Ta szybka wycieczka – bo trudno ją nazwać wyprawą – to w istocie autostradowy test sportowo-turystycznego motocykla Kawasaki GTR 1400. 15 godzin w siodle, z czego większość na autostradzie w zupełności wystarczyło, by zwiedzić Amsterdam.

Na zawołanie Kto ma ochotę na szybki wypad w długi weekend do Amsterdamu? dość szybko zgłasza się czterech chętnych. Większość z nas nie może sobie wybaczyć mało aktywnego sezonu. Dlatego też z niecierpliwością czekamy na czwartek 14 sierpnia. Tego dnia mamy wyruszyć w szybką i stosunkowo długą podróż, mającą na celu zwiedzanie stolicy Niderlandów i jej okolic.

Podczas wypadu chcemy też przetestować autostradowego połykacza kilometrów, jakim jest Kawasaki GTR 1400. Z racji mojego wzrostu model ten jest jednym z niewielu sprzętów, na którym nie wyglądam jak ogr na ośle. W związku z tym oczekuję wyjątkowo komfortowej i wygodnej podróży. W końcu GTR został stworzony z myślą o takich właśnie wyprawach.

Pierwszy kontakt

Początkowe kilometry pokonane GTR-em przynoszą pierwsze ciekawe spostrzeżenia. Motocykl z pewnością jest doskonale wyważony, co wyraźnie mogę odczuć podczas wolnych manewrów czy ślimaczych prędkości w korkach w okolicy podwarszawskich Janek.

Autor relacji
Autor relacji
Zerkając w lusterka zauważam samochód, jadący bardzo blisko mnie. Po chwili okazuje się jednak, że to tylko boczne kufry, które w całości wypełniają obraz w lusterkach. Później jeszcze kilka razy będę miał wrażenie, że jakieś auta jadą tuż za mną, a to tylko moje kufry. Składanie się w zakręty tym motocyklem jest jednak jak najbardziej możliwe . Jadąc przez Warszawę na ślimaku mostu Siekierkowskiego udaje się bezproblemowo przytrzeć podnóżki.

Zbiórka o 5.30. Przypinam kufry do stelaży i w drogę. Słońce ciemną czerwienią powoli wyłania się znad horyzontu. Poszarpane kształty chmur wyglądają jak bordowa teatralna zasłona, która zaraz się odsłoni aby zacząć spektakl kolejnego letniego dnia. Wszyscy są już na miejscu, więc ruszamy bez ociągania. Andrzej, który wyruszył dzień wcześniej z Katowic ma na nas poczekać na Berliner Ringu. Ponieważ nie lubię drogi przez Łowicz, jedziemy najkrótszą trasą do Strykowa, tj. przez Skierniewice, Maków, Łyszkowice i Głowno (podróż odbywała się w czasie, gdy autostrada do Berlina nie została jeszcze zbudowana – red).

Zawieszenie GTR-a sprawuje się bardzo dobrze. Na szybkiej „gierkówce” daje poczucie stabilności. Na bocznych dziurawych drogach w okolicy Łyszkowic trzęsie na tyle łagodnie, że nie daje odczuć złej jakości nawierzchni. W końcu wjeżdżamy na autostradę. Ustawiamy prędkość przelotową na 160 km/h.

Holandia czy Niderlandy

Używane przez Polaków określenie Holandia oznaczające Królestwo Niderlandów jest… niewłaściwe. Holandia bowiem to jedynie kraina geograficzna państwa zwanego Niderlandami. Holandia Północna i Holandia Południowa to dwa spośród dwunastu regionów na które składa się Królestwo Niderlandów. Mieszkańcy Niderlandów bardzo cenią świadomych tego faktu turystów, dlatego będąc tam warto używać określenia Niderlandy zamiast Holandia. Sam Amsterdam jest położony w Holandii.

Kierowcy samochodów robią nam miejsce, a GTR rzadko kiedy wymaga redukcji biegów przy wyprzedzaniu. W końcu wjeżdżamy na niemiecką autostradę. Robi się równiej, szybciej i przyjemniej. Jeszcze przed Berlinem oczy mi się same zamykają. Robimy jeszcze 300 km i padamy na parkingu na trawę. Nie zważając na TIR-y, autobusy pełne turystów i inne hałasy śpimy jak zabici.

Kilkudniowy wypad do Amsterdamu
Kilkudniowy wypad do Amsterdamu
Andrzej czeka na nas na holenderskiej granicy. Od tej pory nasza maksymalna prędkość spada do 140 km/h. Ustawione prostopadle do kierunku jazdy kufry Zega w DL-u Andrzeja przy tej właśnie prędkości powodują, że tył jego motocykla przestaje wykonywać polecenia kierowcy. Zresztą i tak prędkość pozostałych pojazdów na holenderskich autostradach jest mniejsza, tj. ok. 10% więcej niż dopuszczalna.

Otoczenie autostrady (parkingi, barierki, znaki, kładki) wyglądają na wyeksploatowane. Z drugiej strony jakość samej nawierzchni jest idealna. Ani jednego dołka czy koleiny. Przed samą stolicą Królestwa Niderlandów dopada nas krótka, kilkuminutowa ulewa. Niby nic przyjemnego, ale w sumie to świetna okazja do sprawdzenia jak owiewki i szyba GTR-a chronią przed deszczem. Wynik testu: nie chronią na tyle na ile wyglądają.

Wiatr sprytnie zawiewa krople deszczu za szybę i padają one dokładnie na brzuch kierowcy. Co gorsza, po deszczu ich wysychanie jest dłuższe, gdyż za szybą nie ma silnego wiatru. Jedyny sposób na uniknięcie przemoczenia to położyć się na baku i utrzymywać prędkość powyżej 100 km/h. Niestety GPS Andrzeja kieruje nas najszybszą ale nie najkrótszą trasą do hotelu. W rezultacie niepotrzebnie zwiedzamy kilka obwodnic stolicy zamiast jechać wprost do celu.

Po przejechaniu 1256 km w ciągu 15 godzin zsiadamy wreszcie z motocykli. Siodło GTR-a dobrze się spisało. Nocleg wybieramy w hotelu Abina na przedmieściach Amsterdamu, w miejscowości Amstelveen. W samej stolicy hotele są bardzo drogie.

Miasto kanałów i rowerów

Nowy dzień zaczynamy od zwiedzania miasta. Okazuje się że koszt taksówki do centrum dla czterech osób jest taki sam jak koszt podróży miejskim autobusem. Przygodę rozpoczynamy od muzeum Heinekena, które niestety akurat jest w remoncie.

Klimatyczna knajpka
Klimatyczna knajpka
Pierwsze co rzuca się w oczy to liczba rowerów. Stoją one wszędzie. Mieszkańcy Amsterdamu poruszają się głównie nimi. Młodzież, starsze panie, pracownicy fizyczni, biurowi, matki i ojcowie z małymi dziećmi w koszykach – wszyscy jeżdżą rowerami. Ponadto ich jednoślady mają czasami zadziwiające kształty. Ponoć w całym mieście jest ich około 600 tys. a co roku 25 tys. wpada do kanałów.

Następnie kierujemy swe kroki do Muzeum Van Gogha. Czas oczekiwania w kolejce wynosi ponad godzinę, więc odpuszczamy. Wolimy zobaczyć codzienne życie mieszkańców żyjących swoim rytmem, gdzieś na obrzeżach centrum. Szukamy ulicy Da Costakade, przy której na tamtejszym kanale zacumowane jest kilkadziesiąt barek mieszkalnych. Te pływające domy nierzadko posiadają łazienki, murowane ściany i tarasy. Na rogu Bilderdijkstraat i Bilderdijkkade wstępujemy do bardzo klimatycznego pubu, w którym czas zatrzymał się kilkadziesiąt lat temu. Stare plakaty sportowe, szpatułka do ścinania piany z kufli, garstka stałych bywalców o dwunastej w południe i nowoczesny telewizor.

Mosty i kanały

Amsterdam posiada 160 kanałów i z tego powodu zwany jest Wenecją północy. Trzy największe kanały okalające miasto i równoległe względem siebie to Herengracht, Keizersgracht i Prinsengrach. Aby skutecznie ułatwić przemieszczanie się po tym mieście, wzniesiono w nim ponad tysiąc mostów i kładek.

Spacer wzdłuż Da Costakade jest wart pokonania wcześniejszego dystansu. Różnorodność barek przerasta nasze oczekiwania. Przy okazji spotykamy kilku Polaków remontujących czwarte piętro kamienicy. I tu nadarza się okazja aby wspomnieć, jak gęsto zabudowanym miastem jest Amsterdam. Klatki schodowe są tak wąskie, że czasami uniemożliwiają wniesienie większych zakupów. Dlatego z dachu każdego z budynków wystaje kątownik, na końcu którego znajduje się kółko. Przez nie przerzuca się linę. Każdy budynek posiada przynajmniej jedno większe okno. W ten sposób – wciągając przedmioty na linie, transportuje się je do mieszkań.

Amsterdam, czyli XXX

Na Amsterdam zwykło się powiadać potocznie XXX. Nie kryje się za tym nic specjalnego, gdyż owe 3 znaki X znajdują się na fladze tego miasta. Pochodzą od herbu miasta, tj. trzech krzyży Św. Andrzeja.

Aby dać wytchnienie zmęczonym już nogom decydujemy się skorzystać z wodnego autobusu. Za dobowy bilet w sieci promów miejskich można do końca danego dnia pływać do woli na czterech różnych liniach. Ponadto przydatnym dodatkiem do biletu jest schemat linii Canal Bus-ów, co wiąże się z otrzymaniem dość dokładnej mapy. Dzięki promowi leniwie zwiedzamy niemal całe miasto. Wieczór spędzamy włócząc się po zakamarkach ulic Amsterdamu, przyglądając się wielu innym atrakcjom tego specyficznego miasta.

Zaludnienie

Holandia jest najbardziej zaludnionym państwem w Europie. Na każdy kilometr kwadratowy przypada 395 osób. W samym Amsterdamie ta wartość rośnie średnio do 4484 osób/km kw. nie licząc turystów, których przybywa do miasta corocznie 4 mln.

 

Holandia Północna

Kolejnego dnia po obfitym śniadaniu siadamy na motocykle. Ruszamy na objazd najciekawszych atrakcji znajdujących się w okolicach stolicy. Doskonale zdajemy sobie sprawę, że nie mamy dużo czasu na zwiedzenie wszystkich z nich. Zdejmuję kufry boczne z GTR-a. Widoczność w lusterkach zrobiła się idealna.

Rowery są wszędzie
Rowery są wszędzie
Pierwszym celem jest Zaanse Schans, tj. holenderska wieś w XVII w. Skansen powstał w miejscu w którym w 1574 r. Holendrzy odparli atak wojsk hiszpańskich, oswobadzając się spod ich panowania. Stąd nazwa tej olbrzymiej wystawy (schans – hol. szańce). Nad brzegiem rzeki znajdujemy stare magazyny i wiatraki. W zwiedzanym skansenie życie toczy się jak 400 lat temu.

Domy mają swoich mieszkańców, pasą się kozy, wytwarza ser, a jeden z wiatraków produkuje olej z orzechów. Zaanse Schans było jednym z najważniejszych centrum przemysłowym w Europie.

Westerkerk

Znajdujący się przy Westermarkt – Westerkerk to jedna z najwyższych budowli w Amsterdamie, której wieża jest udostępniona dla zwiedzających. Rozpościera się z niej wspaniały widok na centrum. Znajdujące się w niej organy w każdy wtorek o 13.00 dają godzinny koncert złożony z melodii popularnych pod koniec XX wieku. Często można usłyszeć melodię z piosenek Beatlesów czy Elvisa Presleya.

Z brzegów spokojnego nurtu rzeki Zaan udajemy się nad brzeg Morza Północnego. Trasą N203 i N512 jedziemy do Egmond aan Zee. Boczne drogi podobnie jak autostrady, są w tym kraju idealne. Lekko chłodzący wiatr wiejący od morza i ciepło grzejące Słońce, zapewniają wspaniałe warunki do podróży. Mijamy łagodnymi łukami małe, czyściutkie wioski i setki wiatraków produkujących energię elektryczną. Idylliczna atmosfera rozleniwia nas i uspakaja.

W Egmond aan Zee trafiamy na szeroką plażę, na której przebywa kilkaset osób. Miejscowość jest popularnym ośrodkiem wczasowym, więc widoczna jest odpowiednia infrastruktura – pensjonaty, małe hotele i duże parkingi. Kilka kilometrów od brzegu w toni morskiej wody stoją kolejne wiatraki produkujące prąd.

Anna Frank

Anna Frank to autorka „Dziennika” – jednej z najbardziej przejmujących pozycji literatury traktującej o II Wojnie Światowej. 13-letnia żydowska dziewczynka przez dwa lata wojny ukrywała się wraz z rodziną w specjalnie przygotowanej kryjówce w Amsterdamie. Przez cały tragiczny okres swojego młodego życia spisywała swoje myśli w pamiętniku.

Niestety rodzina Frank została wydana przez holenderskiego donosiciela. Anna zmarła w obozie koncentracyjnym na krótko przed jego wyzwoleniem przez Brytyjczyków. Dom rodziny Frank stanowi obecnie muzeum, gdzie wystawiony jest m. in. rękopis pamiętnika. Muzeum znajduje się na ulicy Prinsengracht 267 tuż obok Westerkerk.

 

Z Egmond aan Zee jedziemy drogą N242 do autostrady A7. Chcemy dotrzeć do Afsluitdijk. To największa grobla w Holandii. Zbudowana została w latach 1927-1933. Długa na 32 km, szeroka na 90 m, łączy Północną Holandię z Frieslandią. Grobla odcięła dużą część Morza Północnego, przekształcając jego wody w słodkie jezioro IJsselmeer. Dzięki temu zatoka uległa częściowemu wyschnięciu, co powiększyło powierzchnię kraju w postaci żyznych gleb.

Dwa symbole Holandii
Dwa symbole Holandii
Jazda po niej jest niespotykanym przeżyciem. Jedziemy dość szybko (140 km/h) po wąskiej nitce lądu znikającej gdzieś na horyzoncie w otaczających ją wodach. Na drodze pojawia się mnóstwo motocyklistów. Grobla jest zapewne dobrym miejscem na weekendowy wypad motocyklem na kawę. W 1/3 jej długości umiejscowiono parking, kładkę nad drogą i budynek restauracji. Taras znajduje się po stronie wód słodkich, ale jest także wieża, z której można podziwiać tę zjawiskową konstrukcję.

Zawracamy w miejscowości Breezanddijk, znajdującej się w 2/3 długości grobli. Wybudowanych jest tam kilkadziesiąt domków, w których mieszkali kiedyś budowniczowie tego obiektu.

Zamek Muiderslot

Po czwartkowej nauczce, że 1250 km w jeden dzień to o wiele za dużo, decydujemy się wyjechać trochę wcześniej. Nie możemy odpuścić zwiedzenia zamku Muiderslot znajdującego się na przedmieściach Amsterdamu, u ujścia rzeki Vecht.

Jego historia sięga roku 1280, gdy hrabia Floris V wzniósł w tym miejscu zamek z kamienia. Strzegł od wejścia do rzeki i jednocześnie portu w mieście Utrecht. Służył on również do poboru opłat od handlarzy. Przez krótki okres w XVIII w. mieściło się tam więzienie, ale opuszczony później zamek podupadł. W 1825 r. został wystawiony na sprzedaż celem rozbiórki, lecz interwencja króla Williama I uratowała tę budowlę od zniknięcia.

Dzielnica Czerwonych Latarni

Obszar wokół kanału Voorburgwal i kościoła Oude Kerk, gdzie mieszczą się liczne domy publiczne. Nazwa zawdzięcza swe brzmienie czerwonym światłom zapalonym w oknach. Jednak pochodzenie określenia RLD przypisuje się czerwonej barwie lampionów noszonych przez pracowników kolei, którzy masowo korzystali ze wspomnianych usług, zostawiając swoje lampki przed drzwiami lokali.

Jeśli ktoś oprócz wiatru we włosach na motocyklu lubi poczuć ten sam wiatr w towarzystwie trzepoczących żagli, kilka kilometrów na wschód od zamku Muiderslot mieści się marina, przy której cumuje około 1,5 tys. łodzi. Wyruszamy z miasta i jedziemy spokojnie w kierunku Niemiec. Andrzej dostrzega pomiędzy drzewami tablicę reklamową hotelu Nuse, gdzie zatrzymujemy się na noc.

Uczestnicy wyprawy
Uczestnicy wyprawy
Kolejnego dnia podczas podróży testuję mój motocykl przy dużych prędkościach. Stwierdzam że GTR zachowuje się tak samo przy prędkości 120 km/h jak i tych przekraczających ponad 200 km/h.

Dojeżdżamy do Polski. Niestety autostrada nie należy do najlepiej pomyślanych. Na odcinku 300 km jest jedna stacja paliw.

Podróż podsumowujemy jako bardzo ciekawą i spełniającą nasze oczekiwania. Były szybkie przejazdy i duże odległości. Oby takie wyprawy odbywały się częściej i w równie doborowym towarzystwie.

Uczestnicy wyprawy

Marcin Penkala – Yamaha FZS 600 Fazer

Piotr Bogusz – Suzuki M 1800 Intruder

Andrzej Stępniewski – Suzuki DL 650 V-Strom

Artur Biedroń – Kawasaki GTR 1400

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ