Co za wstyd! Ale kompromitacja! Nasz kraj został ośmieszony!  – tak dolnośląskie media opisują kradzież motocykla i nieoczekiwane zakończenie motocyklowej podróży dookoła świata pewnego Kanadyjczyka. Po bezpiecznym przejechaniu Chin, Rosji i Ukrainy kanadyjski podróżnik dotarł do kempingu w Legnickim Polu. I rano odkrył, że ktoś rąbnął mu motocykl.

Na początek fakty – a raczej informacje z drugiej ręki, czyli z lokalnej prasy i portali. Kanadyjski motocyklista podróżował samotnie. Jak dotąd bezpiecznie przebył kilka tysięcy kilometrów.

Jak podają lokalne media, wystartował z Londynu, skąd przez Chiny, Rosję i niebezpieczne dziś tereny Ukrainy trafił do Polski. Rzekomo miał podróżować dookoła świata.

Po nocy spędzonej w namiocie rozbitym w Legnickim Polu podróżnik stwierdził kradzież motocykla, zniknęły także wszystkie dokumenty, ubrania, pieniądze i laptop.


Sprawą natychmiast zajęła się policja – jeden z policjantów który także jeździ na motocyklu ugościł pechowego Kanadyjczyka i pomógł mu w powrocie do domu. Złodziej motocykla jeszcze nie został schwytany.

 

A teraz kilka słów komentarza od nas.

Określeń typu „wstyd” i „kompromitacja”, którymi epatują pozostałe media nie rozumiemy kompletnie. Złodzieje są wszędzie, nie tylko w Polsce, a kradzież motocykla nie jest nigdzie niczym nadzwyczajnym, a tym bardziej – powodem do wstydu za cały kraj.

Owszem, trafiło akurat na Polskę, ale równie dobrze kradzież motocykla mogła się przytrafić w Niemczech czy Anglii, nie mówiąc o Wschodzie. I tamtejsze media na pewno nie wszczynały by wtedy larum, że to akurat u nich i że trzeba się z tego powodu wstydzić.

Nie do końca też wiadomo jak wyglądała ta podróż „dookoła świata”. Z Londynu przez Chiny, Rosję Ukrainę i Polskę? Jakoś na mapie nam nie wychodzi.

Kanadyjczykowi oczywiście współczujemy, poniżej zamieszczamy też dane motocykla i apelujemy o pomoc. Ale mamy silne podejrzenia, że skoro chłop zostawił w motocyklu dokumenty i pieniądze (zwykle takie rzeczy wozi się przecież w tankbagu) oraz laptopa, to mógł również zostawić i kluczyki.

Dlatego żadnego wstydu z tego powodu nie odczuwamy.

Dane skradzionego motocykla

– czarno-czerwone BMW R1200GS z przednim kołem w rozmiarze 21 cali

– kanadyjski numer rejestracyjny: 1519E

– numer VIN: WB 1038 0029 ZW74 288.

7 KOMENTARZE

  1. Nie, oczywiście nie wstyd. W ogóle…. Przecież zabranie sobie czyjejś własności jest czymś normalnym, naturalnym. W tym chorym kraju…. Nie tykaj jak nie twoje!

  2. London – miasto w Kanadzie w prowincji Ontario, położone na południowy zachód od Toronto, nad rzeką Thames.
    — Marzy mi się sytuacja, z małej, brytyjskiej wyspy, gdzie znajomy, lokales, zostawił na ulicy teczkę, pod własnym domem. Rano leżała tam gdzie ją zostawił, z całym dobrodziejstwem inwentarza…

  3. bardzo ciekawe.Według redaktora autora jak w motocyklu są kluczyki to kradzież jest najzupełniej zrozumiała. No to Kanadyjczyk już wie czym się różni Kanada od Polski.Zwłaszcza jeśli ktoś mu przetłumaczy powyższy tekst.

  4. Panie, co Pan? Oczywiście, że wstyd i powinni takie rzeczy nagłaśniać. Gdyby w Anglii ukradli, albo Rosji, to wstyd ten sam dla danego kraju. A jak zostawił kluczyki, to co, mniejszy wstyd? Jak w komentarzu wyżej: Nie Twoje, nie ruszaj!

    Fajnie, że nagłaśniacie, może uda się znaleźć.

    Pzdr!

  5. Coś z tymi kluczykami jest na rzeczy skoro tow.ubezpieczeniowe uzależniają od ich posiadania wypłatę odszkodowania, traktując ich pozostawienie jako czynnik ułatwiający a często umożliwiający kradzież.Tak czy siak motoryka i właściciela szkoda.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Zapisz się na MV-newsletter!