Dobra ekipa z wielu zakątków Europy, motocykle od sasa do lasa i ostre tempo – czy taka eskapada mogła się udać? Nie tylko mogła, ale była jedną z najlepszych, jakie przeżyliśmy. Zobaczyliśmy wiele pięknych miejsc i zyskaliśmy super wspomnienia.

Tekst: Wojciech Czapla, zdjęcia: uczestnicy wyprawy

29 grudnia 2015 wieczorową porą spotykamy się na pierwszym zebraniu wyjazdowym dotyczącym moto przygody w Alpach i na Lazurowym Wybrzeżu. Skład – Tomek – Hayabusa, Szymon – Hayabusa, Piero – Kawasaki Z1000SX, Hubix – Vulcan 1500 i Czapla – Kawasaki ZZR 1400. Z Olkiem – GS ADV 1200 i Grzesiem – R1100RT łączymy się telefonicznie, ponieważ mieszkają odpowiednio w Szwajcarii i Irlandii.


Po dwuletniej przerwie od wyjazdu na Gibraltar tym razem decydujemy o wyprawie w Alpy i zaliczeniu paru ładnych przełęczy. Czas płynie szybko, aż nastaje dzień wyjazdu – 25 maja. Dzień wcześniej Hubix Vulcanem startuje do Hagen do Tomka, aby następnego dnia spotkać się z nami w Butzbach. Nie chce nas spowalniać na niemieckich autostradach. Tego samego dnia Grzesiu (mój szwagier) wypływa promem z Irlandii – Rosslare do Francji – Roscoff. Spędza na morzu 18 godzin.

Olek zabrał nas na ładną traskę nieopodal Aigle
Mocna ekipa gotowa do drogi

O szóstej rano 25 maja w Kołobrzegu na stacji BP spotykamy się w składzie: Szymon, Piero i ja, Czapla. Celem na pierwszy dzień jest dojazd do Aigle w Szwajcarii – 1400 km – gdzie mieszka Olek, dobry stary kumpel, któremu przyszło się od nas wyprowadzić. Ruszamy przez Kołbaskowo dobrym tempem ok 210-220 km/h w kierunku Butzbach w Niemczech, gdzie spotykamy się z Hubixem i Tomaszem. Pogoda dopisuje i po przejechaniu 820 km docieramy do miejsca zbiórki na godzinę 14. Po godzinnej przerwie ruszamy dalej w kierunku Szwajcarii tempem już nieco wolniejszym ale 150-160 km/h nie schodzi. Vulcan Huberta daje radę.

Szwajcaria ostrożnie

Na granicę w Basel docieramy na godzinę 19. Kupujemy winiety na autostrady – 40 franków od sztuki, ważna przez rok. Przez Szwajcarię jedziemy już prawie przepisowo, bo mandaty sporo kosztują, a radarów mnóstwo. 140 km/h to nasza prędkość maksymalna. Zaczynają się piękne górskie widoki. Nawet dobrze, że jedziemy wolniej, bo można więcej zobaczyć. Takim tempem na camping w Aigle zajeżdżamy na godzinę 22.

W międzyczasie dostaję info od Grzesia, że ma spore opóźnienie – po pierwsze nawigacja wariuje pod Paryżem i robi parę pętelek więcej, po drugie na stacjach benzynowych we Francji jest strajk. Musi zbaczać z autostrad i szukać małych stacji, gdzie i tak nie sprzedają więcej jak 20 litrów – na szczęście taka ilość BMW starcza aby przemieszczać się dalej. Niestety – tego samego dnia nie udaje mu się dojechać do nas. Zjechał z promu o 11 rano i 1000 km z takimi przygodami jest nie do zrobienia.

W Aigle czapla spotkała Czaplę

Nas na polu wita oczywiście Olek. Mordy wszystkim się cieszą i zaraz po rozstawieniu namiotów idziemy na mały spacerek po ładnym miasteczku. Zmęczenie dopada nas o pierwszej w nocy, odprowadzamy Ola i idziemy spać. To nasze pierwsze 1400 km na raz i po takich drogach jakimi są autostrady robimy to z przyjemnością.

Następnego dnia, o dziewiątej budzi nas piękne słońce, które wstaje zza wysokich gór. Dookoła nas piękne widoki. Dostajemy sms od Grzesia, który spał na stacji benzynowej 200 km od Aigle, że będzie z nami ok godziny 11. W tym czasie idziemy wszyscy wraz z Olkiem na śniadanie do lokalnej piekarni i na kawę do naszej koleżanki Brydzi, która pochodzi z Kołobrzegu, ale od lat mieszka w Aigle.



Umawiamy się na spotkanie u niej wieczorem. Dojeżdża Grześ, opowiada trochę o swych przygodach we Francji i o 12. ruszamy w 7 sprzętów na trasę, jaką zaplanował Olek. Jedziemy super krętą trasą wśród gór do miasteczka Gruyeres. Znajduje się tam muzeum HR Gigera – artysty, który tworzył postacie do filmu „Obcy”. Muzeum jak i bar stworzony przez niego robią ogromne wrażenie. Następnie jedziemy do Vevey, miasta położonego nad samym brzegiem jeziora Genewskiego.

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Zapisz się na MV-newsletter!