Zaostrzenie przepisów dotyczących kar za przekroczenie prędkości przynosi efekty. Niestety, nie do końca takie, jakich oczekiwałyby służby – kierowcy łamią przepisy znacznie chętniej niż dawniej.

Wprowadzona w maju nowelizacja prawa o ruchu drogowym dała policji możliwość zatrzymania prawa jazdy między innymi za przekroczenie dozwolonej w terenie zabudowanym prędkości o ponad 50 km/h. Od początku mieliśmy wątpliwości co do legalności tego przepisu, sprawą zajął się także rzecznik praw obywatelskich.



Okazuje się, że źle zrozumiana idea bezpieczeństwa, niepoparta solidnymi badaniami przyniosła efekt odwrotny od zamierzonego. Z raportu Krajowej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego wynika, że przybyło kierowców, którzy znacznie przekraczają prędkość w obszarze zabudowanym. Co ciekawe, owo przekroczenie niemal zawsze mieści się w granicy 50 km/h, powyżej której można stracić dokument.

Badania wykazały, że przepisy łamane są najczęściej w stolicach województw – robi to aż 70% kierowców. W odniesieniu do ubiegłego roku to ogromny wzrost – wtedy wynik ten wynosił 45%. Nie lepiej jest na drogach powiatowych – liczba kierowców znacznie przekraczających dozwoloną prędkość wzrosła z 62% do niemal 83%. Psychologowie transportu wskazują na pewien paradoks – limit 50 km/h ponad dopuszczalną prędkość, zamiast odstraszyć, zachęcił kierowców do takiego przekraczania prędkości, by nie stracić prawa jazdy. W praktyce zamiast dotychczasowych 70 km/h, jeżdżą 80 km/h lub nawet szybciej.


Jak wskazują przykłady badań nad ruchem drogowym prowadzone w wielu krajach, najskuteczniejszą metodą w zapewnieniu bezpieczeństwa nie są drakońskie kary, ale edukacja – wielu kierowców zwyczajnie nie wie jakie konsekwencje niesie z sobą zbyt szybka jazda. Dobrze pomyślane kampanie społeczne i uproszczenie przepisów z pewnością ocaliłyby więcej ludzkich istnień niż setka fotoradarów i tysiące zatrzymanych praw jazdy.

3 KOMENTARZE

  1. Wiele istnień ludzkich ocaliłaby edukacja… inżynierów ruchu. Wiele istnień ludzkich ocaliłoby również wbicie „władzy” do głowy, że nie jesteśmy idiotami, którzy jak zobaczą 50, to będą jechać 50 trzypasmówką bez przejść dla pieszych. Wiele istnień ludzkich ocaliłoby również zajęcie się poważnymi sprawami, a nie kolejnym populistycznym atakiem na portfele kierowców. Jestem pewien, że więcej istnień ludzkich ocalonych zostałoby gdyby milicja przestała ganiać się z kierowcami (którzy zamiast zajmować się uważną jazdą rozglądają się po lusterkach czy przypadkiem nie ma milicji na drodze), a zajęła się przestępczością — jestem pewien, że to przynosi więcej ofiar w ludziach niż te smutne cztery tysiące w skali roku ginące na drogach.

  2. Może jeszcze w przedwyborczych szrankach któraś partia dołoży do programo-obietnic obligatoryjne ,całkowite,jednoznaczne i pełne wyłączenie z immunitetu wykroczeń i przestępstw drogowych.Zwiększone poparcie, dla małego kroku dla polityków ale wielkiego dla zmotoryzowanych-gwarantowane.

  3. Ja widzę jeszcze jeden efekt mianowicie część kierowców rzeczywiście trzyma się przepisowej jazdy ale pozostała część traktuje ich jak frajerów i łyka z prędkością +49 km/h. Tak naprawdę na wyniki musimy poczekać do raportu wypadków, kolizji za cały rok, obowiązywania nowych przepisów.
    Innym rozwiązaniem jest wprowadzenie progresji 20 km – 1 miesiąc bez prawka, 35 – dwa, 50 trzy miechy bez prawka. No bo powiedzcie jaka jest różnica w zagrożeniu dla życia czy ktoś jedzie 99 czy 100 km/h. Żadna, no ale konsekwencje w postaci utraty prawka mamy dopiero w drugim przypadku.
    Kolejną sprawą jest sposób zatrzymywania prawka i tu pełna zgoda jest to źle zrobione, bo tryb odwoławczy nie jest trybem sądowym. Powinno być tak jak przy wykroczeniach – że można skorzystać z prawa odmowy przyjęcia mandatu wówczas konsekwencje zatrzymania prawka również zostały by odłożone do czasu rozprawy sądowej. I naprawdę uwierzcie że znam miejsca gdzie nie jest to oczywiste czy jesteśmy w terenie zbudowanym czy też nie jesteśmy.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Zapisz się na MV-newsletter!