skoszonej trawy i palonych ognisk. Cel naszej podróży jest już blisko. Na miejscu serdecznie wita nas małżeństwo prowadzące gospodarstwo agroturystyczne w Radziwiłłówce. Na motocykle czeka już zamykany garaż. Podczas kolacji dowiadujemy się, że naszymi sąsiadami są zawodnicy enduro. Przyjechali na Mistrzostwa Polski – Cross Country – odbywające się na torze w Siemiatyczach. Cieszy nas ta wiadomość – będziemy mieli okazję podpatrzeć, jak jeżdżą zawodowcy.

Pustynne krajobrazy

Następnego dnia już bez zbędnego bagażu ruszamy na podbój nadbużańskiego Podlasia. Najpierw kierujemy się do jednego z głównych celów naszej wycieczki.

Pustynne krajobrazy
Przy drodze nr 640 pomiędzy Siemiatyczami a Radziwiłłówką, koło wsi Anusin znajduje się olbrzymia kopalnia odkrywkowa surowców mineralnych. To miejsce wręcz niesamowite. Pustynne krajobrazy i góry pasku porozdzielane są drogami wydrążonymi przez olbrzymie spychacze. Na samym dole lśni błękitne jeziorko. Widok zaiste jak z innej planety. To świetne miejsce do trenowania i zabawy na motocyklach enduro. Po czterech godzinach szaleństw zmęczeni, ale bardzo szczęśliwi kierujemy się do cywilizacji uzupełnić płyny i kalorie. Drugą część dnia przeznaczamy na zwiedzanie. Na początek drogą nr 640 dojeżdżamy do wsi Koterka. Kierujemy się dalej w stronę granicy i docieramy do magicznego miejsca, które nosi nazwę Uroczysko Koterka. Pośrodku leśnej polany stoi samotnie niewielka drewniana cerkiew, którą wzniesiono w 1912 roku w miejscu, gdzie 60 lat wcześniej Matka Boska objawiła się mieszkance pobliskich Tokar. Panuje tu kompletna cisza przerywana jedynie rechotaniem żab z pobliskiego stawu. Kilkadziesiąt drewnianych krzyży, które otaczają cerkiew dodaje temu miejscu tajemniczości.

Cerkiew na uroczysku

Drewniana cerkiew prawosławna pod wezwaniem Ikony Matki Boskiej, Radości Wszystkich Strapionych znajduje się na południowy wschód od wsi Tokary, tuż przy granicy polsko-białoruskiej. Stoi na leśnym grzęzawisku (tzw. uroczysku Koterka). Miejsce ma specyficzny mikroklimat. Zwiedzających zaskakuje szczególnie głęboka, niespotykana cisza.

Radziwiłłówka
Kierujemy się kilkadziesiąt metrów dalej, pod samą białoruską granicę. Obowiązkowe zdjęcie ze szlabanem i dalej w drogę. Jedziemy na północ – planujemy bowiem pokręcić się po okolicznych wioskach: Wilanowie, Stołbcach, Werpolu, Borysowszczyznie i Sokólach. W tych urokliwych miejscowościach przeważa charakterystyczna na Podlasiu drewniana zabudowa. Sielskości tych miejsc dopełniają pozdrawiający nas wręcz masowo miejscowi – zarówno dzieci, jak i dorośli.

Kierunek według słońca

Na drogach asfaltowych czekają nas dziesiątki zakrętów i piękne proste odcinki w kompletnej ciszy lasów i pól. My jednak staramy się poruszać drogami gruntowymi. Nasz plan jest prosty: jako że nie mamy GPS-a i dobrych map kierujemy się tam, gdzie droga wygląda ciekawiej. Nawigację ograniczamy do jazdy w mniej więcej wyznaczonym kierunku (według położenia słońca). Co jakiś czas dojeżdżając do jakieś większej wsi korygujemy azymut za pomocą mapy lub napotkanych osób.

Granica z Białorusią
Również okoliczne drogi gruntowe są dla motocyklistów wspaniałe i niezwykle urozmaicone. Na monotonię z pewnością nie można narzekać. Z niesamowicie pięknej i krętej dróżki między polami wjeżdżamy na szybszy szutrowy odcinek leśny. Spotykane co kilka minut rozjazdy, czasem na wszystkie strony świata, dają nieograniczone możliwości wyboru drogi, kierunku nawierzchni lub po prostu otaczających widoków. A te są naprawdę piękne. Cała okolica jest lekko pagórkowata, zdarzają się cięższe odcinki piaszczyste lub błotniste, ale dla motocyklistów z przynajmniej podstawową umiejętnością jazdy w terenie – zdecydowanie przejezdne. Po kilku godzinach jazdy wracamy do naszego gospodarstwa na kolację i nocleg. Drugiego dnia trasę zaczynamy we wsi Niemirów położonej nad Bugiem przy samej granicy. Można się stąd przeprawić na drugą stronę rzeki malutkim promem do Parku Krajobrazowego „Przełom Bugu”.
Puste i urokliwe podlaskie drogi
My jednak  zostajemy po podlaskiej stronie, nie chcemy bowiem wjeżdżać do rezerwatu przyrody. Jedziemy w kierunku zachodnim. Wzdłuż rzeki wije się asfalt aż do Maćkowicz, lecz my jak zwykle wybieramy szlak gruntowy. Na całym 30-kilometrowym odcinku brzegowym są piękne dróżki prowadzące wśród starorzecza i naturalnych wałów. W związku w tym, że jest weekend nad wodą panuje spory ruch. Co 20 metrów stoi samochód, a nieopodal cała rodzinka wędkuje, grilluje lub wyleguje się na leżakach. Nie chcąc zakłócać wypoczynku jedziemy dalej od linii brzegowej drogą, która prowadzi przez stare koryto i rozlewiska Bugu. Jest kręta i co chwila napotykamy górki i dołki ze starych wałów. Robimy krótki postój w turystycznej miejscowości Mielnik, gdzie mimo niedzieli można zrobić zakupy coś zjeść i napić się kawy. Dalej jedziemy linią brzegową w stronę Siemiatycz.

Bunkry
Ciekawy element tych okolic to liczne bunkry Linii Mołotowa. Na północnym brzegu pomiędzy Drohiczynem a Mielnikiem i Niemirowem można spotkać wiele schronów. Są wśród nich obiekty zniszczone, ale zdarzają się też całkiem dobrze zachowane. Od Wólki Nadbużnej przez Olendry, Maćkowicze, Osłowo do Mielnika wiedzie niebieski szlak turystyczny zwany szlakiem bunkrów.

Linia Mołotowa

28 sierpnia 1939 r. podpisano między Niemcami i Związkiem Radzieckim pakt o wzajemnej przyjaźni, wytyczający nową granicę pomiędzy oboma państwami na linii San – Bug – Narew – Pisa. Układ ten zwany jest dziś „Paktem Ribbentrop – Mołotow|. Sowieckie umocnienia wznoszone w latach 30. na granicy określonej w traktacie Ryskim (tzw. Linia Stalina) stały się bezużyteczne ze względu na znaczne oddalenie od nowej granicy państwa. Przesunięcie granicy na zachód wymuszało na budowę nowego pasa umocnień. Powstałą w ten sposób nową linię obrony nazwano właśnie „Linią Mołotowa”.

Piach w zębach

Ze wsi Olendry kierujemy się na północ przez Maćkowicze i Pawłowicze na Górę Grabarkę, zwaną „Jasną Górą prawosławia”. 

Grabarka
Dalej brukowo-szutrową drogą kierujemy się do Siemiatycz, gdzie odbywają się zawody enduro Cross Country. Atmosfera piknikowa, parki maszyn i masa kibiców, całe rodziny, motocykliści i piękne dziewczyny. Gdy docieramy na miejsce, akurat na linii startu stoją zawodnicy z Pucharu Polski. Ogłuszający ryk silników, chwila napięcia, w końcu startują. Tor jest już mocno zaorany przez wcześniejsze wyścigi quadów. Piach i pył daje się we znaki nie tylko zawodnikom – również nam po pewnym czasie w zębach zgrzyta piach.

Góra Grabarka i las krzyży

Jak głosi legenda, w 1710 roku w czasie zarazy dziesiątkującej ludność Podlasia mieszkańcowi Siemiatycz zostało objawione, że życie można uratować jedynie udając się do uroczyska Sumieńszczyzna w pobliżu Świętej Góry Grabarki. Latem 1710 zebrało się tu 10 tys. ludzi, którzy rzeczywiście zostali ocaleni od zarazy. W podzięce wznieśli na wzgórzu drewnianą kaplicę, a miejsce to stało się ośrodkiem kultu i celem pielgrzymek ludności prawosławnej. Z czasem na miejscu kaplicy stanęła cerkiew, która otacza las krzyży przyniesionych tu przez pielgrzymów w najróżniejszych intencjach.

Jazda zawodników przypomina nieustającą walkę z prawami fizyki, a najbardziej spektakularne loty są nagradzane gromkimi brawami. My kibicujemy naszym sąsiadom, skutecznie. Jeden z nich – Michał – jest trzeci. Obserwując jazdę zawodników stwierdzamy, że jeszcze dużo musimy się nauczyć.
Po zawodach ruszamy w drogę do domu, oczywiście unikając głównych dróg.

5 KOMENTARZE

  1. Prawde mówiąc mieszkam na podlasiu (Siemiatycze) od dziecka. Czytając Wasz artykuł i oglądając zdjęcia na prawdę odnoszę nowe wrażenie piękna. Cieszę się że jest co docenić w naszym regionie.
    Wyprawa iście atrakcyjna. Generalnie to zwiedziliście najciekawsze miejsca, no i te zawody na które przypadkiem trafiliście. Prawda, jest na co popatrzeć :) Polecałbym jeszcze zwiedzić odkrywkową kopalnię kredy w Mielniku. Częstym miejscem grillowania jest również most kolejowy linii Siemiatycze Stacja – Siedlce. Niby nic, ale jest tam coś co podnosi ciśnienie :)
    Zapraszamy na podlasie :)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ