Wycieczka szlakiem latarni morskich? Pomysł pojawił się zupełnie spontanicznie, przypadkiem. No bo jak tu motocyklowo zagospodarować tydzień urlopu? Wszystko udało się znakomicie!

Tekst: Marek Majszewski, zdjęcia: Marek Majszewski, Agnieszka Kowalczyk

Początkowo studiując mapę Polski planuję objazdówkę kraju, ale stosunek ilości planowanych dni do dystansu do przebycia jest słaby. Patrząc na polskie wybrzeże nagle doznaję olśnienia. Czemu nie odwiedzić wszystkich latarni morskich stojących nad Bałtykiem?



Gdy mam już cel okazuje się, że pionierem w tym temacie nie jestem, bo już ktoś to przede mną zrobił motocyklem, ale jest tylko jedna relacja, jaką znajduję w necie. Niesiony entuzjazmem szkicuję tylko ogólny plan. Jedziemy ze wschodu na zachód wybrzeża i będziemy nocować tam, gdzie nam wypadnie.

SAMSUNG CAMERA PICTURESW niedzielę 24 lipca pakujemy na naszą Yamahę namiot, śpiwory i parę niezbędnych klamotów. Wyruszamy około 7.30 z Lubina w kierunku pierwszej latarni na naszym szlaku tj. do Krynicy Morskiej. Mając do przebycia w tym dniu 503 km, bez żadnej napinki jedziemy spokojnie z założeniem, że omijamy wszelkie drogi szybkiego ruchu.

Niestety raz nasza nawigacja jakimś cudem wrzuca nas na krótki odcinek S5, ale droga jest pusta i dzięki temu podganiamy troszkę. Nie lubię jeździć autostradami, nic nie wnoszą do mojej jazdy, widoki na ogół są kiepskie, a prędkości zmuszają do maksymalnej koncentracji, pozbawiając mnie przyjemności kontemplacji jazdy. Poza tym na naszych drogach niestety nie brakuje oszołomów chcących zabić siebie, a przy okazji i ciebie.

Ślady pamięci

SAMSUNG CAMERA PICTURESW główny cel wpleciony jest jeszcze jeden – chcemy odwiedzić miejsce zamieszkania mojego taty w latach dziecięcych. Mała miejscowość Papowo Biskupie za Toruniem, gdzie do dziś stoi dom, w którym mieszkał i budynek przedszkola, do którego uczęszczał. Wiem, że zrobienie tam paru zdjęć sprawi tacie ogromną radość, a ja zobaczę miejsce, które znam z fotografii z lat 40.



Po nostalgicznej wizycie w Papowie obieramy kierunek na Marlbork, gdzie docieramy wczesnym popołudniem. Niestety – ilość niedzielnych turystów i cena biletu skutecznie zniechęcają nas do zwiedzenia tego uroczego zamczyska. Wobec tego cieszymy się jego widokiem z zewnątrz, bombardowani wszędobylską komercyjną ofertą – od magnesików na lodówkę począwszy, na drewnianych mieczach skończywszy. Nie pozostaje nam nic innego, jak tylko dojechać do celu, który osiągamy około godziny 17.00.

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Zapisz się na MV-newsletter!