Skuter J300 zaskoczył wszystkich miłośników Kawasaki. Zieloni zdecydowali się pokazać coś, co z resztą jednośladów z Akashi nie miało nic wspólnego. Nic dziwnego – Kawasaki J300 to tak naprawdę Kymco Downtown 300i. Za duży na kategorię B, za mały dla motocyklistów.

Tekst: Mariusz Ignatowicz; zdjęcia: Paweł Ptasiewicz

Zawsze zastanawiało mnie jakie pobudki wpływają na proces decyzyjny nabywcy maxiskutera. Za pieniądze, które trzeba przeznaczyć na taki sprzęt bez problemu można kupić porządny motocykl, który nie dość, że jest bardziej ekscytujący, to jeszcze znacznie bardziej wszechstronny.



Kilku producentów, którzy bardzo dbają o sportowo bezkompromisowy wizerunek swoich maszyn, unika tematu skutera jak ognia. Ducati do dzisiaj najmniejsze wzmianki o możliwości produkcji tego typu pojazdu kwituje kategorycznym „nie ma mowy”, choć jednocześnie informacje o skuterze z Borgo Panigale pojawiają się coraz częściej i w coraz większej ilości źródeł. Kawasaki także bardzo długo odżegnywało się od skuterów. Dla wielu fanów marki sama myśl o takim pojeździe w barwach wściekłej zieleni wywoływała lekką histerię. Pierwsze doniesienia o rewolucyjnych planach Akashi o mały figiel nie spowodowały fali samobójstw. Tak przynajmniej można było sądzić z komentarzy, które pojawiały się pod zapowiedziami J300.

Kawa po tajwańsku

No właśnie… J300. Kawasaki nigdy specjalnie nie ukrywało, że to nie żaden nowy model, ale zwyczajna zielona adaptacja niezwykle popularnej i udanej tajwańskiej konstrukcji – Kymco Downtown 300i. Dla potrzeb agresywnej stylistyki japońskiego producenta przeprojektowano to i owo tak, by linia nie odstawała zbytnio od reszty jednośladów tej marki. Proces „uagresywniania” udał się nienajgorzej – Kawasaki J300 nawet obok H2 nie będzie stylistycznym faux-pas. Kawasaki J300 (2) Ale czy taki „rebranding” pod marką Kawasaki jest w ogóle uczciwy? Ja nie mam wątpliwości: absolutnie tak. Jeśli Akashi chciałoby w ten sam sposób potraktować sportowy motocykl kupiony od jakiejś tajwańskiej firmy, zapewne bym protestował. Ale skuter, który nigdy nie był oczkiem w głowie Zielonych? Proszę bardzo – sprawdzona, niezawodna technika i jakość Kymco są dla nabywców tylko korzyścią, a sportowy sznyt Kawasaki może tylko dodać temu skuterowi uroku.

Taki sam zabieg jest zresztą powszechnie stosowany w przemyśle samochodowym, żeby wspomnieć choćby „trojaczki z Kolina – Peugeota 106, Citroena C1 i Toyotę Aygo produkowane w tej samej fabryce.

To ten sam samochód, a mimo tego każdy z nich ma trochę inne detale i całkiem różne ceny. Ale przede wszystkim – różny wizerunek.

Kawasaki J300 (10)

Kawasaki bardzo ostrożnie obiecuje 28 KM, czyli nie za dużo. Subiektywne wrażenia z jazdy mówią jednak coś zgoła innego – mimo dość ociężałej z założenia bezstopniowej skrzyni biegów CVT, J300 przyspiesza niczym pocisk.

Inaczej niż na przykład w Suzuki Burgmanie, w Kawasaki J300 reakcja na ruch manetki gazu jest natychmiastowa.

Kawasaki J300 – dane techniczne

Silnik: jednocylindrowy, chłodzony cieczą
Pojemność: 299 cm3
Moc: 28 KM
Przekładnia: CVT
Hamulec przedni: jednotarczowy
Hamulec tylny: jednotarczowy
Wymiary (dł. x szer. x wys.): 2235 x 775 x 1260 mm
Prędkość maksymalna 160 km/h
Cena: 18900 zł (bez ABS)

Silnik bardzo chętnie wchodzi na obroty – wskazówka obrotomierza po dodaniu gazu błyskawicznie dochodzi do 7 000 obr/min czyli miejsce, gdzie silnik osiąga niemal pełną moc.

Idealną prędkością podróżną jest przyzwoite 120 km/h, ale żwawy Kawasaki J300 bez specjalnej łaski pojedzie 160 km/h. W żadnym momencie nie daje przy tym znać, że się za chwilę rozleci, albo że błaga o litość.

Co istotne, nawet przy 120 km/h ma spory zapas mocy do wyprzedzania.

Kawasaki J300 (8)

Sposób, w jaki Kawasaki J300 oddaje moc jest zaskakująco zbliżony do znacznie większych maszyn – Suzuki Burgmana 650 czy Yamahy Tmax. Choć na papierze osiągi J300 nie są tak wysokie jak wspomnianych maxiskuterów, z pewnością nie będzie on w tym towarzystwie maruderem. Na pewno też nie ustąpi im ani kroku pod względem stylistyki.

Tak zachęcające parametry silnika mogą jednak zwieść na manowce. Kawasaki J300 prowadzi się jednak jak skuter i wszelkie próby innego niż skuterowe wykorzystywania jego możliwości mogą skończyć się rozczarowaniem.

Zarówno pozycja, jak i prowadzenie nie pozostawiają złudzeń, że J300 to przede wszystkim wygodna kanapa do jazdy miejskiej. Siedzenie skutera jest naprawdę komfortowe, i to nie tylko dla kierowcy, ale i dla pasażera.

Kawasaki J300 (5)

Manewrowanie J300 nie nastręcza żadnych trudności mimo niezłych parametrów i rozmiarów bliższych raczej największym maxiskuterom. Waga tego jednośladu to zaledwie 191 kg. Dla porównania Burgman 650 waży gigantyczne 277 kg, a sportowy w charakterze Tmax też niezłe 217 kg.


1
2
PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułDroga l’Hongrin, Szwajcaria. Podróż pod okiem wojska [TRASY MOTOCYKLOWE]
Następny artykułWłoski imigrant. Nowy motocykl Ducati rusza na podbój Ameryki
Z wykształcenia arabista. Z zawodu – dziennikarz od ponad 20 lat. Był m.in. korespondentem „Rzeczpospolitej” i PAP w Sankt-Petersburgu, redaktorem naczelnym „Gazety Finansowej”, a także zastępcą redaktora naczelnego „Pulsu Biznesu”. Na motocyklu lubi podróżować indywidualnie. Interesuje się kulturą Bałkanów i tam często planuje swe motocyklowe podróże. Oprócz turystyki motocyklowej uwielbia nurkowanie. Zna cztery języki, w tym arabski.

4 KOMENTARZE

  1. „Pozostaje jeszcze największy problem związany z Kawasaki J300 – dla kogo jest ten jednoślad? Z racji pojemności dla posiadaczy kategorii B jest za duży.
    Większość z motocyklistów również nie spojrzy na niego łakomym wzrokiem – będzie dla nich za mały, tak ze względu na moc, jak z powodu pozycji. Tym sposobem grupa docelowa potencjalnych nabywców kurczy się niemiłosiernie.”

    Mam wrażenie, że „Redaktorzy” w tym portalu są małolatami! A czemuż szanowny Panie taka pojemność byłaby za mała dla- do brze dodać „prawdziwego”- motocyklisty? Rozumiem, ze prawdziwy motocyklista jeździ tylko sprzętami z „łytrem” między nogami, 200 KM, pije tabasko, goli się siekierą i nosi wełniane majty.

    Hmmm jestem „motocyklistom” jeżdżę sprzętem nota bene Kawasaki ale…taki skuter uważam za super rzecz na miasto. Bezobsługowy, oszczędny, nie wieje w krocze, nie grzeje latem od silnika, bo całość jest pod siedzeniem, ma świetny schowek pod siedzeniem więc nie trzeba jeździć z plecakiem na zakupy. Generalnie spełnia to, do czego jest skuter przeznaczony.

    Więc pls choć chwila refleksji nad tym co się piszę bo w sumie portal ciekawy ale czasami ręce opadają od takich „mądrości”.

  2. Tak, wybitny redaktor,po pierwszym zdaniu przestałem czytać. No rzeczywiście motocykl jest wybitnie bardziej wszechstronny od maxiskutera. Pod siedzenie w moto przecież bez problemu wchodzą 2 kaski, pasażer ma cudowne siedzenie, pozycja na motocyklu jest iście superwygodna. No wybitny specjalista. ..

  3. a ja wam powiem ze zaden skuter nie moze się rownac z yamahą xmax400, ogromny schowek pod kanapą na 2 kaski lub jeden plus torba, wąski i świetnie przeciska sie w korkach, niezły design, wygodna kanapa, dynamika i sprint zblizony do 2x drozszego tmaxa czy burgmana 650, zamontowalem wysoką szybe yamahy i nie wieje w ogole. jedyny minus to jeden cylinder 400 i wibracje na nizszych obrotach, ale od 4tys obrotow jest super. Mówię Wam na miasto nie ma tak wszechstronnego i mocnego skutera za tą kasę. śmigam juz 2 lata, 12tys zrobione, chcialem w tym sezonie zmienic zeby posmakować coś innego ale na co?, w tym momencie nie ma skutera tak zwinnego i pojemnego jednoxzesnie dynamicznego

  4. Motocykl bardziej wszechstronny ??? Śmiała teoria, oj bardzo śmiała ! :) Moim Kymco Xcitingiem 400i faktycznie -nie zapuszczę się w teren … podobnie jak nie zrobię tego sportem, chopperem czy większością nakedów .
    W mieście mogę latać bez kufra centralnego, nawet spore zakupy wchodzą do schowka.
    Starty- odkręcam i po ok 6 sek mam setkę na liczniku .
    Turystyka ? Mój klub skuterowy zjeździł już kawał Skandynawii, w tym roku ruszamy do Chorwacji i Czarnogóry :) .
    Prędkość przelotową z kuframi czy sakwami , oczywiście na głównych trasach, utrzymujemy ok. 130-140 km/h czyli większą niż niektóre ekipy motocyklowe.
    Czasem ogarnia mnie współczucie jak wiara na nakedach bez dużych szyb, ze zdumieniem patrzy na wyprzedzające je „skuterki”, odkręca a potem, zmęczona walką z naporem wichury , odpuszcza do 120 km/h.
    Jeżdżę z partnerką , która na wygodę na maxi nie narzeka (szerokie siedzenie , oparcie na kufrze) a na moto ….sami wiecie jak wygodne są siedzenia dla plecaków :).
    Do tego fantastyczna bezobsługowość – co 5 tysięcy wymiana filtrów i oleju (1,5l) , co 20 tys wymiana paska napędowego za ok 450 złotych. Nie muszę latać ze smarem , naciągać łańcucha itp .
    Reasumując drogi Autorze – maxiskutery są dla wygodnych, którym 200 czy 300 km/h na autostradzie nie jest już potrzebne . 160- 170 wystarczy :) . Zapewniam ze do spora i szybko rosnąca grupa a wiekszość z nas to , o dziwo , byli motocykliści, którym znudziło się wachlowanie biegami i sprzęgłem . Frajda w szybkich winklach podobna :)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Zapisz się na MV-newsletter!