Suzuki GSX-S1000A jest nieco spóźnioną propozycją w segmencie power nakedów. To prawdziwy król dyskoteki – niezbyt praktyczny na co dzień, ale dający momenty całkowitego odjazdu w inny wymiar.[sam id=”24″ codes=”true”]

Potężne golasy z absurdalnie mocnymi silnikami zawładnęły jakiś czas temu wyobraźnią szerokiej grupy motocyklistów. Przy generalnych spadkach sprzedaży maszyn stricte sportowych, tutaj słupki regularnie idą w górę. Biorąc w obroty silnego jak tur i surowego jak matka Kopciuszka Suzuki GSX-S1000A sprawdzam, o co chodzi z tą całą aferą pt. „Power Naked”.

Przyznam szczerze, że z dystansem przyjmowałem nieukrywany entuzjazm kolegów dziennikarzy związany z nowym GSX-em, który miejscami przybierał formę czysto dziecięcej ekscytacji. Nie jestem specjalnym fanem wysokoobrotowych motocykli o mocy ruskiej Car-Bomby i dużo chętniej ugniatałbym pośladami jakieś enduro lub turystyka.

Nucąc jednak pod nosem polski rockowy szlagier „obowiązek obowiązkiem jest…” udaję się do siedziby polskiego importera po odbiór kukułczego jaja, jakim w moim mniemaniu okaże się Suzuki GSX-S1000A.

Na szczęście po raz kolejny kilkudniowy kontakt z maszyną zmienia moją optykę – może nie o 180 stopni (a tym bardziej o legendarne 360), ale zdecydowanie w kierunku większej sympatii dla tego typu jednośladów.

Paker w ortalionie

Suzuki GSX-S1000 (19)Pierwszy rzut oka na Suzuki GSX-S1000A nie dostarcza specjalnych wrażeń estetycznych. W poszukiwaniu tychże rzucam okiem po raz drugi i trzeci, szukając jasnych punktów lecz niestety jęk zachwytu okopał się w mojej krtani jak pielęgniarki w Ministerstwie Zdrowia i nie zamierza wyjść.

Nie jest zupełnie źle, ale podstawową wadą wizualną tego modelu jest brak zalet. Widzę przed sobą osiedlowego pakera w niebieskim ortalionie, ustawionego w pozycji do ciosu z dyni i tradycyjnie cierpiącego na Absolutny Brak Szyi (o czym informuje nawet stosowny napis).

[sam id=”11″ codes=”true”]

W tym otoczeniu nawet fajne złote rury przednich teleskopów wchodzą w rolę złotego łańcucha na błyszczącym dresie. Suzuki GSX-S1000A nie jest ani tak surowy i brutalny jak KTM Super Duke, ani bezkompromisowy jak Kawasaki Z1000, ani cudownie klasyczny jak Honda CB1100.

Stylistycznie jest dokładnie gdzieś pomiędzy – i jest to dosłownie to miejsce, które mamy na myśli mówiąc, że coś mamy gdzieś. Mimo spędzonych wspólnie kilku upojnych dni nie jestem w stanie przywołać w pamięci dokładnego obrazu tego motocykla.

Suzuki GSX-S1000 (23)Ostatecznym ciosem są tandetne kolorowe naklejki z nazwą modelu, które równie dobrze mogłyby się pojawić na chińskim skuterze. Sytuacji nie ratuje nawet ładny akcesoryjny wydech Yoshimura z karbonową końcówką.

Suzuki w temacie designu swoich motocykli poszło w jakimś niezrozumiałym dla mnie kierunku. Nie mogę powiedzieć, że motocykle są brzydkie. Są po prostu nijakie, co w tej branży jest jeszcze gorsze.

Być może to jakiś rodzaj wizjonerstwa, którego nie ogarniam własnymi zwojami, ale w tej branży wypadałoby jednak sprzedać coś jeszcze za życia twórcy.

Suzuki GSX-S1000 (21)

Suzuki GSX-S1000A – dane techniczne

Silnik czterocylindrowy, chłodzony cieczą
Pojemność 999 cm3
Moc 145 KM
Maks mom. obr. 106 Nm (9500 obr./min.)
Skrzynia biegów 6-biegowa
Napęd łańcuch
Hamulec przedni hydrauliczny dwutarczowy
Hamulec tylny hydrauliczny jednotarczowy
Wymiary (dł. x szer. x wys.) 2115 X 795 X 1180 mm
Wysokość siodła 810 mm
Ciężar z płynami 209 kg
Zbiornik paliwa 17 litrów
Cena 45 500 zł

Suzuki GSX-S1000A sprawia wrażenie mniejszego, niż jest w rzeczywistości. Gdyby nie pękaty blok silnika, można by odnieść wrażenie, że to zwykły naked klasy 500. Zajmując miejsce za kierownicą od razu ląduję w lekko pochylonej do przodu pozycji, która okaże się zaskakująco wygodna.

Kierownica nie przytłacza ogromem przełączników i ponad standard wystaje tu tylko sterownik kontroli trakcji i niektórych funkcji komputera pokładowego, bardzo prosty i intuicyjny w obsłudze. Klamki sprzęgła i hamulca chodzą lekko, obiecując udaną współpracę na trasie.

Suzuki GSX-S1000 (20)Wszystkie potrzebne kierowcy informacje wyświetlane są na ciekłokrystalicznym ekranie – nie znajdziemy tu ani grama tradycyjnego zegara. Poza standardowymi funkcjami jak prędkość, obroty i przebiegi, wyświetlacz informuje o średnim i chwilowym spalaniu, ustawionym trybie kontroli trakcji a także aktualnej godzinie.

Przy okazji można więc sprawdzić, czy przy absurdalnych prędkościach czas rzeczywiście płynie inaczej.

[sam id=”11″ codes=”true”]

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Zapisz się na MV-newsletter!