Wzrosną mandaty za wiele wykroczeń drogowych. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych chce by policja surowiej karała piratów, ale naszym zdaniem chodzi wyłącznie o wzrost wpływów do budżetu.

Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji zaplanowało surowsze kary za wiele popularnych wykroczeń drogowych. I tak za parkowanie na miejscu dla niepełnosprawnych bez wymaganego zezwolenia kierowca otrzyma teraz 7 punktów karnych zamiast pięciu, jak to było dotychczas.



Zostanie wprowadzonych także kilka nowości – jedną z nich będzie 5 punktów karnych za jazdę po przejściu dla pieszych lub chodniku. Zmiany dotkną także kierowców, którzy spowodują kolizję na drodze wewnętrznej – od stycznia wykroczenie takie zagrożone będzie karą sześciu punktów – dotychczas było ono nieobecne w taryfikatorze.

Dodatkowe punkty czekać też będą na kierowców jeżdżących bez pasów lub kasku oraz tych, którzy nie zastosują się do znaku „stop”. Nowość to punkty karne za wyprzedzanie z niewłaściwej strony.

Inspektor Marek Konkolewski z Komendy Głównej Policji zapowiada także zaostrzenie kar za zbyt szybką jazdę. Zdaniem stróżów prawa zwiększenie punktów karnych za poszczególne wykroczenia będzie skuteczne, ponieważ kierowcy boją się ich bardziej niż kar finansowych. 

Policja nie pozostawia jednak żadnych złudzeń – wysokość mandatów także ulegnie zmianie, choć jakiej wysokości będą to podwyżki nie zdradzono. 

Na łatwiznę

Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji i policja nie prowadzą żadnych znaczących kampanii społecznych promujących bezpieczną jazdę lub uświadamiających zagrożenia drogowe. Wybrano drogę łatwiejszą – sięgnięcie głębiej do kieszeni kierowców.



Plany wydają nam się idiotyczne – od wielu lat obserwujemy systematyczną poprawę kultury jazdy polskich kierowców. Surowsze kary za wykroczenia nijak mają się do tego zjawiska. Jesteśmy pewni, że plany urzędników mają na celu wyłącznie pokrycie rosnących wydatków rządu.

8 KOMENTARZE

  1. Bardzo dobrze! Nic tak moim kochanym rodakom nie przemawia do rozsądku jak wysokie kary finansowe. Jeżdżę motocykle zgodnie z przepisami (nieraz durnymi, przyznajmy). Nie zliczę ile razy irytowałem kierowców zwalniając z 90 km/h w miejscowościach przelotowych gdy pojawiał się znak „teren zabudowany”. Kampanie są może i dobre ale głównie finansowo dla ich wykonawców. Zobaczcie jak nasi jeżdżą za granicą, szczególnie w Skandynawii. Świadomość horrendalnie wysokich jak dla nas mandatów jest wystarczającym impulsem. Nie sądzę aby nasi oglądali kampanie na rzecz bezpieczeństwa jazdy emitowane w skandynawskich mediach.
    Mam wrażenie że autor artykułu też traktuje oznaczenia ograniczenia prędkości jako nieśmiałą sugestię, a nie obowiązujące prawo, skoro pisze teksty z tezą o sięganiu do kieszeni. Mandaty powinny być zdecydowanie wyższe, a najlepiej proporcjonalne do dochodów, wówczas więcej osób magicznie nauczyłoby się jeździć z głową.

    • … jeżeli już „proporcjonalne do dochodów” to chyba raczej niższe, przynajmniej w odniesieniu do średniej krajowej. Czytaj ze zrozumieniem jeżeli chcesz puentować temat, nikt tutaj nie neguje bezpiecznej jazdy ani litery prawa, stara się jedynie napiętnować mizernie zawoalowany slogan mający gówno wspólnego z bezpieczeństwem i troską o obywatela poza chęcią sięgnięcia do jego kieszeni … .

    • Mejo, ty jesteś jak szablonowy polak, zawistny, dlaczego chcesz żeby ludzie płacili wyższe mandaty? Bo ciebie to niby nie dotyczy? A może chciałbyś także wyższej ceny paliwa, no przecież jak paliwo będzie kosztowało tyle co z Norwegii, to ludzie bedą mniej jeździć, czyli będzie mniej wypadków. Jesteś za? No przecież nic nie zadziała lepiej niż finanse, prawda? Fajnie ze się ze mną zgadzasz :-)

    • Przenieśmy wszystko co w Skandynawii od zarobków,tempa pracy ,ogólnej stabilizacji, rozwiązań infrastruktury drogowej oraz ilości poruszających się pojazdów dobowo na newralgicznych odcinkach, koniecznie limit dozwolonych promili , ilość miejsc parkingowych i postojowych do ilości pojazdów,itd. To wszystko i jeszcze setka innych pośrednich i bezpośrednich wynikających z tradycji czynników bezwzględnie poprawi bezpieczeństwo na Polskich drogach.
      Przenieśmy więc wszystko w całym pakiecie np. ze Szwecji do Polski, a nie wybiórczo rzucając modny przykład bezpiecznej Skandynawii czyli grupy państw zamieszkiwanej łącznie przez ludność ilościowo równą ludności dwóch europejskich miast- Londynu i Paryża mogących również służyć za przykład naszym legislatorom w stosowaniu wysokości kar za dane przewinienie do średniej zarobków

  2. Po części zgadzam się z przedmówcą – nic tak bardzo nie działa na kierowców jak bacik w postaci punktów karnych i wysokich mandatów.
    Z tym że fajnie by było, jakby do „pracy nad sobą” wzięły się odpowiednie służby odpowiedzialne np. za prawidłowe oznakowanie dróg. Znaki „terenu zabudowanego” w lesie albo 2km przed faktycznymi zabudowaniami tylko prowokują do traktowania znaków ograniczenia prędkości jako „sugestii”. To tylko jeden przykład..

  3. Jestem przeciwny piractwu drogowemu, ale nie można też przesadzać w drugą stronę. Mam to szczęście, że nie muszę mieć samochodu (nie jestem dwudziestoparolatkiem – zbliżam się do czterdziestki), ale często widzę, jak ludzie zmuszeni są parkować auta na chodniku, gdy zabraknie miejsc w zatokach pod blokiem (nie ich wina, że w starszym budownictwie nie ma parkingów podziemnych). Za to mają dostawać punkty karne? Zrozumiałbym jeszcze za omijanie korka chodnikiem albo takie parkowanie połączone z rozpędzaniem pieszych. Przyjazne państwo, nie ma co. Pozostaje mieć nadzieję, że stróże prawa wykażą się rozsądkiem. Na szczęście głosować można podatkami…

  4. „Plany wydają nam się idiotyczne – od wielu lat obserwujemy systematyczną poprawę kultury jazdy polskich kierowców”.

    Bzdura. Jeżdżę tylko motocyklem. Kraków ul. Królowej Jadwigi. 40 km/h. Tak jadę. Wszyscy mnie wyprzedzają. Ul. Balicka. Takie same ograniczenie. Wyprzedzanie na niej to norma. Aleje, odcinek pomiędzy mostem grunwaldzkim a Matecznym. Jadę 70 km/h. Jestem najwolniejszym użytkownikiem drogi.
    W Krakowie 50 km w terenie zabudowanym to w dużej mierze fikcja. Tak jadąc wyprzedzają mnie na „grubość” lakieru nieomal. Chamskie wymuszanie pierwszeństwa bo tylko motor. Przez dwa lata nabiłem po moim mieście 10 000 km. Przykłady mogę mnożyć.

    • Juzwa – my także dużo jeździmy motocyklami – ja w zeszłym roku zrobiłem 20 000 kilometrów, w większości po Polsce. Nie zgadzam się z Tobą, że kultura jazdy Polaków się nie poprawia. W porównaniu do tego, co działo się jeszcze 5-6 lat temu widzę ogromny postęp. A specyfika jazdy w mieście diametralnie różni się od tej poza nim. W ruchu miejskim liczy się sprawność i dostosowanie do tempa ruchu. Zapewniam Cię, że w Mediolanie czy Rzymie jest znacznie gorzej niż w Krakowie. Sprawdziłem. Pozdrawiam.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Zapisz się na MV-newsletter!