Kocham motocyklowe podróże. Kropka. Ale właściwie dlaczego? Oto mój osobisty i bardzo subiektywny ranking czynników, dlaczego tak mam. Naliczyłem ich dziewięć.

Mariusz Ignatowicz

To pytanie błąkało mi się po głowie od bardzo dawna: co takiego wyjątkowego jest w tych podróżach motocyklowych? Za co kocham akurat ten rodzaj rozrywki? Czy to jest w ogóle dla mnie rozrywka – podróżowanie motocyklem? A może styl życia? Hobby? Dlaczego gdy wsiadam na motocykl, to za 100 kilometrów mam banana na twarzy?

Spróbowałem to sobie wszystko rozłożyć w głowie na czynniki pierwsze i logicznie, racjonalnie określić, dlaczego jazda motocyklem to nie jest zwykłe przemieszczanie się z miejsca na miejsce. Znalazłem dziewięć powodów, dla których kocham podróże motocyklowe. Wymieniam je w kolejności od najmniej do najbardziej dla mnie istotnych.

9. Momenty zapomnienia

Wystarczy że wsiądę na motocykl i wyjadę z miasta – już po chwili wszelkie problemy zostają daleko w tyle.  Zastanawiam się gdzie będę spać, kombinuję czym nasmarować łańcuch. Podejmuję fundamentalne dla mnie teraz decyzje: czy na kolację zjeść szprotki, czy może gulasz angielski. To są prawdziwe wybory, tu, na tej drodze, toczy się teraz całe moje życie! Zrzędliwa sąsiadka, niespłacona rata kredytu i zepsuty kran zostały daleko w domu. Nie myślę o nich, mam ich wszystkich gdzieś, już nie istnieją.

Teraz problemem jest ograniczenie do 70 i upierdliwa muszka w uchu.

8. Samopoczucie po podróży

Po każdej, najkrótszej nawet podróży czuję się lepiej niż przed nią. Proste. Ani razu nie było odwrotnie. Najmniejszego wyjątku. Nawet gdy zlał mnie deszcz, wychłodził nagły przymrozek czy zdenerwował durny policjant.

Tak to po prostu działa. Po podróży jest mi zawsze lepiej niż przed.

7. Adrenalina

To niestety ciemna strona podróży motocyklowych. To coś co spędza sen z powiek matkom i ojcom nie tylko jeżdżących nastolatków.

Pęd do poczucia niebezpieczeństwa. Tak bardzo destrukcyjny i taki kuszący.

Boję się u siebie tego uczucia, ale jednocześnie tęsknię za nim i podczas każdej podróży muszę choć raz go w sobie wywołać. Pojechać za szybko przez wieś, za bardzo odkręcić na autostradzie, zbyt ryzykownie wyprzedzić ciężarówkę. Uwielbiam te niebezpieczne momenty zwiększonej adrenaliny i chyba nigdy już kochać ich nie przestanę.

Atawizm? A może fizjologia?

6. Omijanie korków

Autostrada napakowana aż po horyzont, wszyscy pocą się w upale, a ja odbijam na pas bezpieczeństwa i w kilka minut jestem na czele peletonu. A na dodatek nikt nie uważa mnie za chama!

Jak nie autostrada to długa mijanka na alpejskich przełęczach, kolejka na przejściu z Białorusią czy choćby przejazd przez zakorkowany Belgrad. Wpływ korków na moje podróże jest prawie zerowy. Chyba jeszcze nigdy nie miałem takiej sytuacji, bym szybciej lub wolniej nie mógł się przecisnąć.

5. Zaangażowanie w świat zewnętrzny

Choćbym chciał to nie potrafię jechać motocyklem na autopilocie. Choćbym nie wiem jak był zmęczony – zawsze zaangażowany jestem w drogę i czuję się jej częścią. A samochodem? Ile razy zdarzyło się mi przejechać autem kilkaset kilometrów i nie pamiętać drogi (nie mówiąc o pociągu czy samolocie)!

Odczuwanie świata zewnętrznego jest krańcowo różne podczas jazdy motocyklem – może chodzi o to, że muszę być bardziej skupiony by po prostu przeżyć…

4. Jazda w zakrętach

Zakręty, czyli winkle. Po to jeżdżę w Alpy czy Bieszczady. Oczywistość którą odkryłem niedawno: podczas jazdy samochodem wyrzuca mnie na zewnątrz, a motocyklem składam się przecież w kierunku drogi, do wewnątrz.

Oddalenie od drogi – i zbliżenie do niej. Symboliczne.

To zupełnie inna filozofia pojmowania podróży i moim zdaniem rzecz absolutnie fundamentalna. O przeciążeniach w zakrętach pisać nie będę – wystarczy spojrzeć na rozradowane twarze motocyklistów na przełęczach.

3. Poczucie wspólnoty

Ta prosta, banalna i powszechna prawda stanowiła kiedyś dla mnie odkrycie niczym dla Kolumba Ameryka: na pomoc innych motocyklistów mogę liczyć w każdych okolicznościach i pod każdą szerokością geograficzną. Nieważne czy jestem w Albanii czy w Monako, czy pojadę litrowym sportem czy 20-letnim chopperem: w razie kłopotów zawsze znikąd pojawi się inny motocyklista, bezinteresownie oferujący mi pomoc.

Pojedzie 100 kilometrów po brakującą część, zadzwoni po brata z lawetą albo przenocuje mnie w swojej mikroskopijnej kawalerce. Wspaniały element podróży motocyklowych. Lewa w górę.

2. Zapachy

Uwielbiam zapachy podczas jazdy motocyklem, a kompletnie ich nie odczuwam gdy jadę autem. Pola dojrzewającej cebuli. Świeżo skoszone trawy. Zbutwiałe jesienne liście. Rozrzucony nawóz, zapach ruskich ciężarówek jeżdżących na podłym paliwie, smażonych ryb czy wiosennych bzów. Gdy tylko mogę otwieram  wizjer – właśnie po to by poczuć te zapachy jeszcze intensywniej.

Potrafię się czasem zatrzymać, położyć w zbożu, zamknąć oczy  i zapachami się rozkoszować…

1. Momenty ekstazy

Pojawiają się nagle bez żadnego konkretnego powodu. Tylko podczas jazdy na otwartych przestrzeniach, nigdy w mieście. Przychodzą niespodziewanie i potrafią trzymać kilka minut, nawet do pół godziny. Momenty ekstazy, euforii,  czasem wręcz nirwany. Jestem z nimi sam, chłonę wtedy świat z siodła motocykla wszystkimi zmysłami i czuję się bardzo szczęśliwy.

Nagle mijają, wiem jednak że znowu przyjdą znienacka. Można na nie liczyć tak jak na innych motocyklistów. Ale w moim rankingu są na pierwszym miejscu.

13 KOMENTARZE

  1. A ja bym jeszcze dodał jeden punkt – te nieuchwytną więź z motocyklem, jaka się wytwarza podczas podróży. Jak kiedyś z koniem :)

  2. Miałeś bardzo dobry pomysł żeby zebrać te wszystkie powody w jeden katalog. Okazuje się że prawdopodobnie każdy z nas ułożyłby podobną listę i być może jedyne co by różniło te listy tu byłaby kolejność. To jeszcze jedno potwierdzenie faktu że tworzymy jedną wspólnotę i powinniśmy to sobie cenić.

  3. Ta…. Przyznam Ci przyjacielu zupełną rację nie sposób się w tych wszystkich wymienionych punktach z Tobą nie zgodzić :) pozdrawiam bolo353

  4. Super.
    Ze wszystkimi punktami się zgadzam.
    Fajnie , że zebrałeś to razem.
    Wydrukować i odczytywać laikom (nie motocyklistom)_w ramach odpowiedzi na pytanie : „Po co jeździsz?”.

  5. być może są tacy, co jeszcze nie oglądali- polecam film Why We Ride(co nas kręci), fajnie oddaje piękno motocyklowej pasji, pozdrawiam

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Zapisz się na MV-newsletter!