Lubię zap…ć! – głosi jedno z popularnych motocyklowych haseł. Gdy jednak ktoś zabiera się za realizację tej deklaracji bez potrzebnych umiejętności, najprawdopodobniej skończy źle. Chyba, że będzie czuwać nad nim Opatrzność.

No dobrze, nam też zdarza się pocisnąć ogniem po fajnych winklach. Nie jest to może bardzo rozsądne, ale w końcu nie jeździmy autobusem miejskim, tylko motocyklem i rozsądek nie jest najważniejszym kryterium.

 




Tym, co pomaga podczas szybkiej jazdy jest tak zwana „czerwona lampka” która zapala się, kiedy nasze umiejętności przestają wystarczać do skutecznego ogarnięcia motocykla. Ignorowanie świecącego się w głowie ostrzeżenia często kończy się tak, jak na filmie.

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Zapisz się na MV-newsletter!